Sprężyną rozgrywających się współcześnie zdarzeń są dwaj młodzi Amerykanie żydowskiego pochodzenia. Ben, po niedawnej próbie samobójczej, i jego stryjeczny brat Dave, też mający ze sobą kłopoty, wybierają się pierwszy raz do Polski. Ich babcia bowiem, której według słów Bena „tysiąc cudów” pozwoliło przetrwać kacety, przed śmiercią zapragnęła, by wnukowie odnaleźli w Krasnymstawie dom jej dzieciństwa. Najpierw jednak śladami polskich Żydów przemierzają oni Warszawę i Lublin w grupie turystów z przewodnikiem. Troje z tych siedmiorga osób odsłania co nieco własne dramaty życiowe, jedni w drugich budzą też sprzeczne emocje. Wreszcie kuzyni, odwiedziwszy Krasnystaw, wracają wspólnie za ocean.
Czytaj więcej
Gdyby tak wszystkim dodać otuchy. Na Boże Narodzenie i Nowy Rok złożyć krzepiące życzenia. Tym ra...
Film Jessego Eisenberga: Gdy wnuk niedoszłej ofiary Holokaustu chce zetknąć się z „prawdziwym bólem”
Koniec? Raczej początek, bo z tą podróżą coś chyba się w obydwu bohaterach zmienia. W pierwszych scenach postrzegają świat jeszcze z lekka wirtualnie. Ich wylotu z nowojorskiego lotniska Kennedy’ego i przylotu na warszawskie Okęcie nie dzieli prawie nic – jakby dla tych pasażerów nie istniała przebyta przestrzeń. Jadąc taksówką przez nieznaną sobie polską stolicę, oglądają filmik w smartfonie. Później też cała grupa, widząc pomnik Powstania Warszawskiego, ucieka w świat obrazkowych namiastek, wygłupem do obiektywu chcąc pewnie zatuszować emocje. Jednak już w intercity do Lublina Ben wstydzi się, że tak luksusowo jedzie tropami wiezionych na zagładę. Wnuk niedoszłej ofiary Holokaustu chce jakoś zetknąć się z „prawdziwym bólem”. Być może dalekim pogłosem odzywa się w nim poczucie „winy ocalałego”. Ale przybysza z Binghamton w stanie Nowy Jork krępuje chyba i to, że jest ponowoczesnym konsumentem samych pseudoprzeżyć. Tytułowy „real pain” znaczyłby wtedy też „ból w realu”. Tylko czy dzisiaj można się skomunikować z tamtym cierpieniem, przerastającym ludzką wyobraźnię?
Tylko czy dzisiaj można się skomunikować z tamtym cierpieniem, przerastającym ludzką wyobraźnię? To pytanie zawisa w powietrzu aż po kulminację filmu: po sekwencję, w której grupa zwiedza obóz zagłady na Majdanku.
To pytanie zawisa w powietrzu aż po kulminację filmu: po sekwencję, w której grupa zwiedza obóz zagłady na Majdanku. W pewnej chwili jedni po drugich patrzą przez okienko w głąb komory gazowej, ale kamera filmuje turystów z jej wnętrza. Nagle to zwiedzający są oglądani, mierzeni badawczym wzrokiem spoza ich czasu i pojmowania, wzrokiem, który zdaje się też padać na widza filmu... Kiedy mikrobus wiezie wycieczkę z powrotem, Dave siedzi odrętwiały, Ben zanosi się płaczem, ale nie słychać najlżejszego dźwięku. Światu na chwilę odejmuje głos.