„Prezent od losu" Charliego McDowella, autora znakomitego filmu „Czworo do pary" (2014), to w istocie aktorski eksperyment, który powstał z pandemicznej konieczności, a więc w niewielkim gronie. Ten skromny w założeniu thriller o napadzie, który nie idzie po myśli głównego bohatera (przypomina się „Pieskie popołudnie" Sidneya Lumeta z 1975 r.), zaczyna się od kontrastu: oto kalifornijskie słońce nijak ma się do utrzymanej w stylu retro czołówki i rozbrzmiewającej nad nią ścieżki muzycznej rodem z lat 40., zwiastującej coś niedobrego.