Bramkarz to specyficzny typ wygnańca – kozioł ofiarny, pozostający zawsze pod ręką, gdy reszta drużyny potrzebowała zrzucić na kogoś winę (...) Marks winił kapitalizm, Freud winił seks, Dawkins winił religię, Larkin obwiniał swoich rodziców, a doktor Atkins – ziemniaki. Piłkarze mieli zaś skłonność do obwiniania bramkarza” – pisał Jonathan Wilson w książce „Bramkarz, czyli outsider”.
„Wina zawsze leży po jego stronie, a nawet jeśli nie, i tak za nią odpokutuje. Kiedy zawodnik popełni faul, a sędzia podyktuje rzut karny, poszkodowanym jest właśnie on: pozostawiony na pastwę kata w bezmiarze pustej bramki. Gdy zespół nie ma najlepszego dnia, to on, nieustannie bombardowany strzałami, musi wypić nawarzone piwo, zapłacić za nie swoje grzechy. Inni zawodnicy mogą popełnić fatalny błąd czy nawet kilka, ale zaraz uzyskają odkupienie, wykonując fantastyczny zwód, mistrzowskie podanie czy celny strzał. On nie. Tłum nie wybacza bramkarzowi. (...) W okamgnieniu zapomina o wcześniejszych heroicznych wyczynach, by skazać go na wieczne potępienie” – to z kolei Eduardo Galeano w „Futbolu w słońcu i w cieniu”.