Była ósma minuta drugiej tercji, Capitals dopiero co zaczęli grać w przewadze, gdy Aleksander Owieczkin dostał krążek na swoim lewym skrzydle i nie namyślając się wiele, huknął tak jak zwykle. Bramkarz nie miał szans, a hala w Nowym Jorku, siedziba miejscowego zespołu Islanders, eksplodowała radością, bo Rosjaninowi kibicowali chyba wszyscy zgromadzeni w niej kibice. Po chwili skandowali „Ovi, Ovi”, a koledzy z drużyny ruszyli w stronę strzelca. Zanim zdążyli szczelnie go otoczyć i wyściskać, bohater dnia zanurkował na lód, jakby miał 20 lat. Zdobył gola numer 895, pobił rekord Wayne’a Gretzky’ego, rekord, który – jak chwilę później powiedział komisarz ligi NHL Gary Bettman – wydawał się nie do pobicia.