Słowa te być może uruchomiły falę hejtu skierowanego przeciwko tej placówce. Wpisy na forum były w języku polskim. Czy nawoływanie do grillowania to metoda stosowana w odzyskiwaniu dzieł sztuki, a może jednak bardziej okazja do picia piwa?

Słowa szefów resortu kultury pewnie wynikały ze złości i bezradności po odrzuceniu przez berliński dom aukcyjny oferty wycofania ze sprzedaży akwareli Wasillego Kandinskiego skradzionej z Muzeum Narodowego.

Ale czy ministerstwo zrobiło w tej sprawie wszystko? Jego urzędnicy twierdzą, że tak: przekazali dokumentację do domu aukcyjnego, wysłali zgłoszenie do strony niemieckiej w sprawie akwareli i „niezwłocznie po odnalezieniu obrazu na aukcji do Komendy Głównej Policji skierowany został wniosek dotyczący rejestracji obrazu w bazie Interpolu Stolen Works of Art – PSYCHE”.

Czytaj więcej

Dlaczego prawie utraciliśmy akwarelę Kandinskiego

Tyle zrobiono w ciągu tygodnia od otrzymania informacji na temat zamiaru sprzedaży. Moim zdaniem to było niezbędne minimum, które mogli z Warszawy. Nikt bowiem nie podjął się prowadzenia rozmów z domem aukcyjnym w Berlinie na ten temat. Dopiero na kilka godzin przed aukcją resort kultury zainteresował tą sprawą polską dyplomację. Moim zdaniem za późno.

Akwarela została zlicytowana za 387,5 tys. euro, ale w kilka godzin później dom aukcyjny zdał sobie sprawę, że wizerunkowo traci na tej transakcji (media zadawały niewygodne pytania, a polski wicepremier nazwał ich paserem) i zdecydował się poddać pod osąd sądu sprzedaż tego obrazka.

„Młot na Niemców” jest wygodny w zbliżającej się kampanii wyborczej

Zastanawiające jest to, dlaczego resort kultury nie rozmawia ze swoim niemieckim odpowiednikiem na temat utraconych dzieł sztuki, tylko stawia żądania?

Kilka miesięcy temu przedstawiciele władz niemieckich zapewnili nas, że mogą rozmawiać „w duchu dialogu i porozumienia” o zwrocie utraconych przez Polskę dzieł sztuki, jeśli resort kultury złoży taki wniosek. Stało się tak, gdy w „Rzeczpospolitej” ujawniliśmy, że badacz strat wojennych dr Robert Kudelski odnalazł w kilku niemieckich muzeach dzieła sztuki wywiezione w czasie wojny z Wrocławia. Informacja ta trafiła do resortu kultury. Urzędnicy ministerstwa odpowiedzieli nam, że w tej sprawie „działania restytucyjne podejmowane są zgodnie z planem”. Tymczasem źródła w berlińskich władzach stwierdziły, że „władze polskie nie wystosowały dotychczas ani do rządu niemieckiego, ani do Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kulturowego zapytania w sprawie zwrotu”. Usłyszeliśmy też, że „w chwili obecnej między Niemcami i Polską nie są prowadzone żadne międzypaństwowe rozmowy dotyczące zwrotów”.

W odpowiedzi, być może też na taką propozycję resort kultury uruchomił kampanię „puste ramy”, a w muzeach wywieszone zostały ramy po obrazach utraconych w czasie wojny. Idea kampanii jest szlachetna, bo pokazuje skalę strat wojennych, ale nie zastąpi ona rozmów prowadzonych w zaciszu gabinetów.

Czy rząd PiS na to stać? Można odnieść wrażenie, że nie, bo „młot na Niemców” jest wygodny w zbliżającej się kampanii wyborczej, lepiej grillować „pasera” niż być posądzonym o układanie się z Niemcem.