Otóż środowiska żydowskie domagają się, by Polska zadeklarowała zwrot mienia zabitych w Holokauście polskich Żydów, którzy nie pozostawili spadkobierców. Pieniądze miałyby trafić do współcześnie działających organizacji żydowskich, te zaś wedle swego uznania przekazywałyby je ocalałym. Uzasadnienie? Wyjątkowość Holokaustu.
Mało to przekonujące. Gdyby przyjąć za dobrą monetę rozumowanie żydowskich organizacji, okazałoby się, że przynależność etniczna ofiar jest ważniejsza zarówno od ich obywatelstwa, jak i osobistych poglądów. Tylko ta więź przecież może być podstawą dla roszczenia do majątków zmarłych u ich współcześnie żyjących rodaków. Przyjęcie takiej argumentacji prowadziłoby jednak w otchłań świadomości plemiennej, gdzie jednostkę określała jej etniczność, rasowość, krew. Bardzo to niebezpieczne rozumowanie i dziwię się, że akurat Żydom trzeba to przypominać. Przeświadczenie, że rasa determinuje działania jednostek, było powodem antysemickich ataków, których ofiarą padali przez wieki Żydzi. Czy warto zatem dla realizacji interesów finansowych otwierać drzwi dla takiego myślenia?