Jakub Ekier: Tysiąc pierwszy cud

Film Jessego Eisenberga „Prawdziwy ból” osiąga mistrzostwo wyższego rzędu: najsilniej oddziałuje dopiero po swoim zakończeniu.

Publikacja: 17.01.2025 14:30

Kadr z filmu „Prawdziwy ból” Jessego Eisenberga

Kadr z filmu „Prawdziwy ból” Jessego Eisenberga

Foto: materiały prasowe

Sprężyną rozgrywających się współcześnie zdarzeń są dwaj młodzi Amerykanie żydowskiego pochodzenia. Ben, po niedawnej próbie samobójczej, i jego stryjeczny brat Dave, też mający ze sobą kłopoty, wybierają się pierwszy raz do Polski. Ich babcia bowiem, której według słów Bena „tysiąc cudów” pozwoliło przetrwać kacety, przed śmiercią zapragnęła, by wnukowie odnaleźli w Krasnymstawie dom jej dzieciństwa. Najpierw jednak śladami polskich Żydów przemierzają oni Warszawę i Lublin w grupie turystów z przewodnikiem. Troje z tych siedmiorga osób odsłania co nieco własne dramaty życiowe, jedni w drugich budzą też sprzeczne emocje. Wreszcie kuzyni, odwiedziwszy Krasnystaw, wracają wspólnie za ocean.

Czytaj więcej

Jakub Ekier: Życzenia na jutrzejsze wczoraj

Film Jessego Eisenberga: Gdy wnuk niedoszłej ofiary Holokaustu chce zetknąć się z „prawdziwym bólem”

Koniec? Raczej początek, bo z tą podróżą coś chyba się w obydwu bohaterach zmienia. W pierwszych scenach postrzegają świat jeszcze z lekka wirtualnie. Ich wylotu z nowojorskiego lotniska Kennedy’ego i przylotu na warszawskie Okęcie nie dzieli prawie nic – jakby dla tych pasażerów nie istniała przebyta przestrzeń. Jadąc taksówką przez nieznaną sobie polską stolicę, oglądają filmik w smartfonie. Później też cała grupa, widząc pomnik Powstania Warszawskiego, ucieka w świat obrazkowych namiastek, wygłupem do obiektywu chcąc pewnie zatuszować emocje. Jednak już w intercity do Lublina Ben wstydzi się, że tak luksusowo jedzie tropami wiezionych na zagładę. Wnuk niedoszłej ofiary Holokaustu chce jakoś zetknąć się z „prawdziwym bólem”. Być może dalekim pogłosem odzywa się w nim poczucie „winy ocalałego”. Ale przybysza z Binghamton w stanie Nowy Jork krępuje chyba i to, że jest ponowoczesnym konsumentem samych pseudoprzeżyć. Tytułowy „real pain” znaczyłby wtedy też „ból w realu”. Tylko czy dzisiaj można się skomunikować z tamtym cierpieniem, przerastającym ludzką wyobraźnię?

Tylko czy dzisiaj można się skomunikować z tamtym cierpieniem, przerastającym ludzką wyobraźnię? To pytanie zawisa w powietrzu aż po kulminację filmu: po sekwencję, w której grupa zwiedza obóz zagłady na Majdanku.

To pytanie zawisa w powietrzu aż po kulminację filmu: po sekwencję, w której grupa zwiedza obóz zagłady na Majdanku. W pewnej chwili jedni po drugich patrzą przez okienko w głąb komory gazowej, ale kamera filmuje turystów z jej wnętrza. Nagle to zwiedzający są oglądani, mierzeni badawczym wzrokiem spoza ich czasu i pojmowania, wzrokiem, który zdaje się też padać na widza filmu... Kiedy mikrobus wiezie wycieczkę z powrotem, Dave siedzi odrętwiały, Ben zanosi się płaczem, ale nie słychać najlżejszego dźwięku. Światu na chwilę odejmuje głos.

Czytaj więcej

Jakub Ekier: Miasto niepokochane

„Prawdziwy ból” najsilniej oddziałuje po zakończeniu

A kiedy indziej ekranowym zdarzeniom towarzyszy muzyka Chopina. Także ona jest pytaniem o to, co sama dzisiaj znaczy. Pierwszy daje się słyszeć ten sam nokturn Es-dur, który w Polsce zwykł witać pasażerów pendolino. Może nieprzypadkowo ten właśnie? Może rozbrzmiewające tu utwory mamy odbierać tylko jak dżingle? Albo jak pamiątki w lotniskowym sklepie? Jak piękno, które unieważniły później historyczne katastrofy? Czy przeciwnie – język uczuć przydatny zawsze i wszędzie? Polskę w pigułce forte? Mnie przywoływanie kolejnych etiud i walców uzmysławia coś jeszcze innego: ich muzyka jest tym, co sam z nią zrobię. Mogę ją uznać za doszczętnie spowszedniałą albo każdorazowo żywą. To drugie dzieje się w tym filmie z postrzeganiem cierpień. Czy są udziałem pomordowanych w przeszłości, czy żyjących dziś postaci, i bohaterom, i widzom wszystkie jawią się jako prawdziwe. Wszystkie też muszą budzić współczucie i pokorę.

Czy to odkrycie uleczy Bena? Pożegnawszy się z Dave’em na JFK Airport, jakby chcąc jeszcze się upewnić, że jest jednym z wielu, siada w zaludnionej poczekalni. W dalszym rzędzie krzeseł rysują się postacie sędziwych Żydów z pejsami i w kapeluszach. Obok niego skośnooki nastolatek pokazuje drugiemu coś w smartfonie, tymczasem Ben zdaje się patrzeć w głąb siebie. Może teraz, z końcem filmu, wnuk Dory ocalonej przez „tysiąc cudów” poznaje tysiąc pierwszy: cud własnego istnienia pośród innych. Może też, razem z Benem, uprzytomni sobie ten cud i ktoś z nas.

Plus Minus
„Białe pierze się w dziewięćdziesięciu”: bestseller o dzieciństwie w Jugosławii
Materiał Promocyjny
Jak wygląda nowoczesny leasing
Plus Minus
„Zapomniane”: Metafizyka szurania kapci i kipiącego rosołu
Plus Minus
„Duch z wyspy”: Lepsza sensacja niż horror
Plus Minus
„Ferdydurke”: Józio notorycznie ugniatany
Materiał Partnera
Kroki praktycznego wdrożenia i operowania projektem OZE w wymiarze lokalnym
Plus Minus
„Oskubani”: Emocje jak w kurniku
Materiał Promocyjny
Suzuki Moto Road Show już trwa. Znajdź termin w swoim mieście