Wyraźne odczuwane przez polityków Zjednoczonej Prawicy schadenfreude (choć politycy Solidarnej Polski zapewne robią znak krzyża, słysząc to słowo, i nerwowo szukają polskiego odpowiednika) w związku z odpadnięciem Niemców z piłkarskich mistrzostw świata przypomina zachowanie nieśmiałego nastolatka, który chciałby, aby umówiła się z nim klasowa piękność, ale boi się, że nie ma na to szans, więc w odwecie rzuca w nią kulkami z papieru, podstawia nogę na przerwie i rozpowiada na prawo i lewo, że dziewczyna wcale nie jest taka ładna, bo ma krzywe nogi, a jak spojrzeć pod pewnym kątem, to trochę zezuje. Jak bowiem inaczej wyjaśnić to, że politycy, którzy w swojej retoryce zdają się uważać Niemców za winnych wszystkiego – od gradobicia po to, że kury się nie niosą – nie mogą jednocześnie bez tych Niemców żyć i muszą się definiować w kontrze do nich przy każdej okazji, nawet takiej jak mundial, który z polityką, jako żywo, zbyt wiele wspólnego nie ma.

I tak Patryk Jaki wznosi na swoim Twitterze okrzyk „Kostaryka”, gdy drużyna z Ameryki Środkowej strzela gola naszym zachodnim sąsiadom. Oto wiceminister sprawiedliwości, Marcin Romanowski, wrzuca memy ze smutnym papieżem Benedyktem XVI i wesołym Janem Pawłem II oraz – w wersji dla tych wymagających bardziej łopatologicznego przekazu – z rozradowanym Robertem Lewandowskim i zapłakanym Thomasem Muellerem. Oto niezmordowany Janusz Kowalski – który, gdyby z języka polskiego wyeliminować słowa „Niemcy” i „Tusk”, wypowiadałby się zapewne co najmniej dwa razy rzadziej – wyznaje miłość Japonii, bo ta wysłała Niemców do domu.

Czytaj więcej

Jarosław Kaczyński: Nasi przeciwnicy nadal bronią Putina

Oto wreszcie wiceminister klimatu Jacek Ozdoba wychodzi na mównicę i prosi o przerwę, aby Platforma Obywatelska „mogła obejrzeć mecz swojej niemieckiej reprezentacji”. Rozumiecie: hi hi – to PO się umawia z tą krzywonogą rzekomą pięknością. Zakochana para... Ba – rzecznik PiS, Rafał Bochenek, sugeruje, że politycy Zjednoczonej Prawicy mylili się w głosowaniach w Sejmie, bo ręce im drżały z emocji, gdy Kostaryka strzelała gole Niemcom. Można odnieść wrażenie, że gdyby Niemcy nie istnieli, wielu polityków Zjednoczonej Prawicy straciłoby swoją tożsamość.

A prawda jest taka, że jeśli Jacek Ozdoba i Janusz Kowalski kiedyś dorosną, to zrozumieją, że nic nie mówi więcej o kompleksach i niepewności co do własnego znaczenia oraz niewiary w siebie, jak nieustanne upewnianie się, że ta koleżanka, która się z nami nie umówiła, ma krzywe zęby, a sąsiada, którego stać na dwa mercedesy, zdradza żona. Bo czy wyobrażacie sobie rzecznika niemieckiego rządu wychodzącego do dziennikarzy i mówiącego, że posłowie SPD lub CDU nie byli w stanie zagłosować tak jak powinni, bo Robert Lewandowski nie strzelił gola w meczu z Meksykiem? Albo wiceministra niemieckiego rządu, który wyznaje miłość Argentyńczykom, bo pokazali Polakom, że nie umieją grać w piłkę?

No, ale Niemcy nie definiują się przez to, ze są anty-Polakami. Bo tożsamość będąca lustrzanym odbiciem czyjejś tożsamości jest tak naprawdę ułomna i przesączona chęcią znalezienia się po drugiej stronie lustra. A prawda jest taka, że Janusz Kowalski et consortes, nienawidząc Niemców, wstydzą się Polski. Panowie, czas dorosnąć!