Każdy odpoczynek jest inny, ale ten ma szczególny smak. Cierpki, przyjmowany łapczywie, jak posiłek podczas podróży, która jest jednocześnie ucieczką lub pościgiem. Odpoczynek po podjęciu wielkiej decyzji. Wielkość jest zawsze trochę straszna i zawsze wiąże się z konsekwencjami, najczęściej bolesnymi. O wielkości nie da się powiedzieć niczego na pewno, okazuje się dobra lub zła dopiero z czasem. A i wtedy nie przestaje być jednoznaczna. Więc kiedy wreszcie się ją podejmie i wykona, ulga jest zawsze zaprawiona strachem. Przed samym sobą i tym, na co się poważyłem. Ale ten strach jest dobry. Trzyma w ryzach, nie pozwala zapamiętać się w wielkości chwili – która nie jest przecież nigdy moją wielkością. Przeszła przeze mnie, ogarnęła na chwilę jak chmura górskiego wędrowca. Ja musiałem się wspiąć, ona – obniżyć loty, schylić w moim kierunku. Pozostawia wilgoć na moim ubraniu i wspomnienie czegoś mrocznego; trochę jakby była duchem. Wielkość naprawdę jest straszna.