Wdycham słodkie powietrze i przychodzi gorzka godzina.
Ze zbocza w nieładzie schodzą smukłe trawy.
Bordowe i złote zygzaki derenia
układają na śniegu nieśmiertelne zdania.
Wsiąkam w sarnie ścieżki słów
w zziębnięte zgłoski.
Za plecami uderzają o pnie buków fale twojej krwi.
Milczenie, ofiara i chłód czekają przy stole.
Rozpalam w kuchennym piecu i słucham
tego co zawsze: Czterech ostatnich pieśni,
Preludiów, Wariacji Goldbergowskich.
Każdej nuty z osobna i skargi ogromnego chóru
milknących instrumentów.
Jestem jednocześnie chłopcem i starym człowiekiem.
Chłopiec mówi do mnie: posłuchaj, musisz być cierpliwy
to co chcę opowiedzieć o tobie
muszę dopiero przeżyć.
***
To co mi dałaś z ust mi pij
Smoły i miodu szept królewski
Sieroce czółno, stukot mgły
I czarny obrót słów niebieskich
Tym co mi dałaś nakarm czas
W tym co zamilkło wyślij miłość
W rąbku słownika ukryj nas
Innym mów, że nas tu nie było
***
W mojej epoce już wymieram
Na dno niczego kamień toczę
Jak żarna wtedy opowiadam
Gdy głód i woda splotą dłonie
Choć smukłe słowa śnią w niebiesiech
Konnica nocy karmi ogień
Pod piersią matki jak w bezkresie
To ocaleje co zapomnisz
Jan Polkowski jest poetą i pisarzem. Zadebiutował w roku 1978 ?w drugoobiegowym kwartalniku „Zapis". Działacz SKS, internowany, redaktor naczelny podziemnego kwartalnika „Arka". W 1992 roku przez osiem dni rzecznik prasowy rządu Jana Olszewskiego. Ostatnio wydał tomik „Głosy" (2012) i powieść „Ślady krwi" (2013)