Rz: Zmieniły się władze w Polsce, idą zmiany w FIFA I UEFA. Czy dla związku ma to jakieś znaczenie?
Żadnego. Nas nie odwoła prezydent, premier ani parlament, bo nie mają takich uprawnień. Mnie jako prezesa też nie można odwołać tylko dlatego, że komuś przestałem się podobać. Władze PZPN powołuje i odwołuje walne zgromadzenie delegatów. Związek jest z natury instytucją apolityczną. Gdybyśmy opowiedzieli się po stronie jakiejś partii, byłaby to tragedia, kibice by nam tego nie darowali. A na stadionach nie powinno być polityki.
I nie ma dla pana jako prezesa PZPN znaczenia, kto akurat jest u władzy?
Najmniejszego. Mam swoje poglądy, jest moją prywatną sprawą, na kogo głosuję. Ale będę współpracował z każdym, kto ma wpływ na polską piłkę, żeby toczyła się we właściwym kierunku, bo tak rozumiem rolę prezesa PZPN. Mam szacunek dla urzędu prezydenta bez względu na to, kto akurat go sprawuje. Szanowałem Lecha Wałęsę, Aleksandra Kwaśniewskiego, a teraz Andrzeja Dudę. Śpiewał z nami w szatni Stadionu Narodowego po zwycięstwie nad Irlandią i awansie na finały Euro. Ale w moim gabinecie, jak pan widzi, wisi portret Jana Pawła II.
W sprawach związku więcej do powiedzenia niż prezydent ma minister sportu. Czy pan się już z nim spotkał?