Turyści nie widzą prawdziwego Madagaskaru. Raj w kryzysie humanitarnym

Na Madagaskarze ponad połowa dzieci jest niedożywiona, a ponad 90 proc. ogółu żyje poniżej progu ubóstwa. Na obszarach, w których działa Polska Akcja Humanitarna, mamy do czynienia z pełnym kryzysem humanitarnym – mówi Małgorzata Klein, ekspertka PAH.

Aktualizacja: 21.08.2023 06:24 Publikacja: 19.08.2023 10:55

Madagaskar

Madagaskar

Foto: AdobeStock

19 sierpnia obchodzimy Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej. Czy na Madagaskarze, z którego właśnie pani wróciła, też będą świętować?

Ludzie związani z organizacjami pomocowymi pewnie tak, ale trudno by świętowali mieszkańcy Madagaskaru, jeśli ich podstawowym problemem jest to, czy uda im się przynieść jakieś jedzenie do domu.

W Polsce Madagaskar kojarzy się z egzotycznymi wakacjami.

Trudno winić ludzi, że tak myślą, jeśli widzą kuszące, ozdabiane palmami oferty agencji turystycznych. Kraj zyskał popularność dzięki popularnej bajce „Madagaskar” z 2005 roku, więc trudno się dziwić, że rynek kapitalizuje taki wizerunek wyspy, nawet gdy jest on skrajnie różny od tego, jak wygląda rzeczywistość. Zresztą większość masowych wycieczek jest tak naprawdę na Nosy Be, czyli malutką wyspę obok właściwego, najlepiej widocznego na mapie Madagaskaru, choć w jego granicach administracyjnych. Przeciętny turysta nie ma więc nawet możliwości poznania tamtejszych realiów.

A jakie one są?

Ponad połowa dzieci jest niedożywiona, a ponad 90 proc. ogółu żyje poniżej progu ubóstwa. Na obszarach, w których działa Polska Akcja Humanitarna, mamy do czynienia z pełnym kryzysem humanitarnym. Świat o tym nie wie, bo Malgasze, czyli autochtoniczna ludność Madagaskaru, są pokojowi i nie wywołują sensacji. Dlatego jest to jeden z najrzadziej opisywanych krajów spośród tych ogarniętych kryzysami. To przykład bogatego państwa biednych ludzi.

Bogatego?

Tak, bo wyspa ma potencjał. Nie tylko turystyczny, ale także naturalny. Może ich złoża nie są tak pokaźne, jak w Kongo, ale kiedyś mówiło się o tym kraju jako o spichlerzu Oceanu Indyjskiego – ze względu na żyzne gleby. Teraz przez brak finansów, rozwoju technologicznego i zmieniający się klimat rolnictwo stało się bardziej rodzinne, na małą skalę. Rolnicy nie mogą liczyć na powtarzalność upraw, bo mimo że akurat w tym roku była pora deszczowa, to przez ostatnie sześć lat albo nie było deszczów w ogóle, albo występowały nie dość często. To z kolei sprawiło, że ludzie jedli tylko opuncje figowe. A gdy i dla nich jest zbyt sucho, są zmuszeni bazować tylko na tym, co otrzymają z zewnątrz. Trzeba przy tym pamiętać, że w tym regionie nie ma dróg, o jakich my myślimy, słysząc to słowo, co czyni transport masowych ilości jedzenia kosztownym i skomplikowanym.

Co jest największym problemem lokalnych społeczności?

Przede wszystkim woda. Albo brakuje jej absolutnie – jak na południu – albo sezonowo. Oraz oczywiście zła jej jakość. A za nią z kolei idzie marne pożywienie. Dalej – oświata. W miastach jest to dla Malgaszy najłatwiej osiągalne narzędzie, by w jakimś stopniu poprawić swój los. I przykładają do tego dużą wagę tam, gdzie mogą i dostają wsparcie. Porównywalne z Madagaskarem kraje są w tym aspekcie słabsze. Tyle tylko że większość mieszkańców wyspy żyje w rozproszeniu, a to znacznie utrudnia zarządzanie systemem edukacji. Co więcej, głód często powoduje absencję wśród uczniów, bo szukanie jedzenia jest czasochłonne. I dlatego właśnie PAH organizuje żywienie w szkołach. To powoduje, że nie tylko dzieci mogą zjeść ciepły posiłek, którego często nie uświadczyliby w domu, ale również umożliwiamy im tym sposobem edukację. A oni chcą się uczyć.

Jak wygląda struktura społeczna Madagaskaru? Statystyki mówią, że w 30-milionowym kraju 25 mln ludzi żyje za mniej niż 2 dol. dziennie. A co z pozostałymi 5 mln mieszkańców?

To żyjąca w miastach niewielka klasa średnia. Próbujemy z nią współpracować – z dostawcami, drobnymi przedsiębiorcami. Zdecydowanie bardziej wolimy zatrudnić do prostych prac lokalnych mieszkańców, nawet gdy wymaga to jakiegoś szkolenia, niż ściągać zewnętrzne firmy z odległych zakątków świata. Chcemy wspierać oddolną przedsiębiorczość, bo wtedy pomoc ma sens. Tylko do tego potrzebne jest zaufanie, a to niełatwo zdobyć. Zawsze jest pewien strach przed obcym, ale na szczęście nasi lokalni partnerzy, m.in. Zgromadzenie Lazarystów na Madagaskarze, bardzo nam pomagają i skracają dystans pomiędzy nami a mieszkańcami wyspy. Zawsze z tyłu głowy mamy poczucie, że naszym zadaniem jest dostosowanie pomocy do oczekiwań i potrzeb, a nie ślepe narzucanie swojej wizji, która została wykształcona w kompletnie różnej rzeczywistości.

Co musiałoby się wydarzyć, by Madagaskar wykorzystał swój potencjał?

Potrzebna byłaby długofalowa, stabilna polityka oraz budowa instytucji państwa. Na własnym przykładzie wiemy, jak długo taki proces trwa. Przy czym Madagaskar nie ma zagranicznych gwarancji finansowych i nisko oprocentowanych kredytów. A łatwo sobie wyobrazić, że bazowanie na podatkach od bardzo biednych rolników nie napędza rozwoju. Nie sprzyja też demografia. Mamy do czynienia ze znanym skądinąd zjawiskiem, że im biedniejszy kraj, tym młodsze społeczeństwo. PAH działa m.in. w części, gdzie mediana wieku to 14 lat. Gdy mowa o dzietności, w Polsce często padają wyższościowe komentarze, że posiadanie dużej liczby dzieci przyczynia się do biedy, a wobec tego sytuacja mieszkańców Madagaskaru to po części ich wina. To bardzo niesłuszne rozumowanie. Nie mamy prawa oceniać i przykładać naszej, zachodniej i północnej miary do tamtych realiów.

19 sierpnia obchodzimy Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej. Czy na Madagaskarze, z którego właśnie pani wróciła, też będą świętować?

Ludzie związani z organizacjami pomocowymi pewnie tak, ale trudno by świętowali mieszkańcy Madagaskaru, jeśli ich podstawowym problemem jest to, czy uda im się przynieść jakieś jedzenie do domu.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
felietony
Wciąż nie wiemy, czy przyszłość Polski zależy tylko od nas
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: W polityce walka z krzyżem to ryzykowny wybór
Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: Jarosław Kaczyński i Donald Tusk – panom już dziękujemy
Opinie polityczno - społeczne
Adam Lipowski: NATO wspiera Ukrainę na tyle, by nie przegrała wojny, ale i nie wygrała z Rosją
Opinie polityczno - społeczne
Tomasz Grzegorz Grosse: Polska nie powinna delegować swej obrony do mało wiarygodnego partnera – Niemiec