Reklama

Bolszewicka skrzynka mailowa

Ponoć lepsze jest wrogiem dobrego. W tej sprawie wątpliwości nie mają naprawiacze i ulepszacze świata.

Aktualizacja: 29.03.2016 06:38 Publikacja: 25.03.2016 06:28

Bolszewicka skrzynka mailowa

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Mam tu przede wszystkim na myśli ludzi, którzy nowy porządek budują na gruzach dawnego ładu, o którym ich zdaniem należy zapomnieć. I nie są to bynajmniej wyłącznie politycy, o czym boleśnie się ostatnio przekonałem.

A wszystko się zaczęło blisko dziesięć lat temu, kiedy założyłem skrzynkę mailową na portalu o2.pl. Byłem zachwycony. Tym, czego potrzebuje użytkownik takiej usługi, jest po prostu jej funkcjonalność. Pod tym względem byłem usatysfakcjonowany.

Czas płynął, a o2.pl udoskonalał swoje rozwiązania w zakresie poczty mailowej. Zmiany były bezbolesne. Kiedy wprowadzano kolejną nową wersję, która początkowo mogła komplikować życie użytkownikom, zachowywany był dostęp do starej.

A jednak miesiąc temu coś się skończyło, coś pękło. Nastąpiła rewolucja całkowicie odcinająca mnie od przeszłości. Nowa wersja okazała się koszmarem, a jeśli chodzi o starą, to zostałem przez administratora poinformowany, że nie ma do niej powrotu.

Największym problemem stała się wyszukiwarka maili. Przed rewolucją była ona znakomitym narzędziem, dzięki któremu bez przeszkód docierałem do każdego maila w skrzynce. Teraz wyszukiwarka głupieje. Po wpisaniu do niej dowolnego hasła wyrzuca ona tylko część zawierającej je korespondencji.

Reklama
Reklama

Ale z prawdziwym kuriozum zderzyłem się w miniony poniedziałek. Przez cały dzień klikałem w jedną, ważną dla mnie wiadomość, a ona się nie otwierała, wyświetlał się tylko komunikat: „Nie można otworzyć konwersacji" (mail otworzył się dopiero nazajutrz).

Niedogodności mógłbym wymienić więcej, ale te, o których mowa wyżej, są chyba najbardziej uciążliwe.

Oczywiście wszelkie usterki reklamowałem. Odpowiedzi były do przewidzenia: dział techniczny pracuje nad rozwiązaniem kłopotu, i tyle. W realnym socjalizmie tak mniej więcej wyglądały kontakty z państwową biurokracją.

Żeby było jasne, nie mam pretensji do o2.pl (czy do Wirtualnej Polski, której własnością jest ten portal) o innowacyjność. Wbrew pozorom nie jestem konserwatystą, bliżej mi do polskich mesjanistów. Uważam, że postęp – pojęcie wywodzące się, co należy przy każdej okazji przypominać, z religii mojżeszowej i chrześcijaństwa, a nie z oświeceniowych utopii – stanowi istotną wartość pod warunkiem zachowania łączności teraźniejszości z przeszłością. Przyjście na świat Mesjasza było wydarzeniem rewolucyjnym, najważniejszym przełomem w historii świata, ale przecież nie przekreślało ono tego, co się działo przed Jego poczęciem. Nie ma Nowego Testamentu bez Starego.

Nowa wersja poczty mailowej na o2.pl – biorąc pod uwagę także fakt, że w okresie przejściowym nie ma możliwości korzystania ze starej – kojarzy mi się jednak nie z polskimi mesjanistami, lecz z bolszewizmem. Kiedy miesiąc temu zderzyłem się z porewolucyjną rzeczywistością, poczułem się jak wróg ludu, który opiera się historycznej konieczności i nie potrafi pojąć, że postęp wymaga ofiar.

Rzecz jasna o2.pl, podążając ścieżką internetowego bolszewizmu, skazane jest na klęskę – taką samą, jaką poniósł realny socjalizm. Bo przecież lekceważenie potrzeb klientów się mści. Podmiotem każdej rewolucji powinien być człowiek, a nie wydumany pomysł jakiegoś ekstrawaganckiego inżyniera – wszystko jedno, czy zajmującego się projektowaniem idealnego społeczeństwa czy idealnej skrzynki mailowej.

Reklama
Reklama

Marne jednak pocieszenie, że bolszewizm skazany jest na klęskę. Zostanie on wyparty przez zachodnią nową lewicę. Ta zaś wydaje się znacznie bardziej sympatyczna niż siermiężny komunizm, w dodatku potrafi posługiwać się narzędziami rynkowymi (hipisowska kontrkultura stała się niegdyś po prostu modą wśród dzieci statecznych mieszczan), niemniej także i jej liderzy nie traktują człowieka podmiotowo. Tyle że w odróżnieniu od bolszewików mają oni świadomość tego, że aby wygrać, muszą ludziom stwarzać ułudę podmiotowości.

W tej sytuacji przyszłość więc należy nie do o2.pl, ale do innych bytów internetowych, które je pokonają. Jeśli będziemy zadowoleni z tego, co one oferują, to wystarczy, żebyśmy się im podporządkowali. I nie będzie miała znaczenia inwigilacja prowadzona przez nie wobec nas za sprawą coraz bardziej zaawansowanych narzędzi. Chyba że o2.pl stworzy realną alternatywę, inspirując się polskim mesjanizmem.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Plus Minus
Koniec „Stranger Things” – dlaczego stylistyka retro rządzi serialami i filmami
Plus Minus
„Dwaj prokuratorzy”: Przeszłość, która niepokoi
Plus Minus
„Highlands Fishing”: Moje pole!
Plus Minus
„Dandadan”: Poznaj moich kosmitów
Plus Minus
Teatralne perły (nie tylko dla konserwatysty)
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama