Media społecznościowe mają wielką siłę rażenia. Boleśnie przekonała się o tym Ewa Wanat, była już redaktor naczelna Polskiego Radia RDC, wyrzucona dyscyplinarnie z pracy za wpis na Facebooku odnoszący się do dzieci państwa Elbanowskich.
Komentarz Wanat był prostacki i chamski. Czy kara nie jest zbyt dotkliwa? Część komentatorów twierdzi, że tak. Inni, że zarząd RDC postąpił słusznie. Nie mnie oceniać.
Faktem jednak jest, że dziennikarz to zawód zaufania publicznego. Nasi słuchacze, widzowie i czytelnicy nie oceniają nas wyłącznie przez pryzmat naszej działalności medialnej. Z uwagą śledzą także nasze profile na Facebooku, Twitterze i w innych mediach społecznościowych. Są ciekawi, co mamy do powiedzenia, jakie mamy poglądy itp. Co z tego, że niektórzy z nas informują, że na FB i TT zamieszczają poglądy prywatne. Dla czytelnika nie ma to najmniejszego znaczenia.
Podobnie rzecz ma się w odniesieniu do innych zawodów – polityków, dyrektorów teatrów, nauczycieli, księży itd.
Swego czasu przekonała się o tym szefowa jednego z teatrów w Poznaniu, która po wyborze papieża umieściła na swoim FB obraźliwy wpis pod jego adresem. Najpierw ukarano ją naganą, a potem zwolniono z pracy.
Mniejsze problemy – też z papieżem – miał po wpisie na TT Rafał Ziemkiewicz. A w ostatnich dniach po uszach dostała też Monika Olejnik, która na swoim FB umieściła zdjęcie prezydenta przerobione z charakterystycznej fotografii Andersa Breivika. Jej – na razie poza złośliwymi komentarzami – żadna kara nie spotkała.
Często wymagamy od polityków, by swoje prywatne poglądy zostawiali za drzwiami ministerstw i urzędów. Ale o tym, że nie da się tego zrobić, my wszyscy – użytkownicy mediów społecznościowych – przekonujemy się na własnej skórze.