Jak uważnie i z jak grubym szkłem powiększającym w dłoni trzeba się przyglądać dziejom, by dostrzec symptomy zbliżającego się końca. Niekiedy to pozornie niemożliwe. Kultura jest witalna, siła instytucjonalna państwa potężna, a granice pozornie bezpieczne. Ale pojawia się czynnik zasadniczej zmiany. Nadlatuje, jak byśmy to dziś powiedzieli, czarny łabędź, okoliczność nagła i nieoczekiwana, która burzy zasiedziały i pozornie bezpieczny układ. Tchnienie historii rozsypuje domek z kart, który wydawał się solidną, betonową konstrukcją.