Kiedy szedł do powstania – prapradziad piszącego te słowa – nie miał jeszcze 20 lat. Pochodził z zamożnej rodziny posiadaczy jednej z pierwszych na polskich ziemiach fabryczki kotłów parowych w leżącej po galicyjskiej stronie Trzebini i musiał mieć gorącą głowę, skoro tak go porwała ta z góry przegrana sprawa. Poszedł więc za romantycznym porywem serca, jak wielu jego rówieśników, choć iść nie musiał; szable wszak wyciągali głównie szlacheccy synowie, a on do nich nie należał. Na dodatek żaden z niego był Polak, nosił bawarskie nazwisko Schweiger, a rodowód miał bardziej żydowski niż niemiecki, choć warto podkreślić, że katolicki.