Symbolem nowej epoki były nie szyby naftowe, lecz fabryki baterii i samochody elektryczne. Dziś widać, jak bardzo była to przedwczesna narracja. Wystarczył kolejny wstrząs geopolityczny, by do centrum sceny wrócili starzy gracze: właściciele pól naftowych, rurociągów i tankowców.
Świat zużywa dziś ok. 100 mln baryłek ropy dziennie, a każdy ubytek rzędu kilku milionów baryłek natychmiast wywołuje szok cenowy – to jest taka cieśnina Ormuz, przez którą z Kuwejtu czy Kataru nie może wypłynąć ropa. W ostatnich tygodniach skala zakłóceń – od pól, na których wstrzymano wydobycie, po uszkodzone rafinerie – liczona była nawet w kilkunastu milionach baryłek dziennie, czyli kilkanaście procent globalnej podaży. Dla porównania, podczas kryzysu naftowego w 1973 r. ubytek wynosił ok. 5 proc. rynku.