Marek Migalski: Powrót Donalda Tuska do Brukseli? Jak czytać niedawną deklarację premiera

Jak premier Donald Tusk może wykorzystać swój sukces w wyborach do Parlamentu Europejskiego?

Publikacja: 12.06.2024 04:30

Marek Migalski: Powrót Donalda Tuska do Brukseli? Jak czytać niedawną deklarację premiera

Foto: AFP

Wybory do europarlamentu były niezwykle ważne. Nie, nie dla zwykłego Kowalskiego – dla niego po 9 czerwca nie zmieniło się nic. I nie zmieniłoby się nic także w wypadku, gdyby to PiS pokonało KO, a kolejność pozostałych trzech partii była odwrotna. Lub gdyby żadna z nich nie wprowadziła swoich reprezentantów do PE. Tak jak przewidywałem w trakcie kampanii, Unią rządzić będzie nadal koalicja chadeków z socjalistami przy pomocy liberałów. Jakimkolwiek wynikiem zakończyłaby się polska elekcja, nic by się w życiu naszych rodaków nie zmieniło.

Wybory europejskie: Dla Donalda Tuska ważne było nie tylko pokonanie PiS

Dla kogo zatem niedzielne starcie było ważne? Dla Donalda Tuska. I nie chodziło tylko o pokonanie PiS. To z jego punktu widzenia miła niespodzianka, ale była ona jedynie dodatkiem do tego, co planował. W jego głowie bowiem przez cały czas tlił się pomysł wykorzystania wygranej w kraju do europejskiego pokera. Pomysł ów ułatwiły porażki partii Macrona i Scholtza.

Mało kto zauważył, że w pierwszym po ogłoszeniu wyników wywiadzie polski premier z udawaną troską pochylił się nad tymi właśnie porażkami swoich partnerów. Wyrażając żal nad słabymi wynikami ugrupowań francuskiego prezydenta i niemieckiego kanclerza, de facto nadał im ogólnounijne znaczenie. Z jego słów wynikało, że dziś to Polacy (czytaj – on sam) są gwarancją zachowania demokratycznego porządku w Europie.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Wnioski z wyborów europejskich. Donald Tusk ma rękę do zwycięstw, radykałowie nie przejmą PE

To oczywiście nieprawda – w poprzedniej kadencji prounijnych polskich MEPs było 24, teraz będzie ich 27. To mniej, niż sama CDU wprowadzi do EPP. Zresztą w każdym praktycznie kraju (łącznie z Francją i Niemcami) większość wybranych europosłów ma orientację prounijną, a nie populistyczno-prawicową. Po co zatem Tusk mówi takie rzeczy?

Z dwóch powodów – bo chce zwiększyć pole manewru do walki o ważne stanowiska w PE i w Komisji Europejskiej dla swoich ludzi lub pragnie jednego z nich dla siebie.

Po wyborach Donald Tusk może ponownie wrócić na europejskie salony

W tym pierwszym przypadku mogłoby chodzić o wywalczenie bardzo ważnego urzędu dla Radosława Sikorskiego lub innego zaufanego współpracownika – na przykład fuchę wiceszefa KE i nowego komisarza do spraw obronności. Ale może chodzić o chęć osobistego powrotu do Brukseli, ale już nie w roli szefa Rady Europejskiej, lecz obsadzenia się na najsilniejszym stanowisku w UE, czyli szefa Komisji.

Dziś, po pokonaniu w kraju populistów oraz po bolesnych porażkach Macrona i Scholtza, ten drugi scenariusz wydaje się bardziej prawdopodobny niż kiedykolwiek. Być może w tym właśnie świetle należałoby czytać niedawną deklarację premiera o tym, że nie zamierza ubiegać się o urząd prezydenta Polski. I tym także trzeba byłoby tłumaczyć obecność oraz przemowę Rafała Trzaskowskiego na wieczorze wyborczym KO – jako jego namaszczenie i oficjalne poparcie.

Czytaj więcej

Estera Flieger: Wybory przegrał osobiście Jarosław Kaczyński. A największa klęska wciąż przed PiS

To oczywiście tylko spekulacje, bo bardziej zrozumiały byłby jednak ten sposób odczytania powyborczego zachowania premiera, który zakłada, że po prostu chce rozepchać się w Unii, by zrobić miejsce swoim ludziom. Ale Tusk przyzwyczaił nas do tego, że potrafi zaskakiwać i podejmować decyzje wbrew głoszonym poprzednio deklaracjom. Tak było w 2014 roku, kiedy przyjął funkcję szefa RE pomimo zapewnień, że marzy o pozostaniu w roli premiera RP. Wchodząc ponownie na salony europejskie, tym razem jako szef KE i jako pogromca populizmu w kraju, wróciłby nie tylko do polityki unijnej, ale także światowej.

Autor jest politologiem, prof. UŚ

Wybory do europarlamentu były niezwykle ważne. Nie, nie dla zwykłego Kowalskiego – dla niego po 9 czerwca nie zmieniło się nic. I nie zmieniłoby się nic także w wypadku, gdyby to PiS pokonało KO, a kolejność pozostałych trzech partii była odwrotna. Lub gdyby żadna z nich nie wprowadziła swoich reprezentantów do PE. Tak jak przewidywałem w trakcie kampanii, Unią rządzić będzie nadal koalicja chadeków z socjalistami przy pomocy liberałów. Jakimkolwiek wynikiem zakończyłaby się polska elekcja, nic by się w życiu naszych rodaków nie zmieniło.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Mariusz Błaszczak: Nie stać nas na polityczną walkę w kwestiach bezpieczeństwa
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Decyzja sądu nie uniewinnia Romanowskiego. Dowody są twarde
Opinie polityczno - społeczne
Patriotyzm po polsku. Czym jest polskość w XXI wieku?
Opinie polityczno - społeczne
Sławomir Sowiński: Ukryte polityczne marzenia
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: PSL-u miłe miejsce, po prawej od wejścia do Sejmu