Gdy ziemia zatrzęsła się w Wenezueli, zawaliły się nie tylko budynki, ale i resztki stabilności państwa osłabionego wieloletnim kryzysem. Katastrofa postawiła świat przed pytaniem: gdzie kończy się pomoc, a zaczyna wzmacnianie władzy, która do tego kryzysu doprowadziła.
– Byłam w mieszkaniu z mężem i naszymi dziećmi: jedno ma dwa lata, a drugie osiem. Mąż krzyknął: „Trzęsie się”. Zawołałam dzieci i objęłam je. Szczerze mówiąc, spodziewałam się najgorszego. Kiedy zobaczyłam zawalający się obok budynek, pomyślałam, że my będziemy następni – opowiada Isabella Gonzalez (dane zmienione na prośbę rozmówczyni), mieszkanka dzielnicy San Bernardino w Caracas, która układała dzieci do snu, gdy świat zaczął się poruszać.