Reklama

Ktoś tu ma brzydkie myśli. Recenzja filmu „Babygirl”

O orgazmie jest to film. A właściwie o prawie do orgazmu. Pretensjonalne? Na szczęście reżyserskie lejce trzyma zdolna Halina Reijn. A nagradzana za rolę w „Babygirl” Nicole Kidman przypomina swoje najlepsze występy w karierze.
„Babygirl”, reż. Halina Reijn, dystr. M2 Films

„Babygirl”, reż. Halina Reijn, dystr. M2 Films

Foto: M2 Films

Szczególnie jedna rola Kidman przychodzi w tym miejscu na myśl. W „Oczach szeroko zamkniętych” Stanleya Kubricka (1999) postać grana przez Australijkę była częścią seksualnego trójkąta, którego mrok do dziś wzbudza liczne interpretacje kinomanów. Halina Reijn nie zapuszcza się w tak głębokie i niebezpieczne rejony jak zmarły tuż przed premierą swojego najbardziej tajemniczego filmu mistrz amerykańskiego kina. Ale i w „Babygirl” mógłby też wybrzmieć utwór „Baby Did a Bad Thing” Chrisa Isaaka, który zdobił kipiący erotyzmem film Kubricka. Romy (Nicole Kidman) też bowiem robi złą rzecz. Wchodzi w romans z o połowę młodszym od siebie podwładnym stażystą Samuelem (Harris Dickinson, znany m.in. z nagrodzonego Złotą Palmą „W trójkącie”). Ona – pewna siebie i wybitnie inteligentna szefowa w nowojorskiej korporacji. On – grający chłopięco-hultajskim urokiem przystojniak, który szybko rozpracowuje psychologicznie szefową.

Ostatnia szansa na dostęp do NYT w rocznej subskrypcji RP.PL!

Skorzystaj z ostatnich kodów dostępu do The New York Times w ramach dowolnej rocznej subskrypcji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji z kraju i świata.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL, PRO.RP.PL oraz e-Prenumeraty „Rzeczpospolita" w pakiecie z The New York Times na 12 miesięcy.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama