Stefan Szczepłek: Jak odleciał Michał Probierz, którego skromność nie uwiera

Obroniony przez Wojciecha Szczęsnego rzut karny w meczu z Walią o Euro 2024 (0:0, k. 5:4) uratował polską piłkę przed rewolucją. A może by się przydała.

Publikacja: 27.03.2024 15:25

Michał Probierz

Michał Probierz

Foto: PAP/Leszek Szymański

Ten rzut karny miał szczególny wymiar. Najważniejszy był awans do finałów Euro 2024, ale padająca przy okazji informacja o tym, ile Polski Związek Piłki Nożnej (PZPN) za ten awans zarobi, wyraźnie pokazuje, że sukces sportowy wtedy ma sens, kiedy łączy się z pieniędzmi.

Spotkanie przebiegało mniej więcej tak, jak można się było spodziewać. Nie miało faworyta, ponieważ obydwie drużyny, chociaż reprezentują inne szkoły, grają na podobnym poziomie, różniącym je od czołówki europejskiej. Próbują jedynie dotrzeć do celu innymi drogami.

Czytaj więcej

Michał Probierz nie przemienił wody w wino. Dlaczego Polska pojedzie na Euro 2024?

Euro 2024. Polska nie zrobiła kroku do przodu

To nie przypadek, że z jedenastu rozegranych między nami meczów zaledwie dwa kończyły się różnicą większą niż jedna bramka. Tak było w pierwszym, w Cardiff 51 lat temu (2:0 dla Walii), i rewanżowym na Stadionie Śląskim (3:0 dla Polski). Wszystko dlatego, że wtedy nie grano w piłkę, tylko uprawiano walki uliczne, kończące się poważnymi obrażeniami uczestników. Walijczycy w Cardiff pobili nas, a w Chorzowie – my ich.

Zagramy w finałach mistrzostw Europy po raz piąty z rzędu. Nie zrobiliśmy kroku do przodu, ale utrzymaliśmy pozycję. Po rozmaitych turbulencjach, w jakich przez ostatnich kilka lat telepała się reprezentacja, to i tak sukces

Jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, to jesteśmy na podobnym poziomie, lecz fakt, że wygraliśmy aż siedem razy, mówi, że jednak lekka przewaga jest po naszej stronie. W wymianie ciosów nie zawsze błyszczą najlepsi, więc to może nie przypadek, że bramek Polakom nie wbijali nawet tacy zawodnicy europejskiego formatu, jak John Toshack, Ian Rush, Mark Hughes, Ryan Giggs czy Gareth Bale. A Walijczykom nie strzelił Robert Lewandowski.

To wszystko nie ma znaczenia. Zagramy w finałach mistrzostw Europy po raz piąty z rzędu. Nie zrobiliśmy kroku do przodu, ale utrzymaliśmy pozycję. Po rozmaitych turbulencjach, w jakich przez ostatnich kilka lat telepała się reprezentacja, to i tak sukces.

Walia – Polska. Wojciech Szczęsny uratował nas przed rewolucją

Gdyby pięciu Polaków nie wykonało swoich jedenastek perfekcyjnie, a Szczęsny nie obronił strzału Daniela Jamesa, dziś w PZPN zaczęłaby się rewolucja, niewidoczna jeszcze gołym okiem. Jest bowiem grupa działaczy niezadowolonych z rządów Cezarego Kuleszy, która chętnie pozbyłaby się go jeszcze przed upływem kadencji (trwa ona do sierpnia roku 2025).

Czytaj więcej

Walia - Polska. Mamy awans na Euro 2024! Polacy przetrwali drogę krzyżową

Porażka w eliminacjach i związane z tym straty finansowe mogłyby się stać podstawą do wotum nieufności wobec zarządu. Wprawdzie nie ma bezpośredniego związku między grą piłkarzy a sposobami zarządzania PZPN, lecz chodzi tu o pretekst.

Zgodnie ze statutem federacji wystarczy, aby jedna trzecia łącznej liczby członków – a tymi są m.in. kluby – wyraziła wolę zwołania nadzwyczajnego zgromadzenia i postawiła wniosek o odwołanie władz. Ci, którzy chcieliby to zrobić, nie mieliby z zebraniem tylu podpisów problemów. Tym bardziej że niezadowoleni widzieliby szansę na przejęcie władzy oraz płynące z tego wymierne korzyści.

Jesienią reprezentacja straciła szanse bezpośredniego awansu na Euro 2024 w znacznym stopniu w wyniku złych decyzji personalnych i taktycznych Probierza

Awans sprawił, że ten plan już się nie spełni. Kulesza ma argument, że jest skutecznym prezesem, ponieważ zarobił dla PZPN miliony. To oczywiście nie on zarobił, tylko piłkarze – on tylko się przyglądał. Dla najbliższej przyszłości to nie ma jednak żadnego znaczenia. Przy zwycięzcy zawsze gromadzą się klakierzy, a jak jest okazja, żeby i sobie przypisać sukces, robi się to bez jakichkolwiek oporów moralnych. Tak jest dziś wszędzie, więc w piłce nożnej też.

Czy Michał Probierz to trener na lata

Nagle, w ciągu dwóch godzin meczu w Cardiff, Kulesza stał się prezesem dobrym, a Michał Probierz to „trener na lata”, jak przeczytałem w jednym z wpisów poważnego skądinąd i lubianego przeze mnie człowieka.

Nadzwyczajna jest umiejętność niektórych ludzi przystosowania się do nowych okoliczności i zatarcia w pamięci tego, co niewygodne. Jesienią reprezentacja straciła szanse bezpośredniego awansu na Euro 2024 w znacznym stopniu w wyniku złych decyzji personalnych i taktycznych Probierza. Reprezentacja w meczach z Mołdawią i Czechami grała tak, jakby trener pobierał korepetycje u swojego przyjaciela Czesława Michniewicza.

Czytaj więcej

Euro 2024. Kiedy i z kim zagra reprezentacja Polski. Grupa jest bardzo trudna

Probierz należy do trenerów, których skromność nie uwiera. To nie jest człowiek łatwy we współżyciu. Nominacja na selekcjonera utwierdziła go w przekonaniu o swojej wyjątkowości. Krótko mówiąc: trochę odleciał. Po horrorze w Cardiff jest już na orbicie. Może robić wszystko. Zmieniać skład na każdy mecz, powoływać zawodnika z trzeciej ligi włoskiej albo z Jagiellonii Białystok, żeby zrobić przyjemność białostoczanom, a także zwalniać ludzi, którzy mają odwagę mieć inne zdanie.

W jego sztabie burza mózgów odbywa się w ciszy, bo mówi selekcjoner. Nie podobał mu się dyrektor kadry Jakub Kwiatkowski, bo nie pochodził z jego klakierskiego kręgu – więc go zwolnił. Nie pasował Tomasz Kuszczak – Szczęsny i bez jego rad obronił karnego.

Probierz na swoich decyzjach wygrywa tym bardziej, że ma całkowite poparcie prezesa, który przecież go na to stanowisko namaścił. Rozmawiają codziennie. Ile razy Cezary Kulesza spotkał się z Fernando Santosem w czasie kilku miesięcy jego pracy? Bodaj dwukrotnie.

Czasami można odnieść wrażenie, że wielu członków władz PZPN, od tych najwyższych poczynając, to absolwenci Collegium Humanum. Znalezienie wspólnego języka bywa trudne. Probierzowi łatwiej, bo ostatnio na konferencji prasowej cytował Arthura Schopenhauera. Ja nie byłbym w stanie.

Czytaj więcej

Nowy termin sprzedaży biletów na mecze Polski na Euro 2024. Jest komunikat PZPN

Euro 2024. Awans z trenerem wybranym po znajomości

Awans na Euro dokonał się więc w szczególnych okolicznościach. Z trenerem powołanym po znajomości i w okresie kryzysu wizerunkowego PZPN, pogłębianego przez wypowiedzi, decyzje lub zachowania działaczy, nieprzynoszące im chwały. Jak widać – nie ma to żadnego znaczenia.

To wszystko nie jest w stanie zburzyć mojej radości, bo gra Polaków w finałach oznacza wzrost zainteresowania naszą piłką, a pośrednio – w przyszłości – także jej rozwój. Będzie też stanowić okazję do zarobku, nie tylko dla PZPN. To w jakimś stopniu ruszy reklamę, marketing, turystykę i media też na tym zarobią. Jest się z czego cieszyć.

Miłe było i to, że mecz w TVP komentowali Dariusz Szpakowski i Marcin Żewłakow. Darek nie musiał, ale chciał, bo wierzy w tę reprezentację, a przeszedł z nią w ciągu blisko 50 lat długą drogę. Marcin wypowiadał się z pozycji reprezentanta, który strzelił bramkę na mundialu.

Komentowali ze znawstwem i obiektywnie. Bez lukrowania, podlizywania się, załatwiania swoich interesów lub promowania zawodników. Słuchałem ich z przyjemnością, bo normalność wróciła także do TVP Sport.

Opinie polityczno - społeczne
Marek Kozubal: Nie każdy nominat Piotra Glińskiego jest zły
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie polityczno - społeczne
Michał Kolanko: Koalicja w Sejmie zdała pierwszy tak poważny egzamin
Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: To nie jest kraj dla lewicy
Opinie polityczno - społeczne
Jan Romanowski: Młodzi w wyborach samorządowych 2024 wystawili rządowi żółtą kartkę
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Opinie polityczno - społeczne
Przemysław Prekiel: Klęska Lewicy w wyborach samorządowych 2024. Jej liderzy nadal niczego nie rozumieją