W przyspieszonym tempie uczymy się wojny, obserwując każdego dnia okrucieństwa, jakie przyniosła rosyjska agresja na Ukrainę. Wojna to nie tylko zabici, ranni i tłumy uchodźców. Jej złowrogim odpryskiem są także niebezpieczeństwa, jakie czyhają na przestraszonych, bezbronnych ludzi, którzy w obawie o swoje życie opuścili swoje domy, by znaleźć bezpieczne schronienie w Polsce.
Otwarte serca Polaków, pospolite ruszenie z pomocą sprawiły, że uchodźcom – głównie kobietom i dzieciom – można zapewnić standardy w miarę normalnego życia: dach nad głową, żywność, transport.
Niestety, wojna przyciąga też ludzkie kanalie, które bezbronność i zagubienie uciekinierów chcą wykorzystywać w nieludzki sposób. Dla nich młode kobiety i dzieci są dochodowym towarem, który można spieniężyć w domach publicznych lub jako łup dla pedofilskich siatek.
O pojawiających się tego rodzaju zagrożeniach na polskiej granicy informował już przedstawiciel ONZ. Również ze strony polskich służb padły deklaracje, że zarówno Straż Graniczna, jak i policja są przeszkolone w tego rodzaju sprawach i zachowują czujność. Pytanie, czy to wystarczy. Czy zajęci odprawianiem tysięcy uchodźców dziennie pogranicznicy i policjanci są w stanie skutecznie likwidować pojawiające się zagrożenia. Zwłaszcza gdy kryją się one często pod płaszczykiem pomocy.
Dlatego rząd powinien przedsięwziąć dalekosiężne kroki wykraczające poza uspokajające hasło „policja jest przeszkolona”. Chodzi zarówno o współpracę transgraniczną ze służbami z innych krajów, jak też monitorowanie na terytorium Polski przestępczych grup. Równie istotna jest też akcja informacyjna i uruchomienie infolinii do zgłaszania zagrożeń.
Każda kobieta, matka z Ukrainy, przekraczając granicę, powinna otrzymać czytelny sygnał o potencjalnych zagrożeniach i mieć w zasięgu wzroku numer telefonu, za pośrednictwem którego będzie mogła zwrócić się po pomoc lub zawiadomić o podejrzanych sytuacjach. Akcja plakatowa tuż przy przejściach granicznych z Ukrainą mogłaby odnieść pozytywny skutek, wpływając również na rozwagę uchodźców.
Warto o tym pomyśleć, bo do naszego kraju codzienne przybywają dziesiątki tysięcy kobiet i dzieci, często pozostających bez kontaktu z rodzinami, które zostały na miejscu. W razie porwania czy zaginięcia nikt się o nich nie upomni. Niestety, trzeba przygotować się na to, że na milion odruchów dobrego serca jeden może być fałszywy.
Czytaj więcej
Wykorzystujących krytyczną sytuację Ukraińców czekają surowe kary. Prokuratura już zajmuje się takimi sprawami.