Mroźna noc z 5 marca na 6 marca 2003 r. w miejscowości Magdalenka. Huk wybuchów, zapach prochu i długa wymiana ognia. To efekt policyjnej akcji. Antyterroryści mieli zatrzymać dwóch podejrzanych o zabójstwo policjanta w podwarszawskich Parolach: Igora Pikusa i Roberta Cieślaka, członków tzw. gangu Mutantów z podwarszawskiego Piastowa. Policjanci odkryli kryjówkę podejrzanych już 4 marca, ale nie zdecydowali się wówczas na ich zatrzymanie. Szturm na dom przy ul. Środkowej przypuszczono dopiero dzień później. Wzięło w nim udział 40 funkcjonariuszy – 28 antyterrorystów i 12 policjantów z wydziału do walki z terrorem kryminalnym Komendy Stołecznej Policji. Gdy policjanci podeszli pod budynek, eksplodowała bomba pułapka, a chwilę później z okien poleciały w ich kierunku granaty.
Akcja zakończyła się tragicznie: dwóch komandosów zginęło, 16 zostało rannych, zginęli też podejrzani. Po wymianie ognia budynek częściowo spłonął.
Trzęsienie ziemi
Akcja policji wywołała ostrą krytykę funkcjonariuszy i ich przełożonych. Pojawiły się nawet żądania dymisji Krzysztofa Janika, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych i administracji. Doszło do uchybień – uznała komisja. Na czym miały one polegać? Zarzutów było kilka. Między innymi nie przygotowano wariantów akcji, nie było właściwego zabezpieczenia medycznego; nie zdobyto też informacji operacyjnych o rozmieszczeniu min, budynek został źle opisany i narysowany, policjanci realizujący zadanie nie mieli informacji od innych funkcjonariuszy, że bandyci są doświadczonymi strzelcami, brali udział w zabójstwach, posiadają materiały wybuchowe, a do tego oświadczyli znajomym przestępcom, że będą walczyć do śmierci.
Rok później był gotowy akt oskarżenia w tej sprawie. Prokurator Andrzej Ołdakowski przedstawił w nim akcję w Magdalence jako pasmo błędów i niedociągnięć. Jego zdaniem wystąpiły one zarówno na etapie przygotowań, jak i przeprowadzenia akcji. W październiku 2005 r. na ławie oskarżonych zasiadło troje wysoko postawionych oficerów. Prokurator zarzucał im niedopełnienie obowiązków przy planowaniu i przeprowadzeniu akcji oraz nieumyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia antyterrorystów.
Żądanie oskarżyciela
Prokurator wnosił o wymierzenie im kar po dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat. Groziło im nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności. Funkcjonariusze nie przyznali się do stawianych im zarzutów – niedopełnienia obowiązków w trakcie przygotowania i przeprowadzenia akcji oraz nieumyślnego spowodowania zagrożenia dla życia i zdrowia policjantów. Domagali się uniewinnienia.