Reklama

Mariusz Cholewa: W finansach liczy się przejrzystość

Tak jak mamy jeden system PESEL czy jeden rejestr ksiąg wieczystych, tak samo potrzebujemy jednego, kompletnego i wiarygodnego źródła informacji o historii kredytowej.
Prezes BIK Mariusz Cholewa

Prezes BIK Mariusz Cholewa

Foto: PAP/Rafał Guz

Jedna, kompletna baza danych o historii kredytowej klientów nie jest technicznym detalem systemu finansowego. To jego fundament. Dlatego zaproponowana nowelizacja ustawy o kredycie konsumenckim to nie tylko okazja do zwykłej zmiany regulacyjnej – lecz możliwy krok w stronę większego bezpieczeństwa klientów, stabilności rynku i realnej szansy dla osób, które chcą wrócić do odpowiedzialnego korzystania z kredytu.

Udzielanie kredytów. Dlaczego pełna informacja ma znaczenie?

Utrzymanie jednolitego systemu informacji kredytowej opartego na BIK nie jest kwestią ochrony jednej instytucji. To kwestia interesu publicznego – bezpieczeństwa danych milionów Polek i Polaków, jakości decyzji kredytowych i odporności całego systemu finansowego. To nie przypadek, że polski system bankowy – budowany od podstaw po transformacji ustrojowej – należy dziś do najbardziej odpornych na wstrząsy w całej Unii Europejskiej. To efekt świadomie przyjętego modelu, opartego na stabilności, centralizacji kluczowych funkcji i wysokiej jakości danych.

Dlaczego pełna informacja ma znaczenie? Spójrzmy na prosty, ale bardzo wymowny przykład.

Co czwarty klient banku, który zaczyna korzystać z krótkoterminowych pożyczek, już po roku ma opóźnienia w spłacie swoich zobowiązań przekraczające 90 dni.

Czytaj więcej

Piotr Rogowiecki: Czy państwo powinno wzmacniać monopol BIK?
Reklama
Reklama

Z naszych danych wynika, że przeciętny klient zaciąga średnio w ciągu roku aż 10 pożyczek krótkoterminowych. W praktyce oznacza to rolowanie długu – spłacanie jednych zobowiązań kolejnymi, coraz droższymi. To mechanizm, który bardzo szybko prowadzi do utraty kontroli nad finansami. W teorii nie ma problemu, bo poszczególne pożyczki są w większości wypadków dobrze spłacane, ale innymi pożyczkami. To klasyczna spirala zadłużenia.

Na kolejnym etapie dług trafia do firmy windykacyjnej. I właśnie wtedy – w obecnym systemie – często znika z pola widzenia centralnej bazy danych kredytowych.

Skala tego zjawiska jest ogromna. Brak raportowania po cesji wierzytelności może dotyczyć nawet kilku milionów osób. W ciągu ostatnich sześciu lat do firm windykacyjnych sprzedano ponad 3,3 mln kredytów i pożyczek o wartości blisko 40 mld zł. Jednocześnie firmy windykacyjne raportują dziś do biur informacji gospodarczej rzadziej niż co trzeciego klienta. W praktyce oznacza to, że znika ciągłość historii kredytowej. System przestaje widzieć pełen obraz zobowiązań konsumenta.

To nie jest problem instytucji finansowych. To przede wszystkim problem samych klientów. Bez historii nie ma drugiej szansy – brak pełnej informacji działa przeciwko konsumentowi.

Jeżeli osoba zadłużona spłaci swoje zobowiązania, ale wcześniejsze etapy zadłużenia nie są prawidłowo odnotowane, system nie jest w stanie rzetelnie ocenić jej sytuacji. W efekcie taka osoba może zostać trwale wykluczona z rynku finansowania – mimo że faktycznie wyszła na prostą. Dlatego obowiązek raportowania przez firmy windykacyjne ma kluczowe znaczenie. To rozwiązanie nie służy instytucjom – to mechanizm, który przywraca sprawiedliwość w ocenie klientów i daje realną szansę powrotu do regulowanego rynku finansowego.

Czytaj więcej

Kupowanie bez płacenia zostanie uregulowane. Część zapisów budzi wątpliwości
Reklama
Reklama

Ponadto proponowana ustawa wprowadza program oddłużeniowy dla osób mających problem ze spłatą swoich zobowiązań. Osoby te często nie są w stanie zebrać informacji o wszystkich swoich długach finansowych, zwłaszcza z firm windykacyjnych. BIK będzie bezpłatnie udostępniał dane w celu wspierania procesów oddłużeniowych konsumentów uczestniczących w tym programie.

Pełny obraz to prawo konsumenta. Nie powinniśmy akceptować luk w obiegu informacji. Pełna historia kredytowa nie jest przywilejem sektora finansowego – jest prawem konsumenta do bycia ocenianym na podstawie faktów, a nie niepełnych danych.

Proponowane zmiany są spójne z kierunkiem wyznaczonym przez europejską dyrektywę CCD2. Zakładają, że ochrona konsumenta nie kończy się w momencie podpisania umowy kredytowej, lecz obejmuje cały cykl życia zobowiązania – aż do jego spłaty, również po sprzedaży długu. Warto podkreślić, że takie podejście nie jest odosobnione. Z danych europejskiego stowarzyszenia biur kredytowych ACCIS wynika, że 58 proc. europejskich biur kredytowych gromadzi informacje od nabywców wierzytelności.

Postulaty rozproszenia systemu informacji kredytowej. Czy są zasadne?

W debacie publicznej pojawiają się także postulaty rozproszenia systemu informacji kredytowej. Warto jasno powiedzieć: większa liczba podmiotów przetwarzających wrażliwe dane kredytowe konsumentów to większe ryzyko i wyższe koszty – dla wszystkich: konsumentów i instytucji finansowych. Ryzyko naruszeń bezpieczeństwa, nadużyć, a przede wszystkim chaosu informacyjnego. Fragmentacja danych oznacza słabszą ocenę ryzyka, mniej przewidywalny rynek i wyższe koszty dla jego uczestników – zarówno kredytodawców, jak i kredytobiorców. Finalnie to konsument poniesie konsekwencje takich błędów – w postaci droższego kredytu lub jego braku.

Centralizacja danych pozwala instytucjom finansowym precyzyjniej oceniać ryzyko i oferować lepsze warunki kredytowe. Rozproszenie działa odwrotnie – zwiększa niepewność, a ta zawsze znajduje odzwierciedlenie w cenie.

Tym bardziej niepokojący jest fakt, że podmioty zabierające aktywnie głos w dyskusji wokół nowego projektu ustawy wdrażającej na polski grunt dyrektywę CCDII, której głównym celem jest zwiększenie ochrony klienta w relacji z podmiotami rynku finansowego jako główne argumenty w krytyce nowych zapisów ustawy podnoszą potrzebę zwiększenia konkurencyjności na rynku wymiany informacji kredytowej, ignorując udogodnienia i zwiększenie standardów ochrony dla konsumentów, takie jak przejrzystość i kompletność danych, czy łatwość dostępu w praktyce obniżająca koszty dla klienta. Dlatego też należy rzetelnie ocenić proponowane rozwiązania z perspektywy ochrony klienta, a nie skupiać swoją narrację na rozwoju biznesu wybranych podmiotów.

Reklama
Reklama

„Rynek informacji kredytowej to infrastruktura zaufania publicznego, a nie klasyczny rynek usług”

Konkurencja jest fundamentem rozwoju gospodarki. Trzeba zważyć wartości, czy działalność gospodarcza jest ważniejsza niż ochrona konsumenta i stabilność systemu? Są obszary, w których kluczowe znaczenie ma centralizacja i zaufanie. Nie każdy rynek – z uwagi na kluczowe miejsce w ekosystemie gospodarki – powinien być rozproszony. Rynek informacji kredytowej należy właśnie do tej kategorii. To infrastruktura zaufania publicznego, a nie klasyczny rynek usług.

Tak jak mamy jeden system PESEL czy jeden rejestr ksiąg wieczystych, tak samo potrzebujemy jednego, kompletnego i wiarygodnego źródła informacji o historii kredytowej. Jednolity, przejrzysty system chroni dane konsumentów, zapewnia równe standardy i zasady oceny, umożliwia powrót na rynek osobom, które spłaciły swoje zobowiązania, wreszcie wzmacnia stabilność całej gospodarki.

To nie jest kwestia wyboru modelu biznesowego. To decyzja o tym, czy system finansowy ma być przewidywalny, sprawiedliwy i bezpieczny. W finansach – bardziej niż gdziekolwiek indziej – przejrzystość jest warunkiem zaufania.

Autor jest dr., prezesem zarządu BIK, prezesem ACCIS

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Ile złych kredytów w bankach? Polska najgorsza w UE

Pro

Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Drybling w Trybunale Konstytucyjnym
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Opinie Prawne
Filip Elżanowski: Spór o interpretację przepisów ustawy cenowej
Opinie Prawne
Artur Nowak-Far: Państwo powinno dobrze ważyć korzyści i koszty interwencji
Opinie Prawne
Jacek Goliszewski: Potrzebujemy wizjonerów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama