Niewielka rozmiarami książka Tomasza Łubieńskiego jest bogata w inspiracje, a jednocześnie łatwa w lekturze. To esej – skondensowany, piękny literacko portret legendarnego kuriera. Nie tyle kolejna biografia, ile raczej próba zrozumienia jego światopoglądu i – co ważniejsze – droga jego kształtowania się.
Rozdrapywać rany
Jan Karski może być dla nas nie tylko pomnikiem, ale, jak każdy wielki człowiek, powinien prowokować do zastanowienia się nad dokonanymi wyborami, dzięki czemu sami czegoś się uczymy. To, co robił po wojnie, powinno być dla nas równie istotne jak to, co robił wcześniej. Tak byśmy rozumieli, dlaczego nauczanie historii nie może przypominać przeglądania albumu z pięknymi zdjęciami, a powinno być raczej nieustannym rozdrapywaniem ran, abyśmy nie wrócili w stare koleiny II Rzeczypospolitej.
Tomasz Łubieński pisze: „rozliczenie z polską polityką mocarstwową (zdawał taki przedmiot na studiach przygotowujących do pracy w dyplomacji) jest też dla Karskiego osobistym rachunkiem sumienia, a dla następnych pokoleń niech będzie, chciałby żywić taką nadzieję, przestrogą". W młodości bowiem żywiony przykładem starszego brata, który jako młody chłopak uciekł z domu do Legionów, był bezkrytyczny wobec mitu sanacji. Nie dostrzegał złych stron państwa coraz bardziej popadającego w kolesiostwo, kraju z papieru, który wierzył w moc słownych zaklęć.
Pozorne paradoksy
Jak mógł czuć się człowiek tuż przed trzydziestką widzący upadek państwa, które stawiał na piedestał, i dostrzegając kompromitację elit, którym wierzył? Karski był patriotą, chciał służyć państwu niezależnie od partii, które stoją na jego czele, ale nie chciał być nielojalny wobec własnego obozu politycznego.
Łubieński maluje czytelnikowi problemy, jakie się z tym wiązały – przerażająco współczesny obraz niechęci między dwoma obozami politycznymi. Stara się formułować nieoczywiste pytania, które paradoksalnie po lekturze wydają się już oczywiste. Dlaczego Jan Karski do Polski po obaleniu komunizmu nie powrócił? Dlaczego bronił niepopularnej polityki rządu USA przed lewicującymi amerykańskimi studentami? Dlaczego tak cenił prezydenturę Aleksandra Kwaśniewskiego?
Kto swój, a kto wróg
Istotą patriotyzmu nie jest kryterium etniczne i bezkrytyczność wobec „swoich", ale dbałość o przestrzeganie reguł tworzących wspólnotę i uczenie się na własnej historii, a nie mitach „ku pokrzepieniu serc".
Dlaczego pokrzepianie polskich serc jest niebezpieczne? Bo takie polskie serce, jak pisał Aleksander Fredro, szybko wraca do przekonania o własnej absolutnej niewinności. A to nieprawda. I Polak nie rozumie już, że chociaż, owszem, zgadza się – to przede wszystkim Niemcy zabijali. Trzeba też jednak zrozumieć opowieść wybitnego neurologa Jerzego Szapiro, który mówił, „że antysemickie awantury, których doświadczył na uniwersytecie jako student pierwszego roku medycyny, getto ławkowe, bicie i kaleczenie żydowskich studentek przez bandytów z ONR uzbrojonych w laski z żyletkami, były dla niego gorszym doświadczeniem niż cała okupacja, kiedy wiedziało się, kim był śmiertelny wróg" – pisze Tomasz Łubieński.
Rządy lepsze i gorsze
Karski, jak odczytuję Łubieńskiego, nauczył się w przedwojennej i konspiracyjnej Polsce, że wielokulturowe państwo wymaga wielokulturowego patriotyzmu z kręgosłupem w postaci konstytucji, która chroni przed dominacją któregokolwiek z obozów politycznych, z popieranym przez siebie włącznie. „Nie ma narodów lepszych ani gorszych, są lepsze albo gorsze rządy". A przypomina o tym polski bohater, który wybrał wielokulturowe Stany Zjednoczone.
Autor jest doktorem polonistyki. W 2019 r. opublikował dwutomową biografię Jana Józefa Lipskiego, za którą otrzymał Nagrodę im. Jerzego Giedroycia przyznawaną przez Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie