To był jeden z tych historycznych dni, który zapada w pamięć. Bez trudu przypomniałam sobie, gdzie wtedy byłam. Kiedy 15 kwietnia 2019 roku w ogniu stanęła katedra Notre-Dame, świat się zatrzymał. I nie jest to wyświechtany frazes.
Z jednej strony płynęły wyrazy solidarności, z drugiej podniosły się głosy o upadku zachodniej cywilizacji
Międzynarodowa opinia publiczna była poruszona. Obiekt liczy sobie blisko dziewięć wieków, a średniowieczni rzemieślnicy wznosili go przez 200 lat. Jest symbolem, który m.in. dzięki pisarzowi Victorowi Hugo ma swoje miejsce w kulturze. Z jednej strony płynęły wyrazy solidarności, z drugiej podniosły się głosy o upadku zachodniej cywilizacji, rychłej islamizacji, a nawet karze boskiej za laicyzację.
Czytaj więcej
Wielkie narody mogą osiągnąć to, co wydaje się niemożliwe – powiedział prezydent Francji Emmanuel Macron podczas ponownego otwarcia paryskiej kated...
„Ta katedra zostanie odbudowana. To nas zjednoczy. Wszyscy będziemy mogli się dołożyć do odbudowy. To jest katedra, która nigdy nie może zniknąć. To jest nasza historia” – zapowiedział pięć lat temu prezydent Francji Emmanuel Macron. I słowa dotrzymał. Francja, wbrew lękom prawicy, nie odwróciła się od swojego dziedzictwa, a otoczyła je szczególną troską. Katedra nie tylko się nie zmieniła, ale i dokładnie oczyszczona odzyskała dawny blask.