Reklama

Terlikowski: Papież Franciszek i antykoncepcja

Nie ma i nie będzie w Kościele zgody na antykoncepcję. Papieska wypowiedź niczego nie zmienia, choć ożywia moralną debatę w środowiskach katolickich – pisze publicysta.

Aktualizacja: 01.03.2016 06:34 Publikacja: 28.02.2016 18:34

Terlikowski: Papież Franciszek i antykoncepcja

Foto: AFP

O tej sprawie media katolickie w Polsce milczą jak zaklęte. A przecież Franciszek podczas improwizowanej konferencji prasowej w drodze powrotnej z Meksyku wypowiedział słowa, które rozpaliły media (także te związane z Kościołem) na całym świecie. Duchowni, teologowie moralni, bioetycy, o watykanistach nie wspominając, debatują nad tym, czy słowa dotyczące wirusa Zika i antykoncepcji są zapowiedzią szerszych zmian czy wskazują na jakiś drobny wyjątek moralny, czy też może nic nie znaczą, a potraktować je należy jedynie jako kolejną z cyklu papieskich „wypowiedzi samolotowych", które są później prostowane i nic (poza zamieszaniem) nie wnoszą do doktryny.

Niezależnie jednak od stanowiska i koncepcji debata trwa. Tylko w Polsce o niej nie słychać. A szkoda, bo dotyka niezwykle ciekawego pytania o to, czy istnieją sytuacje moralne, w których można uznać środki antykoncepcyjne za dopuszczalne, a także przywołuje miejską legendę o Pawle VI, z którą wreszcie warto skończyć.

Aborcja niedopuszczalna

Papieskie słowa na temat antykoncepcji i wirusa Zika były odpowiedzią na pytanie dziennikarza o to, czy w przypadku zagrożenia małogłowiem (a jego występowanie może być, choć nie musi, skorelowane z pojawieniem się nowego wirusa) aborcja nie byłaby rozwiązaniem. Franciszek ostro odrzucił taką możliwość.

„Aborcja nie jest mniejszym złem, jest zbrodnią. To eliminacja jednego, by uratować kogoś innego. Tak postępuje mafia! To zbrodnia, zło absolutne. A jeśli chodzi o antykoncepcję, Paweł VI, Wielki, w sytuacji trudnej, w Afryce, pozwolił zakonnicom używać antykoncepcji w przypadkach gwałtu. Ale nie można mylić zła zapobiegania ciąży z aborcją! Aborcja nie jest problemem teologicznym. To problem ludzki, medyczny. Zabija się jedną osobę, by ocalić drugą, w najlepszym razie, albo aby sobie ułatwić życie? Jest to sprzeczne z przysięgą Hipokratesa, którą składają lekarze. Jest to zło samo w sobie, a nie zło religijne, w punkcie wyjścia. Jest to zło ludzkie. I oczywiście jako zło zasługuje na potępienie. Natomiast zapobieganie ciąży nie jest złem absolutnym. W niektórych przypadkach, jak ten już wspomniany z Pawłem VI, było jasne. Ja także apeluję do lekarzy, aby zrobili wszystko, by znaleźć szczepionkę na tę chorobę przenoszoną przez te dwa komary. Nad tym trzeba pracować" – oświadczył Ojciec Święty. I właśnie z tej, mocno nieprecyzyjnej, wypowiedzi wyprowadzono wniosek, że antykoncepcja w pewnych okolicznościach mogłaby zostać dopuszczona.

Z tej wypowiedzi taki wniosek wcale nie wypływa. W sensie ścisłym bowiem Franciszek mówi, że zapobieganie ciąży nie jest złem absolutnym. I co do tego w kontekście teologii katolickiej nie ma sporu. Oczywiście, że są okoliczności, w których małżeństwo może odkładać poczęcie dziecka (czyli, posługując się terminologią świecką, zapobiegać ciąży). Powody, o czym jasno pisał bł. Paweł VI, mogą być różne – stan zdrowia kobiety, problemy finansowe, a nawet psychologiczna niezdolność do przyjęcia kolejnego dziecka. Argumentem za odłożeniem poczęcia może być także niebezpieczeństwo choroby (czy wad genetycznych), jakie mogą dotknąć dziecka.

Reklama
Reklama

Tyle że zgoda na odłożenie poczęcia nie oznacza, co Paweł VI bardzo mocno podkreśla, akceptacji antykoncepcji. Ta bowiem jest zła ze swej natury, a dobry (czy przynajmniej dopuszczalny moralnie) cel, jakim jest uniknięcie poczęcia, nie uświęca złego środka, jakim w nauczaniu Kościoła pozostaje antykoncepcja.

To zło wynika, warto to przypomnieć, po pierwsze z faktu, że w zasadzie każdy środek antykoncepcji hormonalnej ma także działanie antyzagnieżdżeniowe, czyli wczesnoporonne. Jego zastosowanie może więc oznaczać, że dokona się aborcji dziecka. A to, co mocno podkreślił w przywołanej wypowiedzi Franciszek, jest absolutnie niedopuszczalne.

Po drugie zaś antykoncepcja w małżeństwie rozbija jedność aktu małżeńskiego, odseparowując od siebie wymiar prokreacyjny i miłosny. Oba te zastrzeżenia nie znikają przez zagrożenie wirusem Zika i małogłowiem. Jeśli więc małżeństwo obawia się choroby dziecka, to – z moralnego punktu widzenia – powinno zacząć unikać współżycia w okresie płodnym.

Miejska legenda o Pawle VI

Taką interpretację wypowiedzi papieskiej komplikuje nieco odwołanie się przez Franciszka do rzekomej zgody Pawła VI na to, by w przypadku zagrożenia gwałtem kongijskie zakonnice przyjmowały antykoncepcję, by uniknąć, jeśli rzeczywiście zostaną zgwałcone, ciąży. Ten element rzeczywiście może sprawiać wrażenie, jakby papież uznał, że istnieją sytuacje, w których zastosowanie antykoncepcji jest usprawiedliwione moralnie.

Tyle tylko, że tak nie jest. I to z przynajmniej dwóch różnych powodów. Pierwszy z nich jest rzeczowy. Paweł VI nigdy nie podjął decyzji, o której mowa. Debata na temat kongijskich zakonnic, które były masowo gwałcone, toczyła się za pontyfikatu św. Jana XXIII i to właśnie wtedy zaprezentowano, w 1961 r., na łamach „Studi Catolici" stanowisko abp. Pietra Palazziniego, o. Franza Hürtha SJ i o. Ferdinanda Lambruschiniego, którzy sugerowali, że w sytuacji zagrożenia gwałtem antykoncepcja hormonalna może być dopuszczalna, bowiem jest ona obroną przed agresorem.

Opinię taką przyjęła część katolickich moralistów, którzy – jak choćby Christopher Kaczor – do chwili obecnej przekonują, że w takiej sytuacji nie sposób mówić o antykoncepcji, a przyjmowanie środków tego rodzaju można potraktować jako obronę przed agresorem.

Reklama
Reklama

Stanowisko takie przyjęła też Konferencja Episkopatu Niemiec, która pozwala w katolickich placówkach na podawanie zgwałconym kobietom pigułek antykoncepcyjnych (w istocie często są to już tabletki wczesnoporonne). Paweł VI jednak stanowiska tego nigdzie nie potwierdził, a w encyklice „Humanae vitae" jasno stwierdził, że antykoncepcja jest złem moralnym, i nie przewidział w swoim dokumencie żadnych wyjątków. Opowieść o rzekomej decyzji tego papieża jest więc klasyczną miejską legendą, która co jakiś czas powraca, ale która nie ma podstaw rzeczowych.

Prawdziwe (to znaczy odrzucające antykoncepcję) stanowisko Pawła VI nie powinno być zresztą zaskoczeniem, bowiem... trudno uznać, że człowiek na zarodkowym etapie rozwoju jest agresorem (a w istocie dopuszczenie antykoncepcji w takiej sytuacji jest usprawiedliwione faktem gwałtu).

A skoro nim nie jest, to zastosowanie wobec niego środków chemicznych, które mają uniemożliwić jego zagnieżdżenie się w macicy matki (a o takim działaniu możemy mówić po gwałcie) i tym samym jego dalszy rozwój, nie może być moralnie usprawiedliwione. Byłoby inaczej, gdyby chodziło o sytuację (a jest ona także możliwa), w której środki miałyby uniemożliwić samo poczęcie.

Usprawiedliwieniem stosowania antykoncepcji mogłoby być dobro kobiety. Tyle że to wymagałoby sprawdzenia, na jakim etapie cyklu jest zgwałcona kobieta, by dowiedzieć się, czy podane środki nie doprowadzą do unicestwienia zarodka... A gdyby tak było, podanie jakichkolwiek środków hormonalnych straciłoby moralne usprawiedliwienie, oznaczałoby bowiem uznanie niewinnej istoty ludzkiej za agresora, którego można zlikwidować. Na to zaś Kościół nigdy się nie zgodził.

Wirus Zika to nie gwałt

Cała ta przywołana dyskusja nie ma jednak nic wspólnego z sytuacją małżeństw, w których kobieta może zostać zakażona wirusem Zika. W tym przypadku nie mamy bowiem do czynienia z aktem niedobrowolnym, jakim jest gwałt, lecz z dokonywanym w wolności działaniem dwóch osób, które jeśli może być z jakichś powodów groźne dla nich czy dla potencjalnego dziecka, nie powinno być podejmowane. Ale nie ma to nic wspólnego z gwałtem, trudno wskazać agresora czy najsłabsze choćby usprawiedliwienie stosowania antykoncepcji.

Gdyby chcieć to zrobić, to w efekcie trzeba by przyjąć, że nadzwyczajną sytuacją usprawiedliwiającą przyjęcie hormonalnej antykoncepcji jest... niezdolność do czasowej wstrzemięźliwości seksualnej (w istocie bowiem taki jest najskuteczniejszy i do tego moralnie akceptowalny sposób uniknięcia poczęcia dziecka z małogłowiem). Tyle tylko, że przyjęcie takiego założenia oznaczałoby wyrzucenie na śmietnik całej katolickiej etyki seksualnej, która właśnie na zdolności człowieka do wolnych wyborów, w tym także do wyboru czasowej lub dożywotniej wstrzemięźliwości, się opiera.

Reklama
Reklama

Przesada? Niestety nie! Jeśli uznać, że małżonkowie, którzy są zagrożeni wirusem Zika, nie mogą powstrzymać się od współżycia i muszą – by uniknąć poczęcia dziecka z małogłowiem – stosować antykoncepcję, to w istocie trzeba by uznać, że usprawiedliwione będzie to w każdej sytuacji, w której małżonkowie nie mogą mieć dziecka, a nie są w stanie zachować wstrzemięźliwości. To zaś jest wysadzenie w powietrze prawdziwego nauczania Pawła VI (a także jego poprzedników i następców) zawartego w encyklice „Humanae vitae", a nie w miejskich legendach o kongijskich zakonnicach.

Nieostra, nieprecyzyjna i obarczona klasycznymi wadami opinii z konferencji prasowej wypowiedź Franciszka w samolocie nic więc w nauczaniu katolickim nie zmienia. To pozostaje zawarte w dokumentach Piusa XI, bł. Pawła VI, św. Jana Pawła II i Benedykta XVI. A one jednoznacznie potępiają antykoncepcję.

Autor jest filozofem, publicystą, redaktorem naczelnym TV Republika

Opinie polityczno - społeczne
Marek Kozubal: Wiadro z folią nie zastąpi schronu, czyli rzecz o „Poradniku bezpieczeństwa”
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kutarba: Donald Trump, rozkapryszone dziecko z lotniskowcami
Opinie polityczno - społeczne
Po Trumpie 2.0: dlaczego Polska musi redefiniować relacje z USA
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Make China Great Again
Opinie polityczno - społeczne
Roch Zygmunt: Grzegorz Braun wyrasta z ekonomii III RP. Lider Korony pomoże Donaldowi Tuskowi zachować władzę
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama