Dlaczegóż to? Bo, zdaniem posła Platformy, nie był dobrym prezydentem, a to, że zdaje się lepszym, niż był, wynika z tego, że stał się ofiarą tragicznej katastrofy.
Z jednej strony trudno się dziwić. Żyjemy w Polsce, w kraju, w którym emocje polityczne silniejsze są niźli śmierć. Z drugiej wszelako dziwić się należy i wypada. A przede wszystkim warto odpowiedzieć na te wątpliwości. Nie, proszę się nie martwić, nie jestem na tyle naiwny, bym dufał, że ktokolwiek taką odpowiedzią się przejmie. W końcu politycy doskonale odnajdują się w obecnej sytuacji powrotu do epoki plemiennej. Tu nie ma miejsca na ważenie zasług, dostrzeganie zalet przeciwnika. Po prostu wali się wroga jak najmocniej w najsłabsze miejsce. Byle bolało. Kto trafi lepiej ten jest gościem (słówko to pozwolę sobie pożyczyć od Adama Małysza), kto da się podejść – kpem. Ale dość jeremiad. Ad rem.