Co łączy prezydenta Bronisława Komorowskiego, sekretarza generalnego NATO Andersa Fogha Rasmussena i prezydenta Baracka Obamę? To, że wszyscy oni już po paru godzinach szczytu NATO w Lizbonie uznali spotkanie za bezprzykładny sukces i zaczęli głosić, że nowa strategia sojuszu zwiększyła bezpieczeństwo wszystkich jego członków.
I trudno się dziwić. Cała trójka potrzebuje sukcesów, choć każdy z innych powodów. Rasmussenowi zależało na sukcesie, który zwieńczyłby pierwszy rok jego urzędowania na stanowisku szefa politycznego NATO. Obama, który walczy jak lew o ratyfikację w Kongresie układu New START , musiał pokazać, że sojusz wciąż jest silny, a z Kremlem można się dogadać. Komorowski z kolei ogłosił sukces, bo w kwestii bezpieczeństwa Polski zmaga się z wyjątkowo ostrą krytyką Jarosława Kaczyńskiego.