Reklama

Zbigniew Boniek: Z nikim nie wojuję

Zbigniew Boniek, prezes PZPN: Od Platiniego niczego nie potrzebowałem, ale wiedziałem, że on Polski nie skrzywdzi. Jeśli Michel odejdzie, sytuacja się zmieni i wtedy być może prezes PZPN powinien pomyśleć o tym, czy nie starać się o miejsce we władzach UEFA.

Aktualizacja: 23.01.2016 18:06 Publikacja: 21.01.2016 23:19

Zbigniew Boniek: Z nikim nie wojuję

Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak

Rz: Zmieniły się władze w Polsce, idą zmiany w FIFA I UEFA. Czy dla związku ma to jakieś znaczenie?

Żadnego. Nas nie odwoła prezydent, premier ani parlament, bo nie mają takich uprawnień. Mnie jako prezesa też nie można odwołać tylko dlatego, że komuś przestałem się podobać. Władze PZPN powołuje i odwołuje walne zgromadzenie delegatów. Związek jest z natury instytucją apolityczną. Gdybyśmy opowiedzieli się po stronie jakiejś partii, byłaby to tragedia, kibice by nam tego nie darowali. A na stadionach nie powinno być polityki.

I nie ma dla pana jako prezesa PZPN znaczenia, kto akurat jest u władzy?

Najmniejszego. Mam swoje poglądy, jest moją prywatną sprawą, na kogo głosuję. Ale będę współpracował z każdym, kto ma wpływ na polską piłkę, żeby toczyła się we właściwym kierunku, bo tak rozumiem rolę prezesa PZPN. Mam szacunek dla urzędu prezydenta bez względu na to, kto akurat go sprawuje. Szanowałem Lecha Wałęsę, Aleksandra Kwaśniewskiego, a teraz Andrzeja Dudę. Śpiewał z nami w szatni Stadionu Narodowego po zwycięstwie nad Irlandią i awansie na finały Euro. Ale w moim gabinecie, jak pan widzi, wisi portret Jana Pawła II.

W sprawach związku więcej do powiedzenia niż prezydent ma minister sportu. Czy pan się już z nim spotkał?

Reklama
Reklama

Tak i wyniosłem z tego spotkania jak najlepsze wrażenie. Witold Bańka jest ambitnym młodym człowiekiem, ma duszę sportowca, jest pełen zapału. Mam nadzieję na dobrą współpracę. Jednak minister ma na pewno świadomość, że PZPN jest wyjątkowym związkiem sportowym...

Mam wrażenie, że mógłby bez przeszkód funkcjonować bez Ministerstwa Sportu.

Brawo. Przede wszystkim my nie otrzymujemy z ministerstwa żadnych dotacji, z wyjątkiem niedużej kwoty przeznaczonej na szkolenie młodzieży. Prezes PZPN, chyba jako jedyny szef związku sportowego w Polsce, nie jest więc petentem u ministra. Współpraca dotyczy bardziej spraw organizacyjnych.

Jest wśród nich również lokalizacja siedziby PZPN? Mówił pan kiedyś o możliwości przeniesienia jej na Stadion Narodowy, a bez zgody ministra nie da się tego zrobić.

Siedziba nie jest najważniejsza. PZPN w swojej historii miał wiele adresów. Z obecnej, przy ulicy Bitwy Warszawskiej 1920 roku na Ochocie, nikt nas nie wyrzuca. Ale rzeczywiście myślałem o zbudowaniu własnej siedziby w miejscu, gdzie znajdowało się kiedyś boisko treningowe Stadionu Dziesięciolecia. Ćwiczyli tam Kaziu Deyna, Włodek Lubański, Pele, Beckenbauer i ja też...Teren przy budynku dawnych szatni, w bezpośrednim sąsiedztwie Stadionu Narodowego, byłby idealnym miejscem na siedzibę PZPN z powodów historycznych i praktycznych. O ile mi wiadomo, nikt nie zgłasza do niego pretensji, nie byłoby więc żadnych przeszkód formalnych. Moglibyśmy zacząć budowę biura, Orlika, centrum piłkarskiego.

To dlaczego tego nie robicie?

Reklama
Reklama

Ze względu na procedury oraz zmiany personalne w ministerstwie i na stadionie. Z poprzednimi władzami osiągnęliśmy porozumienie, obecne też nie kwestionują potrzeby budowy naszej siedziby i otwarcia na Stadionie Narodowym muzeum piłki nożnej, a także naszego sklepu. Wybraliśmy już na nie miejsce przy wejściu od strony ulicy Zielenieckiej. Ale stadion jest instytucją państwową, dla przejrzystości umów, jakie zawiera, nie podpisuje się ich z dnia na dzień. Poza tym zmiana siedziby nie jest dla nas najważniejsza.

Czy PZPN nadal ma ziemię w Wilanowie?

Zrezygnowaliśmy ze wznoszenia tam siedziby, uznając to z różnych powodów za niepotrzebne, ale działka pozostała. Ma około 1,5 hektara powierzchni, znajduje się niedaleko Świątyni Opatrzności Bożej i jeść nie woła. Ziemia w takim miejscu nie traci wartości. Pojawi się dobra oferta, to sprzedamy.

Związek ma dość pieniędzy?

Bankiem nie jesteśmy, ale ubogim krewnym też nie. Potrzebujemy pieniędzy na działalność i nie musimy pożyczać. Nasza sytuacja jest bardzo dobra. Budżet na rok 2016 wynosi około 100 mln złotych. PZPN w przeciwieństwie do klubów nie musi kupować zawodników. Ale utrzymujemy osiem reprezentacji męskich, cztery kobiece, futsalu i piłki plażowej, szkołę trenerską, na naszym garnuszku są sędziowie. Wydatków jest bardzo dużo. Najwięcej pochłania oczywiście pierwsza reprezentacja.

No właśnie. Awans do finałów mistrzostw Europy kosztował, ale korzyści z udziału w Euro też muszą być poważne.

Reklama
Reklama

To zrozumiałe. Tylko najbliższe pół roku przygotowań będzie nas kosztowało około 15 mln złotych. My sami za to płacimy, chociaż UEFA wypłaca nam za awans 8 mln euro. W czasie turnieju będzie obowiązywał system premii podobny do tego, jaki jest w Lidze Mistrzów: im więcej meczów wygrasz lub zremisujesz, tym więcej zarobisz. Koszty też są spore. Za każdy dzień pobytu kadry w ośrodku La Baule zapłacimy 35–40 tysięcy euro. Jakkolwiek by było, PZPN zarobi na mistrzostwach pod każdym względem. Niektóre korzyści wizerunkowe, na pierwszy rzut oka niewymierne, też znajdą konkretny wymiar finansowy. Oczywiście ewentualne zyski będą tym większe, im lepiej zagrają zawodnicy.

Plan przygotowań jest już dopięty?

Na ostatni guzik. Reprezentacja rozegra cztery mecze, wszystkie w Polsce. 23 marca z Serbią w Poznaniu, trzy dni później z Finlandią we Wrocławiu, 1 czerwca z Holandią w Gdańsku, a 6 czerwca z Litwą w Krakowie. Sami silni przeciwnicy. Finlandia gra podobnie jak Irlandia Północna, Holandia to największy przegrany eliminacji, z Litwą łączą nas szczególne relacje. Można powiedzieć, że jest dla nas szczęśliwa, bo od niej wszystko się zaczęło. W czerwcu 2014 roku pokonaliśmy ją w Gdańsku 2:1, ale ważniejsze od zwycięstwa było to, że Adam Nawałka pierwszy raz wystawił dwóch napastników. Robert Lewandowski i Arkadiusz Milik strzelili bramki i od tej pory reprezentacja wyglądała zupełnie inaczej. Spotkanie z Litwą będzie więc pewnego rodzaju klamrą. Dzień później, 7 czerwca, kadra odleci do Francji. 12 czerwca rozpocznie Euro od meczu z Irlandią Północną.

A kto 10 lipca wręczy puchar mistrzowi Europy?

No właśnie, to jest problem. Jest mi osobiście bardzo przykro, że Michel Platini znalazł się w trudnej sytuacji. Pozostaje prezydentem UEFA, ale jest też moim przyjacielem. Znam go od ponad 30 lat i wierzę w jego uczciwość. Niczego mu nie udowodniono, ale do czerwca pozostało niewiele czasu. UEFA nie pozwoli sobie na to, żeby mistrzostwa Europy toczyły się pod nieobecność zawieszonego prezydenta. Zwłaszcza we Francji. I nie może dojść do sytuacji, w której trofeum wręczy jakiś zastępca.

Reklama
Reklama

Być może więc śledztwo w sprawie Platiniego nabierze tempa, on nie zdąży się obronić i UEFA wybierze jego następcę Zbigniewa Bońka?

Niech pan będzie poważny. Nie mam takich planów, w ogóle o tym nie myślałem.

Ale odrzuca pan taką myśl? Wcześniej nie chciał pan nawet kandydować do Komitetu Wykonawczego UEFA...

Odrzucam. Dopóki Michel był prezydentem, zresztą bardzo dobrym, który – jeśli odejdzie – pozostawi europejski futbol w dobrej sytuacji, to czy jestem członkiem władz UEFA, czy nie, nie miało znaczenia. Bądźmy szczerzy – ja od Platiniego niczego nie potrzebowałem, ale wiedziałem, że onPolski nie skrzywdzi. Wolałem siedzieć w Warszawie i stąd doglądać swojego podwórka. Jeśli Michel odejdzie, sytuacja się zmieni i wtedy być może prezes PZPN powinien pomyśleć o tym, czy nie starać się o miejsce we władzach, by dbać o interesy polskiej piłki.

Czyli jednak myśli pan o kandydowaniu...

Reklama
Reklama

Tylko w takim kontekście, o jakim mówię. To jednak wymagałoby starań, jakich nie robię. Kandydowanie na prezesa UEFA miałoby sens, gdybym wiedział, że cieszę się poparciem. Musiałoby się do mnie zwrócić około 30 europejskich federacji, deklarując oddanie na mnie głosu. Tak się nie dzieje, a nie jeżdżę po Europie i nie prowadzę żadnej kampanii wyborczej. Nie zrobię czegoś takiego jak Grzesiek Lato, który chciał wejść do Komitetu Wykonawczego, wydrukował ładny folder promocyjny, tylko nie zrobił żadnego rozeznania i otrzymał trzy głosy. Nawet nie podjąłem jeszcze decyzji, czy w październikowych wyborach będę się starał o reelekcję w PZPN.

A od czego pan to uzależnia? Od wyniku we Francji?

A co ma boisko do prezesury? Ja też bym chciał, żebyśmy wygrali tam wszystkie mecze. Pierwsza reprezentacja jest wprawdzie najbardziej widoczna, ale przecież związek pracuje nie tylko na jej potrzeby. Owszem, chciałbym być zapamiętany jako prezes, za którego kadencji Polska osiągnęła sukces na Euro, ale też taki, który podniósł rangę rozgrywek o Puchar Polski, stworzył Centralną Ligę Juniorów, system szkolenia młodzieży, utworzył nową szkołę trenerów PZPN. Sam tego wszystkiego i innych ważnych rzeczy bym nie zrobił. Warszawa była gospodarzem finału Ligi Europejskiej, w roku 2017 zorganizujemy mistrzostwa Europy do lat 21. UEFA wybrała Polskę, bo jesteśmy poważnym partnerem. Niech pan zwróci uwagę, że wiele osób, które wygrały wybory na ważne stanowiska, zaraz po zwycięstwie traci w sondażach popularności. My nie tracimy! PZPN od pewnego czasu nie jest już wrogiem publicznym, przestał się kojarzyć z leśnymi dziadkami, a działacze z korupcją i pijaństwem. Mógłbym się starać o drugą kadencję, ale się zastanawiam.

Nad czym? Ostatnio spacyfikował pan nawet grupę swoich adwersarzy. Wystarczyło odpowiednio wybrać miasta, które będą gospodarzami młodzieżowych mistrzostw Europy. Ryszard Niemiec, który jako prezes Małopolskiego OZPN słusznie walczył o Kraków, dopiął swego i teraz ma go pan po swojej stronie. A Niemiec potrafi grać i lepiej go mieć u boku. Ma pan więc zdolności polityka.

Nazwałbym je dyplomatycznymi. Prezes PZPN musi je mieć. Poza tym ja z nikim nie wojuję. Jeśli ktoś mnie przekona do swoich racji, a służą one dobru – idę na to. A na podjęcie decyzji o ponownym kandydowaniu na prezesa PZPN lub o rezygnacji mam jeszcze czas. To teraz nie jest najważniejsze.

Reklama
Reklama

—rozmawiał Stefan Szczepłek

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Plus Minus
Koniec „Stranger Things” – dlaczego stylistyka retro rządzi serialami i filmami
Plus Minus
„Dwaj prokuratorzy”: Przeszłość, która niepokoi
Plus Minus
„Highlands Fishing”: Moje pole!
Plus Minus
„Dandadan”: Poznaj moich kosmitów
Plus Minus
Teatralne perły (nie tylko dla konserwatysty)
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama