Reklama

Dr hab. Krzysztof Wasilewski: Na złość Trumpowi odmrozimy sobie uszy

Obrażając się na Donalda Trumpa i zacieśniając relacje z Chinami, Europa wykazuje nieodpowiedzialność i krótkowzroczność, którą lubi wypominać amerykańskiemu prezydentowi – pisze amerykanista Krzysztof Wasilewski.
Dr hab. Krzysztof Wasilewski: Na złość Trumpowi odmrozimy sobie uszy

Foto: PAP/EPA

Stany Zjednoczone pod wodzą Donalda Trumpa tracą nie tylko sympatię europejskich społeczeństw, ale i zaufanie europejskich polityków. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę kontrowersje związane z działaniami amerykańskiego prezydenta zarówno wewnątrz USA, jak i na arenie międzynarodowej. Co jednak musi dziwić, a wręcz niepokoić, to fakt, że niechęć do Trumpa zaczęła przesłaniać zdrowy rozsądek.

Reklama
Reklama

Sondaż Politico: Czy bliżej współpracować z Chinami, czy z USA kierowanymi przez Donalda Trumpa?

Kilka dni temu portal Politico opublikował wyniki sondażu opinii publicznej przeprowadzonego w trzech państwach europejskich (w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii) oraz w Kanadzie. W każdym z nich mieszkańcy musieli odpowiedzieć na jedno pytanie: „Czy lepiej bliżej współpracować z Chinami, czy ze Stanami Zjednoczonymi kierowanymi przez Donalda Trumpa?”. Odpowiedzi były tyle jednoznaczne, co jednomyślne. Odsetek ankietowanych opowiadających się za silniejszymi relacjami z komunistycznym mocarstwem wahał się od 57 proc. w Kanadzie do 34 proc. we Francji. Wszędzie jednak zdecydowana większość preferowała współpracę z Pekinem. Nawet w Wielkiej Brytanii, pielęgnującej „specjalne stosunki” ze Stanami Zjednoczonymi co najmniej od drugiej wojny światowej, 42 proc. wskazało Chiny, a zaledwie 34 proc. USA.

Czytaj więcej

America First? W oczach świata polityka Trumpa wzmacnia Chiny, a nie USA

Trudno o bardziej wyrazisty przykład zmieniającego się na niekorzyść stosunku do USA niż Polska. Po 1989 r. w świadomości Polaków prezydent Ronald Reagan zajmował miejsce tuż obok Jana Pawła II, zaś jego kolejni następcy znajdowali się w hierarchii niewiele niżej. Także podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa (2017-2021) pozostawaliśmy jednym z wyjątków w Unii Europejskiej, gdzie poparcie dla kontrowersyjnego prezydenta przewyższało opinie negatywne. Wystarczył jednak rok jego drugiej kadencji, by Polacy dołączyli do Niemców, Francuzów czy Hiszpanów w niechęci wobec Trumpa. Reakcje polskiego społeczeństwa na działania ambasadora Thomasa Rose’a, strofującego w lutym marszałka Czarzastego, dobitnie pokazały, co nad Wisłą myśli się o obecnej amerykańskiej administracji. A przecież Rose nie zrobił i nie powiedział nic ponad to, na co pozwalali sobie jego poprzednicy po 1989 r.

Donald Trump zrobił wszystko, aby stać się jednym z najbardziej znienawidzonych polityków na świecie. Czarę goryczy przelał atak na Iran

Prawda, że antyamerykańskie nastroje są uzasadnione. W ciągu kilkunastu miesięcy swoich rządów Donald Trump zrobił wszystko, aby stać się jednym z najbardziej znienawidzonych polityków na świecie. Poniżanie Ukrainy, niewytłumaczalna słabość do Putina, zastraszanie sojuszników z NATO, pogarda dla prawa międzynarodowego i otwarte działanie na rzecz rozbicia Unii Europejskiej – to tylko niektóre z dotychczasowych dokonań obecnego gospodarza Białego Domu. Czarę goryczy przelała zaś jego decyzja o zaatakowaniu Iranu, bez konkretnego celu, a co gorsza – bez uprzedzenia swoich europejskich partnerów. Tymczasem nawet ci jego poprzednicy, którzy wykazywali podobną niechęć do tradycyjnych sojuszy, jak George W. Bush, przed rozpoczęciem militarnych działań mimo wszystko starali się (choć nie zawsze skutecznie) uzyskać przychylność międzynarodowej społeczności.

Reklama
Reklama

Wspomniany Bush był wdzięcznym obiektem krytyki i niewybrednego humoru. Z jednej strony oskarżano go o konszachty z diabłem, z drugiej – kwestionowano jego inteligencję. Gdy w listopadzie 2003 r. przybył z oficjalną wizytą do Londynu, „przywitało” go ponad 100 tys. demonstrantów. Kilka miesięcy wcześniej niemal 2 mln wyszło na ulice brytyjskiej stolicy, by zaprotestować przeciwko planowanej amerykańskiej inwazji na Irak. Dziś może trudno w to uwierzyć, ale nawet Barack Obama musiał mierzyć się z nieprzychylnym mu tłumem protestujących, jak np. podczas jednej z jego ostatnich zagranicznych wizyt jako prezydenta, w Grecji w listopadzie 2016 r.

Czy jednak nieprzewidywalność Donalda Trumpa to wystarczający powód, aby przymknąć oczy na autorytarne rządy przywódcy Chin Xi Jinpinga?

Mimo to nikt o zdrowych zmysłach nie sugerował wówczas, aby porzucić Stany Zjednoczone na rzecz innego mocarstwa, a szczególnie Chin. Sytuacja zmieniła się dopiero w ostatnich miesiącach. Już nie tylko europejska opinia publiczna czulej spogląda w stronę Pekinu – co daje się jeszcze wytłumaczyć żywiołową reakcją na poczynania Trumpa. Również sami politycy coraz głośniej mówią o potrzebie redefinicji relacji transatlantyckich. Nie przez przypadek po (słusznej) krytyce amerykańskiej polityki zagranicznej, na przełomie lat 2025 i 2026 do Pekinu udali się francuski prezydent Emmanuel Macron, premier Kanady Mark Carney, brytyjski premier Keir Starmer i kanclerz Niemiec Friedrich Merz – żeby wymienić tylko niektórych. Oczywiście każde państwo stara się jak najlepiej zabezpieczyć swoje interesy w niespokojnych czasach. Czy jednak nieprzewidywalność Trumpa to wystarczający powód, aby przymknąć oczy na autorytarne rządy Xi Jinpinga?

Czytaj więcej

Czy grozi nam III wojna światowa? W Europie rośnie strach

Słusznie europejskie społeczeństwa i ich przywódcy wypominają Trumpowi, że wiele z jego działań łamie demokratyczne standardy. Jeśli jednak tą miarą oceniamy amerykańskiego prezydenta, to również według niej potraktujmy chińskiego przywódcę. Zdaniem ekspertów w ostatnich latach Xi zgromadził w swoich rękach nieporównywalnie więcej władzy niż większość jego poprzedników. Niektórzy politolodzy mówią wręcz o początku rządów totalitarnych, co zdają się potwierdzać liczne czystki na szczytach władzy, utrzymywanie obozów pracy i przymusowa asymilacja mniejszości etnicznych (niemal 2 mln Ujgurów nadal przebywa w obozach odosobnienia). Jednak blask chińskiego przemysłu samochodowego i elektronicznego skutecznie przesłania europejskie wartości.

Skąd wzięła się nagle sympatia dla reżimu ajatollahów w Iranie?

O ile fascynacja nowymi technologiami może znieczulać nas na los tysięcy więźniów politycznych w Chinach, o tyle trudno zrozumieć, skąd wzięła się nagle sympatia dla reżimu ajatollahów w Iranie. Sondaże przeprowadzone w pierwszym tygodniu marca dowiodły, że zdecydowana większość mieszkańców Hiszpanii, Włoch, Niemiec i Wielkiej Brytanii negatywnie ocenia amerykańsko-izraelski atak. Podobne nastroje zarejestrowano także w Polsce. Brak jednoznacznego potępienia władz w Teheranie, które przecież jeszcze niedawno bezkarnie mordowały własnych obywateli, był kompromitujący nie tylko dla poszczególnych państw członkowskich, ale i dla całej Unii Europejskiej. Nikt nie oczekiwał natychmiastowego wysłania europejskich wojsk na Bliski Wschód, a jedynie zauważenia oczywistego, ale i to najwyraźniej przerosło wielu europejskich przywódców.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Największe zagrożenie dla globalnej gospodarki zaczyna płynąć z USA

Tylko czekać, aż na fali antyamerykańskich nastrojów już nie tylko Nicolás Maduro czy Ali Chamenei będą mogli liczyć na sympatię wśród europejskich społeczeństw, ale także Kim Dzong Un czy Władimir Putin. Ten ostatni pozostaje na czarnej liście głównie dlatego, że przychylnie wypowiada się o nim Trump. Gdyby amerykański prezydent nagle zmienił swoją opinię o rosyjskim przywódcy, to pewnie ten szybko odzyskałby sympatię, którą przed 2022 r. cieszył się w wielu europejskich państwach. W końcu jego przyjaciel Xi prowadzi równie brutalną politykę wobec swoich obywateli, a mimo to wielu widzi w nim zbawcę Unii Europejskiej w nierównej konfrontacji z trumpowską Ameryką.

Strategiczne znaczenie militarnej i gospodarczej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi nie powinno kneblować krytyki poczynań obecnego gospodarza Białego Domu. Nieodpowiedzialne, a często wręcz niebezpieczne decyzje Trumpa wymagają rozsądnej odpowiedzi. Z pewnością nie jest nią poszukiwanie przeciwwagi dla USA w sojuszu z autorytarnymi Chinami. Przymilanie się do Pekinu to infantylna polityka nastawiona na zdobycie poklasku opinii publicznej kosztem długookresowych relacji. Czy nie wypominamy Trumpowi, że postępuje dokładnie tak samo?

Autor

Krzysztof Wasilewski

Dr hab. nauk o polityce i administracji, amerykanista i medioznawca, kierownik Katedry Studiów Regionalnych i Europejskich na Wydziale Humanistycznym Politechniki Koszalińskiej, prorektor ds. kształcenia

Opinie polityczno - społeczne
Bogusław Chrabota: Konflikt w Zatoce może wymknąć się spod kontroli
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Centra danych to kwestia całego ekosystemu
Opinie polityczno - społeczne
Trump pomógł Czarzastemu. Czy marszałek Sejmu powalczy z Nawrockim o prezydenturę?
Opinie polityczno - społeczne
Prof. Andrzej Nowak dla „Rzeczpospolitej”: Niech Niemcy zapłacą za polski SAFE w ramach reparacji
Opinie polityczno - społeczne
Dr Wojciech Warski: Pożyczki z SAFE znacząco utrudnią polexit
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama