Zawsze na to, kim jesteśmy, wpływ ma kilka osób. Owszem, przede wszystkim rodzice, dzięki którym istniejemy, choć mogło nas nie być. Z pewnością też kilku wykładowców na studiach, kilka osób, które poznałem później, mądrych księży, kolegów itp. Ale wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie polonista z krakowskiej „piątki”. Bo gdy przychodziłem do klasy matematyczno-fizycznej w – jak się go nazywało – „piątym zakładzie”, byłem przekonany, że będę się zajmował którąś z nauk ścisłych bądź przyrodniczych.