Nie wiadomo, jaki może być jej dalszy scenariusz. I czy powinniśmy się przeciwko niej zaszczepić

– Czy można pod groźbą wycelowanych karabinów zmusić kogoś do zaszczepienia się? Rządy niektórych państw zapowiedziały, że jesienią przeprowadzą powszechną akcję szczepień przeciw grypie pandemicznej – mówi dr Paweł Grzesiowski z Narodowego Instytutu Leków. – Taki przymus chyba oznacza zawieszenie swobód obywatelskich.

Ten problem Polsce raczej nie grozi z prostej przyczyny: nie ma pieniędzy na powszechne szczepienia. To oczywista oczywistość, o której chętnie powie każdy polski ekspert. Ale niewielu się wychyli, by odpowiedzieć na pytanie, czy takie szczepienia mają rzeczywiście sens i czy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zbyt szybko nie ogłosiła pandemii grypy A/H1N1, zwanej popularnie świńską grypą.

– Nie wkręci mnie pani w opluwanie Światowej Organizacji Zdrowia – oburza się jedna z najbardziej prominentnych osób związanych z kampaniami propagującymi szczepienia przeciw grypie.

– Uczciwie mówiąc, WHO popisała się przesadną płochliwością. A poza tym błysnęła niekonsekwencją. Bo jak można stwierdzić, że obowiązuje szósty, najwyższy stopień zagrożenia pandemią i równocześnie nie wprowadzić izolacji osób zarażonych oraz kwarantanny? – mówi prof. Andrzej Gładysz, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych AM we Wrocławiu. – Można odnieść wrażenie, że nie bardzo wiadomo, o co z tą grypą chodzi. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to z reguły chodzi o pieniądze.

Ogłoszenie światowej pandemii grypy oznacza, że co najmniej 20 mld dolarów przepłynie od rządów do koncernów farmaceutycznych.

– Trzeba iść śladem pieniądza. „Follow the money”, jak mówią amerykańscy śledczy, gdy prowadzą dochodzenie w zawikłanych sprawach – mówi prof. Maria Dorota Majewska, kierownik Zakładu Farmakologii Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Ostentacyjnie zapowiedziała już, że się nie zaszczepi – ani przeciw grypie sezonowej, ani pandemicznej.

[srodtytul]Śmiertelna pomyłka[/srodtytul]

Tak, to wszystko prawda. Procedury rejestracji zostały w wypadku szczepionki przeciw grypie pandemicznej znacznie skrócone – mówi prof. Andrzej Zieliński, konsultant krajowy ds. epidemiologii. – Jednak szczepionka jest bezpieczna. Czy mogą być powikłania neurologiczne? Wszystkie niepożądane działania będą raportowane i monitorowane.

Kiedy mówię specjalistom, że bezpieczna miała być też szczepionka użyta w USA w 1976 roku, z reguły zapada milczenie.

Tej historii raczej nie przypomina się w polskiej prasie piszącej o pandemii. A jednak trudno nie zauważyć analogii. Kiedy w bazie Fort Dix w New Jersey na nową odmianę grypy – także świńską – zmarł żołnierz, a wielu innych zachorowało, uznano, że Stanom Zjednoczonym grozi epidemia. Departament Zdrowia przestrzegał, że jeśli nie zostanie podjęta akcja szczepień, dojdzie do mutacji wirusa i w rezultacie wybuchnie światowa pandemia podobna do hiszpanki z 1918 roku.

Pospiesznie przygotowaną szczepionkę zaaplikowano ponad 40 mln Amerykanów. Po dziesięciu dniach akcję przerwano. Było bowiem około 500 potwierdzonych wypadków syndromu Guillian-Barre, neurologicznej choroby prowadzącej do paraliżu nerwów.

Lekarstwo – a właściwie szczepionka – okazało się gorsze od choroby.

– Spodziewana pandemia nigdy nie nadeszła. Jedna osoba zmarła na grypę, natomiast co najmniej kilkadziesiąt w wyniku komplikacji poszczepiennych – napisali autorzy publikowanych w USA raportów.

Czy można mieć gwarancję, że historia się nie powtórzy? I czy można wierzyć zapewnieniom ekspertów, że szczepionka jest bezpieczna?

Niemcy raczej nie uchodzą za naród, który buntuje się przeciw władzy. A jednak to właśnie w Niemczech zaczął się ruch, który można określić jako obywatelskie nieposłuszeństwo wobec kampanii szczepień.

Detonatorem buntu stała się wiadomość, że rząd i Bundeshwera będą szczepieni inną szczepionką niż ta, która ma przyjąć ogół społeczeństwa

– Nie należy zakładać, że było to działanie dyskryminacyjne, ale zapewne podyktowane względami logistycznymi – mówi prof. Zieliński.

Brzmi to nieprzekonująco. Można bowiem wysnuć wniosek, że eksperci rządowi i wojskowi wiedzą o skutkach ubocznych szczepionki więcej, niż mówią opinii publicznej.

Różnica między szczepionką dla plebsu i dla establishmentu polega, najogólniej rzecz biorąc, na tym, że szczepionka dla politycznych i wojskowych elit pozbawiona jest pewnych domieszek, tzw. adiuwantów – czyli kontrowersyjnych substancji wzmacniających jej działanie. Pozwalają one wyprodukować szczepionkę szybciej i taniej – ale mogą wywołać nadreakcję organizmu i trudne do przewidzenia konsekwencje.

I taki przekaz w Niemczech odebrano – największa w dziejach Niemiec akcja masowego szczepienia, która ma kosztować rząd 600 mln euro, załamała się.

Niemieckie autorytety lekarskie nie kryją swego sceptycyzmu wobec masowych szczepień, podważając niedwuznacznie bezstronność WHO.

– Resort zdrowia dał się wciągnąć w kampanię koncernów farmaceutycznych, które malują wizję rzekomego zagrożenia, bo chcą na tym po prostu zarobić – mówił cytowany przez „Der Spiegel” dr Wolf-Dieter Ludwig, przewodniczący komisji ds. leków Naczelnej Izby Lekarskiej.

Poza tym kontrowersyjne szczepionki zawierają jako konserwant związki rtęci – niechętnie widziane na Zachodzie jako dodatek do szczepionek dla dzieci. W Polsce natomiast obowiązuje pogląd, że rtęć w szczepionce nie ma negatywnego wpływu na organizm dziecka – zdecydowanie nie zgadza się z tym jedynie krytykowana przez polskie tuzy medycyny prof. Maria Dorota Majewska, która w ramach projektu UE prowadzi badania nad związkiem między szczepionkami z rtęcią a autyzmem wśród dzieci.

Jaką szczepionkę przeciw pandemicznej grypie wybiorą polscy specjaliści? Na razie nikt nie chce tego komentować, choć wiele wskazuje, że tę z adiuwantami.

– Jest pewien problem: WHO zaleca szczepienia kobietom w ciąży. Taka szczepionka nie była oczywiście testowana na tej grupie, co producenci podkreślają w ulotce. Umywają w ten sposób ręce – mówi dr Paweł Grzesiowski. – WHO sumienie też ma czyste. Przecież nie zmusza do szczepień, a jedynie je rekomenduje. Kto weźmie na siebie odpowiedzialność za ewentualne skutki? Rząd? Czy lekarze?

[srodtytul]Obyczaje w czasach zarazy[/srodtytul]

Kiedy 6 września jeden z mieszkańców Neapolu zmarł na świńską grypę, w mieście wybuchła panika. Władze na próżno uspokajały, że śmierć spowodowana była nie tyle zjadliwością wirusa, ile rozlicznymi schorzeniami, na które cierpiał mężczyzna. Nikt nie chciał przyjść na pogrzeb, mężczyźni, którzy nieśli trumnę, mieli na twarzy chirurgiczne maski. Matka zmarłego stała się pariasem – wszyscy sąsiedzi omijali ją szerokim łukiem, mimo że wyniki testów świadczyły, że jest zdrowa.

Wkrótce zastrajkowali kierowcy autobusów, żądając natychmiastowych szczepień przeciwko nowej grypie oraz dezynfekcji autobusów.

Lęk przed chorobą i epidemią to jeden z najsilniejszych lęków społecznych, jednak wydaje się szokujące, że skala lęku przed grypą może być tak duża.

Chociaż grypa pandemiczna ma na razie łagodny przebieg, przypominający przeziębienie, zmieniła już społeczne obyczaje.

– Wierni nie powinni przekazywać sobie znaku pokoju uściskiem ręki, ograniczając się do kiwnięcia głową – ogłosił episkopat Brazylii, w Portugalii zaś w kościołach usunięto wodę z kropielnic.

Strach przed świńską grypą ma charakter prawdziwie ekumeniczny i łączy religie – niektóre kraje muzułmańskie, jak np. Tunezja, ogłosiły, że należy całkowicie się wstrzymać z doroczną pielgrzymką do Mekki, inne zaleciły, by wśród pielgrzymów nie było osób z grupy szczególnego ryzyka.

Zmiany obyczajowości dotknęły też sfery świeckiej. Piłkarze szwedzcy podróżują na mecze własnym samolotem, a w uściski zawodników po meczach i wymiana koszulek są w wielu krajach niemile widziane.

– Zawiniły media, wytwarzając atmosferę paniki – tę opinię wygłosiła większość profesorów medycyny, z którymi rozmawiałam na temat pandemicznej grypy.

Trudno się z tą opinią zgodzić. Co poniektórzy dziennikarze rzeczywiście powinni się uderzyć w piersi. Jeśli jeden z poczytnych tygodników w artykule zatytułowanym „Przyczajona pandemia” obwieścił, że „Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wciąż bada nowe zjawisko, ale przyznaje: przestała już liczyć liczbę zmarłych”, to wywołuje ponurą wizję masowych zgonów i zbiorowych mogił.

Ale czy można się dziwić dziennikarzom, że wycelowali kamery w szpital w Mielcu, gdzie trafiła kobieta, która przyleciała z USA i zachorowała jako pierwsza w Polsce na nową odmianę grypy, lub koczowali pod łódzkim szpitalem zakaźnym, dokąd zawieziono całą wycieczkę dzieci, bo akurat wróciła z Hiszpanii? To przecież nie dziennikarze zadecydowali, że autokar dostał eskortę policji towarzyszącą mu aż na dziedziniec szpitala, na którym czekali zaopatrzeni w maski chirurgiczne lekarze.

– Istnieją głupi epidemiolodzy. Niektóre środki zastosowano bez sensu. Dlaczego zdezynfekowano samolot, którym przyleciała do Polski chora kobieta? Przecież wiadomo, że wystarczyłoby dwugodzinne dokładne wietrzenie samolotu, by pozbyć się wirusa – stwierdza dr Paweł Grzesiowski. – Było to równie pozbawione sensu jak rozkładanie na granicach mat, przez które mają przejechać samochody.

[srodtytul]Medyczny thriller[/srodtytul]

To był zapewne zwykły ludzki błąd. Nikt nie jest doskonały, takie rzeczy się zdarzają – mówi dr Grzesiowski, gdy pytam go, jak należy zinterpretować niepokojący incydent, jaki zdarzył się w Czechach. Zupełnie przypadkiem sumienny laborant, który dostał partię szczepionek grypy sezonowej od koncernu Baxter, odkrył, że znajdują się w niej sekwencje wirusa ptasiej grypy, znacznie bardziej niebezpiecznej od A/H1N1.

Ta informacja, jak wiele innych, przemknęła prawie niezauważalnie w prasie. Nie wiadomo nawet, czy koncern Baxter jakoś szczególnie się pokajał za pomyłkę, która mogła mieć fatalne konsekwencje.

Dziwnym przypadkiem koncernowi Baxter zdarzyła się mniej więcej w tym samym czasie inna przykra wpadka. W pociągu z Zurychu eksplodowała z powodu złego zabezpieczenia paczka z materiałem biologicznym, przewożona przez kuriera. Ponieważ firma Baxter zapewniła, że w przesyłce nie było nic niebezpiecznego, władze szwajcarskie nie robiły z tego problemu i puściły pasażerów do domu.

Cała historia przypomina scenariusz thrillera medycznego – i są ludzie, którzy uważają, że takie porównanie jest uzasadnione.

Austriacka dziennikarka śledcza Jane Burgermeister twierdzi, że firmy farmaceutyczne – przede wszystkim Baxter, posiadająca laboratoria pod Mexico City, a także Novartis – uczestniczą w produkcji morderczych wirusów. Mają to czynić przy współudziale instytucji międzynarodowych, a ich celem ma być zmniejszenie populacji na Ziemi. Jedną z tych instytucji ma być WHO.

Teoria Jane Burgermeister – która złożyła już oficjalny pozew sądowy – święci triumfy przede wszystkim w Internecie. Jej zwolennicy uważają, że rozprzestrzenianie pandemii nastąpi właśnie poprzez masowe szczepienia. Te spiskowe teorie są podsycane przez wyraźną dysproporcję między łagodnym jak do tej pory przebiegiem grypy a pewnymi rozporządzeniami władz przewidującymi czarny scenariusz pandemii. Dlaczego w Belgii i Londynie wydano rozporządzenie mówiące o przygotowaniu miejsca pod zbiorowe mogiły? – to jedno z pytań, jakie zaczęto sobie zadawać.

– XX wiek mógł nas przekonać, że jednak możliwe są rzeczy, które wszystkim wydawały się niemożliwe. Przecież Janowi Karskiemu nie uwierzono na Zachodzie, że Niemcy dokonują Holokaustu – mówi jeden z moich rozmówców.

[srodtytul]Przetrwają podejrzliwi[/srodtytul]

Jeśli komuś nie odpowiada teoria spisku grupy złych i wpływowych ludzi, którzy w pogoni za pieniędzmi i władzą nad światem chcą doprowadzić do zdziesiątkowania ludzkości, to ma do wyboru inne teorie spiskowe tłumaczące rozprzestrzenianie się wirusa nowej grypy. Przeglądając anglojęzyczne strony, znalazłam ich kilka – od banalnej, mówiącej o tym, że prezydent Barack Obama chce wykorzystać sytuację zagrożenia epidemią, by wprowadzić stan wyjątkowy i w ten sposób walczyć z ekonomicznym kryzysem, aż a do teorii znacznie bardziej zaskakujących.

Historia nowej odmiany grypy zaczęła się w Meksyku – jest więc grupa osób, która wierzy, że sztucznie wywołana epidemia miała dać argument przeciwnikom imigracji Meksykanów do USA, by zamknąć granicę albo wręcz kwestię imigracji rozwiązać w sposób ostateczny.

Zwolennicy teorii starcia cywilizacji widzą natomiast w fakcie, że najpierw grypa zaczęła zabijać Meksykańow – naród katolicki – dowód na to, że muzułmanie wydali chrześcijanom wojnę biologiczną.

Jednak teorią, która mnie naprawdę urzekła, jest ta, która mówi, że za pandemią stoją wegetarianie. Usiłują zniechęcić ludzi do jedzenia „braci mniejszych ” – po chorobie szalonych krów i ptasiej grypie wywołali grypę świńską.

– Bardzo łatwo narazić się na śmieszność, spekulując na temat tak zwanej pandemii grypy – przyznaje prof. Maria Dorota Majewska. – A jednak czasem warto podjąć to ryzyko i zacząć się nad pewnymi sprawami zastanawiać. Czy naprawdę jest ktoś, kto da sobie uciąć rękę za uczciwość koncernów i polityków? Nie ufajmy im tak ślepo. Pamiętajmy, że naukowcy dowiedli, iż osobnicy podejrzliwi, wręcz paranoiczni, mają znacznie większą szansę na przetrwanie.