Społeczeństwo bez dziadków nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Brydżystom jest on niezbędny jako fikcyjny gracz w miejsce brakującego partnera. Futboliści upojeni przewagą nad drużyną przeciwną grają z nią w dziada, kopiąc piłkę tak, aby adwersarze uganiali się za nią zziajani, nie mogąc jej przechwycić. Dziadek jest niezbędny do łupania orzechów i do komponowania genialnej muzyki, czego dowodem balet „Dziadek do orzechów" Piotra Czajkowskiego. Bez dziadów kalwaryjskich żebrzących pod kościołem nie może się odbyć żaden porządny odpust. Dziad utożsamia symetrię płci wobec starzenia się społeczeństwa, co zauważył Józef Ignacy Kraszewski:
Był sobie dziad i baba,
Bardzo starzy oboje,
Ona kaszląca, słaba,
On skurczony we dwoje.
Dziad jest emanacją nadprzyrodzonego, to z jego udziałem niedaleko od Krakowa:
Stał się cud pewnego razu,
Dziad przemówił do obrazu,
A obraz mu ani słowa,
Taka była ich rozmowa.
Dziady, obrzęd obchodzony na Litwie i Białorusi, natchnęły wieszcza do popełnienia genialnego poematu.
Dziad, w formie zdrobniałej – dziadek, w zdziecinniałej – dziadziuś, jest katalizatorem zachowań prospołecznych: „Przyjemnie mieć własne zwierzę, ale dziadziuś też jest przyjemną rzeczą (...) Britte i Anna nie miały własnych zwierząt. Miały natomiast dziadziusia (...) Pomyślały, że mogłyby sprawić przyjemność dziadziusiowi. Dziadziuś, jak zwykle, ucieszył się z odwiedzin. Dziewczynki bardzo jednak chciały dziadziusiowi sprawić przyjemność i zabrały staruszka na spacer. Staruszek bardzo zmęczył się krótkim spacerem i zaraz potem położył się do łóżka. Kiedy dziewczynki zapytały dziadziusia, co sprawiło mu tego dnia największą przyjemność, powiedział, że najbardziej ucieszył się, gdy mógł się położyć do własnego łóżka". Tak było w Bullerbyn.
Dziadek jest użyteczny w czasie deszczu, gdy dzieci się nudzą:
Nie pogardzą również gratką,
by drzemiącym dopiec dziadkom;
podpalają brody im (...)
Nieraz też i cała chatka
Zajmie się od brody dziadka (...).
Mimo potężnie ugruntowanej roli dziadka w Słowiańszczyźnie jego święto ustanowili Amerykanie, z tym że ich National Grandparents Day, Narodowy Dzień Dziadków, nie jest świętem rozdzielonym na dwa dni, tak jak u nas. Mają rację, te dwa byty bowiem są nierozłączne. Zrozumiał to poeta, pisząc dubeltowy limeryk:
Najpierw dzieci mieć w małżeństwie,
potem wspomóc w tym męczeństwie
własne dzieci;
a czas leci;
rola babci w społeczeństwie.
Całkiem inna rola dziadka,
jego linia życia gładka:
praca, ryby,
isjasz (niby);
tak rżnie głupa do ostatka.
Aby rozkoszować się dziadostwem, trzeba żyć długo. Przykłady są: „Dziad Feliksa ze Śreńska według nagrobku miał żyć lat 140. O niejakim Wiśniowskim w Księstwie Oświęcimskim piszą, że mając lat 140, chodził pieszo do odległego kościoła, zaś Ossowski z Jabłonny w województwie lubelskiem, mając lat 115, gryzł jeszcze orzechy i dosiadał konia" – podaje Encyklopedia Staropolska. Jeremi Przybora przekonuje, że mimo podeszłego wieku miłych wrażeń dostarcza płeć:
Wesołe jest życie staruszka,
gdzie spojrzy, tam bóstwo co krok,
Tu biuścik zachwyci, tam nóżka,
Bo nie ten, bo nie ten już wzrok".
Dlatego, młody czytelniku, nie wstydź się, że po kryjomu
„trzęsiesz się z niecierpliwości,
żeby dożyć tych radości,
guzik rwiesz i wdzianko mniesz,
tak już być staruszkiem chcesz.
PLUS MINUS
Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:
tel. 800 12 01 95