Na wstępie zaznaczę, że bardzo szanuję i cenię pana sędziego Piotra Mgłośka, którego miałem okazję poznać i z którym do niedawna staliśmy w jednym szeregu, broniąc praworządności. Jednak nie zgadzam się ze stawianymi przez niego tezami, które przedstawił w artykule opublikowanym pod tytułem „Sędzia Piotr Mgłosiek o 100 dniach KRS: Wybiórcze podejście do praworządności” (www.rp.pl z 27 września 2026 r. i „Rzeczpospolita” z 30 września 2026 r.). Z kolei przeciwko części z nich, a zwłaszcza sformułowań użytych przy okazji – stanowczo protestuję.
Rzecznik KRS: Nie jestem rzecznikiem ministra sprawiedliwości
Nie będę odnosił się do wywodów autora, dotyczących oceny działań ministra sprawiedliwości, gdyż nie pełnię funkcji jego rzecznika. Od tego są odpowiednie służby ministerstwa. Przypomnę tylko, że z mocy przepisów konstytucji minister sprawiedliwości jest jednym z członków KRS. Natomiast wbrew temu, co napisał sędzia Mgłosiek, inaczej niż w nieodległej przeszłości, działania Rady nie są podporządkowane polityce ministra sprawiedliwości, żadnego innego polityka (mimo że część członków KRS to czynni politycy), ani innego podmiotu. Z pewnością o rzekomej realizacji polityki czy wspieraniu linii MS nie świadczy fakt, że w niektórych kwestiach (choć nie we wszystkich) większość Rady miała, ma i pewnie będzie miała – podobne zdanie, co aktualny minister. To jednak nie dziwi, zważywszy na jego sędziowską przeszłość i wspólne poglądy na wymiar sprawiedliwości.
Oczywistym jest, że nie każdy podziela idee, które legły u podstaw tegorocznych wyborów do KRS, czy zgadza się z podejmowanymi przez nią w ich efekcie decyzjami. Jednak pisząc o „ustawieniu Rady w technologicznym ciągu powielania bezprawia”, czy o „ambiwalencji w podejściu do zasady praworządności”, sędzia Mgłosiek popełnił głębokie nadużycie. Powszechnie wiadomo, że od początku był on przeciwny dokonanej zmianie, np. wieszcząc niepowodzenie opiniowania kandydatów w sądach. Tymczasem KRS działa, a Pan sędzia nadal trwa w swym uporczywym sprzeciwie, nie dostrzegając obiektywnych przejawów poprawy sytuacji.
Czytaj więcej
Tzw. plan B Waldemara Żurka, który miał uzdrowić Krajową Radę Sądownictwa, w praktyce ustawił Radę w technologicznym ciągu powielania bezprawia.
Przypomnieć w tym miejscu należy, że Rada jest konstytucyjnym organem, który ma stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Pełni też zasadniczą rolę w procesie powoływania sędziów, a legalne powołania, to gwarancja legalnych i trwałych orzeczeń, które nie będą kwestionowane z uwagi na wadliwą obsadę sądu. Tego właśnie potrzebują przede wszystkim obywatele.
KRS musi zatem funkcjonować, aby realnie wykonywać rolę powierzoną jej przez ustrojodawcę. W kwestii wyboru jej sędziowskiej części (15 spośród 25 członków) przez cały czas obowiązują jednak przepisy ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, które faktycznie są niezgodne z konstytucją. W związku z tym należało je zastosować w taki sposób, aby wypełnić normy konstytucyjne, jako nadrzędne względem ustawy. To dlatego właśnie, stosując niekonstytucyjną formułę wyboru, ale z tak zwaną nakładką praworządności, udało się wyłonić większość sędziowskiej części KRS z uwzględnieniem faktycznego wyboru dokonanego przez samych sędziów. Nie sposób pominąć, że także inne zmiany ustawodawcze w sferze przywracania praworządności albo są blokowane przez prezydenta, albo dotychczas są przedmiotem przepychanek obozu władzy.
Powiązania Krajowej Rady Sądownictwa ze stowarzyszeniem Iustitia
Zupełnie niezrozumiałe są dywagacje sędziego Mgłośka na temat powiązań obecnej Rady ze stowarzyszeniem Iustitia. Z pewnością nie świadczy o tym członkostwo części członków Rady w tym stowarzyszeniu. Czynienie zarzutów z tego tytułu jawi mi się jako niesprawiedliwie piętnujące. Natomiast przypomnieć należy, że to w dużej mierze dzięki działalności Iustitii, poprzedniej władzy politycznej nie udało się całkowicie podporządkować sobie wymiaru sprawiedliwości. To także to stowarzyszenie wzięło na siebie ciężar współorganizowania opiniowania sędziów kandydujących do KRS, co ostatecznie doprowadziło do wyboru większości sędziowskiej części Rady zgodnie ze stanowiskiem samego środowiska. Nie tylko w mojej ocenie było to sukcesem, zwłaszcza że alternatywą było dalsze funkcjonowanie tzw. neo-KRS z panią Dagmarą Pawełczyk-Woicką na czele.
Czytaj więcej
Przepisy o sędziach 65+ miały zapewniać dodatkowe ręce do pracy sądom, a te o sędziowskich delegacjach – zostać ucywilizowane. Tymczasem jedne i dr...
Nie istnieją natomiast żadne instytucjonalne, ani inne powiązania Rady z tym (lub innym) stowarzyszeniem, które mogłyby rzucać choć cień podejrzeń na niezależność jej trzynastu sędziowskich członków. Podkreślam, że sędziowie faktycznie wybrani przez środowisko reprezentują właśnie jego interesy, a nie interesy jakiegokolwiek innego podmiotu. Na marginesie zauważam, że część sędziów – członków Rady nie należy ani do Iustitii, ani do żadnego innego stowarzyszenia. Natomiast określanie ich mianem „akolitów” Iustitii uważam za co najmniej niestosowne.
Podkreślam, że dzięki temu, iż większość sędziowskiej części KRS realnie została wybrana przez samych sędziów, w swych działaniach Rada ma na względzie dobro wymiaru sprawiedliwości.
Powtórzyć też trzeba, że w przypadku nieprzeprowadzenia wyborów do KRS, nadal funkcjonowałaby tzw. neo-KRS, która była źródłem kryzysu w polskim wymiarze sprawiedliwości od 2018 r. Ta okoliczność nie pozostawiała żadnego wyboru i trzeba było zrobić wszystko, żeby przerwać działalność tamtego wadliwego organu.
Nie sposób nie odnieść się też do dywagacji sędziego Mgłośka na temat funkcjonowania Krajowej Rady Sądownictwa po 15 maja bieżącego roku.
Pan sędzia zdaje się nie dostrzegać okoliczności, w jakich wszystkim nam przyszło funkcjonować po ostatnich wyborach prezydenckich. W tym względzie autor pomija zasadniczy fakt, jakim są działania głowy państwa (tak aktualnej, jak i poprzedniej), uniemożliwiające ustawowe zmiany, które uzdrowiłyby system wymiaru sprawiedliwości, także w odniesieniu do KRS.
Trudno powiedzieć, czy taka była intencja autora, ale ma on rację pisząc o wyłonieniu większości sędziowskiej części KRS w kwietniu 2026 r. Wtedy to właśnie większość sędziów z całego kraju rzeczywiście wybrała swoich przedstawicieli do Rady. Z kolei jedynie formalny wybór sędziów do KRS przez Sejm nastąpił dopiero 15 maja. Osobnym zagadnieniem jest to, że większość sejmowa nie w pełni uszanowała opinię samych sędziów. Tym niemniej, jako trzynastu sędziów kandydujących ze wspólnej listy, zdecydowaliśmy się objąć nasze mandaty w KRS tylko dlatego, że ten oficjalny wybór, pokrywający się ze zdaniem środowiska, pozwolił osiągnąć większość w Radzie. W ten sposób w zakresie składu tego organu spełniony został standard konstytucyjny i konwencyjny.
Status Zbigniewa Kapińskiego jako wykonującego obowiązki pierwszego prezesa Sądu Najwyższego
Co do kwestii zwołania pierwszego posiedzenia Rady rozważane były różne scenariusze. Jednakże kierując się wyższym dobrem (koniecznością funkcjonowania KRS w kształcie odpowiadającym standardom konstytucyjnym i konwencyjnym) uznaliśmy, że odróżnić należy faktyczne wykonywanie obowiązków pierwszego prezesa Sądu Najwyższego przez pana Zbigniewa Kapińskiego od wadliwości jego statusu jako sędziego tego Sądu w kontekście orzeczniczym. Czy w tym względzie można mówić o „wybiórczym podejściu do praworządności”? Moim zdaniem nie, skoro poruszamy się w określonej rzeczywistości, która daleka jest od pożądanej. Ujmując rzecz obrazowo, „tak krawiec kraje, jak mu materii staje”.
Całkowicie fałszywe jest natomiast stwierdzenie o rzekomej „wdzięczności” wobec pana Zbigniewa Kapińskiego i „ujmującym sposobie zaproszenia” go na obchodzony w siedzibie KRS jubileusz Trybunału Konstytucyjnego. Prawdą jest jedynie to, że wszyscy członkowie Rady otrzymali zwykłą informację o tej uroczystości w drodze mailowej. Natomiast odbywająca się z tej okazji konferencja rozpoczęła się o wyznaczonym czasie i nie jest prawdą, że ktokolwiek oczekiwał na przybycie pana Kapińskiego.
Czytaj więcej
Od pierwszego dnia urzędowania jako minister czułem presję, żeby działać szybciej – już, teraz, natychmiast, itd. Było ciągłe obywatelskie niezadow...
Jak już wcześniej wspomniałem, z przepisów konstytucji wprost wynika, że jednym z głównych zadań KRS jest przedstawianie wniosków o powołanie do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego. Stąd też czynienie zarzutu, że wypełniając tę funkcję Rada „nie odmówiła pomocy” Ministerstwu Sprawiedliwości jest nie na miejscu. Pan sędzia Mgłosiek abstrahuje od faktu, że przyczyną nieprzeprowadzania w ostatnich ponad dwóch latach konkursów na stanowiska sędziowskie była działalność tzw. neo-KRS. Wstrzymanie to podyktowane było niepowiększaniem i tak już licznego grona wadliwie powołanych sędziów.
Z kolei w dotychczasowej, choć niespełna czteromiesięcznej praktyce, Rada zajęła jasne stanowisko na temat Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz wytworów jej działalności. Ujmując rzecz w skrócie, skoro nie jest to sąd, to KRS w zupełności pomija owe wytwory. Uchwały Rady zawierają stosowne pouczenie o środkach zaskarżenia (do Sądu Najwyższego), sama Rada nie ma jednak wpływu na to, gdzie trafią takie odwołania. Nie ulega wątpliwości, że powinien je rozpoznawać Sąd Najwyższy w prawidłowym, legalnym składzie.
Działanie KRS. Poczekajmy na efekty
Zamiast apriorycznie dezawuować działalność Rady, radziłbym Panu sędziemu poczekać na efekty, choć niektóre są już widoczne. Mam na myśli choćby wyrażenie zgody na dalsze orzekanie przez 97 sędziów osiągających wiek 65 lat, cofanie odwołań neo-KRS od orzeczeń sądów dyscyplinarnych w sprawach sędziów szykanowanych za poprzedniej władzy politycznej, czy wniosków skierowanych przez neo-KRS do Trybunału Konstytucyjnego.
Czytaj więcej
Krajowa Rada Sądownictwa podsumowała w piątek pierwsze 100 dni działalności z piętnastką wybranych w maju sędziów. Trzynastu z nich zostało wskazan...
Kończąc, zauważam, że niestety, pan sędzia Mgłosiek trwa na wygodnej pozycji krytyka otaczającej nas rzeczywistości. Oczywiście łatwo jest kontestować próby dokonywania zmian, nie ponosząc samemu żadnej odpowiedzialności. My jednak wybraliśmy drogę podjęcia takiej próby, bo bez tego tkwilibyśmy nadal w systemie zbudowanym przez Zbigniewa Ziobrę. Choć więc realia nie są w zupełności takie, jakbyśmy sobie wszyscy życzyli, to jednak nie można nie dostrzegać zasadniczej zmiany, jaka nastąpiła względem funkcjonowania tzw. neo-KRS, która przeszła do historii. A stało się to dzięki zaangażowaniu całej rzeszy polskich sędziów. Szkoda tylko, że nie było wśród nich sędziego Mgłośka.
Autor jest sędzią WSA w Warszawie, członkiem Krajowej Rady Sądownictwa, rzecznikiem prasowym Rady