Prezes poważnego polskiego sądu Maciej Nawacki coraz bardziej zachowuje się jak prezes powiatowej spółdzielni mleczarskiej, którą przejął w ajencję.

Czytaj także:

Nawacki podarł apel ws. sędziego Juszczyszyna

Publiczne podarcie projektu uchwały wzywającej „do zaniechania działań utrudniających" sędziemu Pawłowi Juszczyszynowi wykonywanie obowiązków to pokaz arogancji, buty i chamstwa. Być może sędzia dzień wcześniej oglądał w tv sceny z amerykańskiego Kongresu, kiedy to podczas wygłaszania orędzia przez Donalda Trumpa o stanie państwa, przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi podarła publicznie kartki z przemówieniem prezydenta. Jednak naganne happeningi polityków nie powinny być wzorem dla sędziów, i ich prezesów. W instytucjach publicznych, które działają w oparciu o przepisy prawa i procedury, nie ma miejsca na tego rodzaju pogardliwe manifestacje dezaprobaty.

Nowacki zachował się jak pan i władca nie po raz pierwszy. Cofnięcie delegacji Juszczyszynowi, kiedy to prezes przerwał urlop, by o 6.30 rano utrudnić mu wgląd w listy poparcia do KRS, na którym figuruje również jego nazwisko, było już zachowaniem, delikatnie mówiąc, nieszablonowym. Teraz przekroczył i tę granicę. Kto wie, może wkrótce da w zęby temu, kto nie zgadza się z jego widzeniem świata i podważa jego wolę.

A najgorsze w tym wszystkim jest, że nie ma nikogo, kto by olsztyńskiego prezesa przywołał do porządku, a przecież abstrahując już od postawy samego Juszczyszyna, swoją postawą ośmiesza i odbiera powagę wymiarowi sprawiedliwości. Jako obywatel nie chciałbym być sądzony w sądzie, w którym dzieją się takie sceny. Bo tak emocjonalny konflikt łatwo może przedostać się na salę sądową, zwłaszcza jeżeli będzie dotyczył spraw z odcieniem politycznym, lub podsądnych, którzy jawnie opowiedzieli się po jednej czy drugiej stronie sędziowskiego sporu. Bo wtedy można obawiać się o sprawiedliwy wyrok.