Jedną z najciekawszych transformacji politycznych ostatniego czasu była udana próba zbudowania przez Władysława Kosiniaka-Kamysza nowej formuły PSL. Ludowcy od dłuższego czasu marzyli o tym, by przetrasformować się ze związku zawodowego rolników w chadecję. Ale na marzeniach przez długi czas się kończyło. Próba budowy czegoś wspólnego po 2011 roku skończyła się niepowodzeniem. Konserwatyści sparzyli się wówczas współpracą z zeteselowskim aparatem.

Ale Kosiniak-Kamysz zdawał sobie sprawę z nieuchronności przemian na wsi, głównie ekonomiczno-demograficznych. Wieś się wyludnia, ludzie przeprowadzają się do miast i miasteczek, coraz mniejszy jest udział osób pracujących w rolnictwie. Gospodarstwa są większe i nowoczesne, często stają się zarządzanymi przez komputery przedsiębiorstwami, niemającymi wiele wspólnego z tradycyjną „wiejskością".

Równocześnie na wsi coraz silniejszy stawał się PiS, bo polityka socjalna, m.in. 500+, sprawiła, że na wieś trafiało bardzo dużo pieniędzy. W tej sytuacji pole manewru dla PSL było coraz mniejsze.

Pierwszym ruchem Kosiniaka-Kamysza było więc odmłodzenie kadr. Wielu działaczy PSL to dziś młodzi samorządowcy, drobni przedsiębiorcy z miasteczek, swoiste elity. Kolejnym krokiem było sięgnięcie po konserwatywnych polityków, którzy np. nie zmieścili się w Platformie Obywatelskiej. Dlatego też w tych wyborach prócz tradycyjnych kandydatów PSL Kosiniak-Kamysz wprowadził w miejskich okręgach m.in. Warszawy, Gdyni, Wrocławia kandydatów do tej koncepcji pasujących. I tak mandat zdobył w Warszawie (po raz pierwszy od lat PSL wprowadził posła ze stolicy) Władysław T. Bartoszewski, we Wrocławiu Jacek Protasiewicz, w Gdyni Marek Biernacki, a w Koninie Jacek Tomczak. Jeśli do tego doda się „wielkomiejskich" senatorów, takich jak Michał Kamiński czy Jan Filip Libicki, mamy obraz powodzenia jego operacji.

Wbrew części komentatorów, którzy krytykowali PSL za sojusz z Pawłem Kukizem (osoba muzyka miała odstraszać wyborców, którzy nie chcieli głosować na PiS, ale uważali, że Kukiz zbyt pomagał Kaczyńskiemu w ostatniej kadencji), przyniósł on tej partii kilka mandatów w Krakowie, Opolu, Rzeszowie, Toruniu czy Chełmie.

Były to chyba najtrudniejsze dla PSL wybory po 1989 roku. Walka z PSL, a także walka o wieś to był jeden z filarów kampanii PiS, który wiedział – szczególnie po zeszłorocznych wyborach samorządowych – że miasta są dla niego stracone. Dlatego też Kosiniak-Kamysz uczynił ze swojego wezwania do spokoju, umiarkowania i pojednania swój znak rozpoznawczy – skarykaturowany w serialu satyrycznym „Ucho Prezesa". I jak widać, część umiarkowanych wyborców chadecji postanowiła dać mu kredyt zaufania.

Pytanie, czy prezesowi PSL uda się utrzymać ten kurs i zadomowić na nowych terytoriach, które otwarły się przed nim po tym, jak Grzegorz Schetyna postanowił skręcić z Platformą w lewo.