Wiele kobiet pochodzących z Somalii, Erytrei, Iraku czy Kurdystanu w noc poślubną musi pokazać mężowi i rodzinie kroplę krwi na prześcieradle na dowód, że miały seks po raz pierwszy. Inaczej może wpaść w poważne tarapaty. Kultura obrony honoru rodziny, w której żyją, sankcjonuje bowiem przemoc, gdy osoba nie podporządkowuje się opresywnym kanonom.
Naprzeciw potrzebom dziewczyn, które pragną, ze strachu przed konsekwencjami, upozorować zachowanie cnoty aż do ślubu, wychodzą kliniki. Tam za opłatą mogą się poddać tzw. hymenoplastyce, operacji rekonstruującej błonę dziewiczą (której nazwę oficjalnie zmienino w tym wieku na „wianek waginalny"). Placówki obiecują klientkom krwawienie przy defloracji.
Czytaj także: Szwecja: w tym roku co najmniej 44 dzieci nie wróciło po wakacjach do szkoły
Według ustawy o bezpieczeństwie pacjenta zabiegi „naprawienia" czy rekonstrukcji błony dziewiczej mogłyby być uznane za nielegalne. Zarząd Zdrowia i Opieki Społecznej podkreśla, że chirurgiczne interwencje muszą być naukowo i medycznie umotywowane, w przeciwnym razie są nielegalne i lekarz, który się operacji podejmuje, może stracić prawo wykonywania zawodu.
Ujawnienie, że w klinikach przeprowadza się zabiegi tego rodzaju, zbulwersowały minister równouprawnienia Asę Lindhage. Uważa, że to jest głęboko nieetyczne. To sposób na zarabianie pieniędzy na kobietach i dziewczynach, które się boją również tego, że mogą zostać zamordowane z powodu uznawanej przez rodzinę normy „niewinności" – tłumaczyła. Zgodnie z prawem opieka zdrowotna powinna się opierać na wiedzy naukowej i wypróbowanym doświadczeniu. Medyczne uzasadnienie do przeprowadzania takich zabiegów nie istnieje, tak jak nie istnieje błona dziewicza – stwierdziła Lindhage.