Reklama
Rozwiń
Reklama

Michał Szułdrzyński: Czy Marine Le Pen to dobre towarzystwo

W dyskusji na temat słynnych już słów wypowiedzianych przez liderkę francuskiego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen w rozmowie z „Rzeczpospolitą" najmniej chyba uwagi zwrócono na kwestię demokracji. Mówiąc, iż Ukraina należy do rosyjskiej strefy wpływów, Le Pen stwierdziła bowiem, że to nie Ukraińcy mają decydować o swojej przyszłości, wybierać, z kim zawiązać sojusz, z kim prowadzić wojnę czy z kim utrzymywać pokój, lecz że decyzję za nich ma podjąć Władimir Putin. To od niego ma zależeć, czy Kijowowi wolno zbliżać się do Unii Europejskiej i NATO.
Marine Le Pen

Marine Le Pen

Foto: AFP

Podczas wtorkowego spotkania prezydentów Rosji i USA Putin powtórzył swój szantaż. Albo NATO na piśmie zobowiąże się, że sojusz nigdy nie rozszerzy się na Wschód, a zarazem w żadnym z krajów graniczących z Rosją nie będzie rozlokowana broń, którą Kreml uzna za zagrożenie dla siebie, albo Moskwa zrobi użytek z wojsk zgromadzonych na granicy z Ukrainą. Szantaż ten zwykło się rozpatrywać w kategoriach bezpieczeństwa czy wojskowości. Ale warto zauważyć, jak przedmiotowo traktuje się tu naród ukraiński. Zresztą nie tylko o naszych sojuszników z Ukrainy chodzi, ale i o Gruzję czy Mołdawię, które Rosja też uważa za swoją strefę wpływów.

Pozostało jeszcze 82% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama