Artur Bartkiewicz: Niemcom spłonęła stodoła, czyli kompleksy Solidarnej Polski

Politycy Solidarnej Polski mecz niemieckiej reprezentacji przeżywali bardziej niż polskiej. Można odnieść wrażenie, że gdyby Niemcy nagle przestali istnieć, wielu z nich straciłoby swoją tożsamość.

Publikacja: 02.12.2022 20:42

Prawda jest taka, że Janusz Kowalski et consortes, nienawidząc Niemców, wstydzą się Polski

Prawda jest taka, że Janusz Kowalski et consortes, nienawidząc Niemców, wstydzą się Polski

Foto: PAP/Radek Pietruszka

Wyraźne odczuwane przez polityków Zjednoczonej Prawicy schadenfreude (choć politycy Solidarnej Polski zapewne robią znak krzyża, słysząc to słowo, i nerwowo szukają polskiego odpowiednika) w związku z odpadnięciem Niemców z piłkarskich mistrzostw świata przypomina zachowanie nieśmiałego nastolatka, który chciałby, aby umówiła się z nim klasowa piękność, ale boi się, że nie ma na to szans, więc w odwecie rzuca w nią kulkami z papieru, podstawia nogę na przerwie i rozpowiada na prawo i lewo, że dziewczyna wcale nie jest taka ładna, bo ma krzywe nogi, a jak spojrzeć pod pewnym kątem, to trochę zezuje. Jak bowiem inaczej wyjaśnić to, że politycy, którzy w swojej retoryce zdają się uważać Niemców za winnych wszystkiego – od gradobicia po to, że kury się nie niosą – nie mogą jednocześnie bez tych Niemców żyć i muszą się definiować w kontrze do nich przy każdej okazji, nawet takiej jak mundial, który z polityką, jako żywo, zbyt wiele wspólnego nie ma.

I tak Patryk Jaki wznosi na swoim Twitterze okrzyk „Kostaryka”, gdy drużyna z Ameryki Środkowej strzela gola naszym zachodnim sąsiadom. Oto wiceminister sprawiedliwości, Marcin Romanowski, wrzuca memy ze smutnym papieżem Benedyktem XVI i wesołym Janem Pawłem II oraz – w wersji dla tych wymagających bardziej łopatologicznego przekazu – z rozradowanym Robertem Lewandowskim i zapłakanym Thomasem Muellerem. Oto niezmordowany Janusz Kowalski – który, gdyby z języka polskiego wyeliminować słowa „Niemcy” i „Tusk”, wypowiadałby się zapewne co najmniej dwa razy rzadziej – wyznaje miłość Japonii, bo ta wysłała Niemców do domu.

Czytaj więcej

Jarosław Kaczyński: Nasi przeciwnicy nadal bronią Putina

Oto wreszcie wiceminister klimatu Jacek Ozdoba wychodzi na mównicę i prosi o przerwę, aby Platforma Obywatelska „mogła obejrzeć mecz swojej niemieckiej reprezentacji”. Rozumiecie: hi hi – to PO się umawia z tą krzywonogą rzekomą pięknością. Zakochana para... Ba – rzecznik PiS, Rafał Bochenek, sugeruje, że politycy Zjednoczonej Prawicy mylili się w głosowaniach w Sejmie, bo ręce im drżały z emocji, gdy Kostaryka strzelała gole Niemcom. Można odnieść wrażenie, że gdyby Niemcy nie istnieli, wielu polityków Zjednoczonej Prawicy straciłoby swoją tożsamość.

A prawda jest taka, że jeśli Jacek Ozdoba i Janusz Kowalski kiedyś dorosną, to zrozumieją, że nic nie mówi więcej o kompleksach i niepewności co do własnego znaczenia oraz niewiary w siebie, jak nieustanne upewnianie się, że ta koleżanka, która się z nami nie umówiła, ma krzywe zęby, a sąsiada, którego stać na dwa mercedesy, zdradza żona. Bo czy wyobrażacie sobie rzecznika niemieckiego rządu wychodzącego do dziennikarzy i mówiącego, że posłowie SPD lub CDU nie byli w stanie zagłosować tak jak powinni, bo Robert Lewandowski nie strzelił gola w meczu z Meksykiem? Albo wiceministra niemieckiego rządu, który wyznaje miłość Argentyńczykom, bo pokazali Polakom, że nie umieją grać w piłkę?

No, ale Niemcy nie definiują się przez to, ze są anty-Polakami. Bo tożsamość będąca lustrzanym odbiciem czyjejś tożsamości jest tak naprawdę ułomna i przesączona chęcią znalezienia się po drugiej stronie lustra. A prawda jest taka, że Janusz Kowalski et consortes, nienawidząc Niemców, wstydzą się Polski. Panowie, czas dorosnąć!

Wyraźne odczuwane przez polityków Zjednoczonej Prawicy schadenfreude (choć politycy Solidarnej Polski zapewne robią znak krzyża, słysząc to słowo, i nerwowo szukają polskiego odpowiednika) w związku z odpadnięciem Niemców z piłkarskich mistrzostw świata przypomina zachowanie nieśmiałego nastolatka, który chciałby, aby umówiła się z nim klasowa piękność, ale boi się, że nie ma na to szans, więc w odwecie rzuca w nią kulkami z papieru, podstawia nogę na przerwie i rozpowiada na prawo i lewo, że dziewczyna wcale nie jest taka ładna, bo ma krzywe nogi, a jak spojrzeć pod pewnym kątem, to trochę zezuje. Jak bowiem inaczej wyjaśnić to, że politycy, którzy w swojej retoryce zdają się uważać Niemców za winnych wszystkiego – od gradobicia po to, że kury się nie niosą – nie mogą jednocześnie bez tych Niemców żyć i muszą się definiować w kontrze do nich przy każdej okazji, nawet takiej jak mundial, który z polityką, jako żywo, zbyt wiele wspólnego nie ma.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Przemysław Urbańczyk: Żywią y szantażują. Jak rolnicy biorą nas za zakładników i wymuszają poparcie
Opinie polityczno - społeczne
Ireneusz Krzemiński: Militaryzm narodowy Donalda Tuska. Co się dzieje w Polsce?
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kutarba: Ile dywizji Polska wystawiłaby dziś na wojnę z Rosją
analizy
Czy Kornel Morawiecki był ruskim agentem, a Mateusz Morawiecki jest niemieckim?
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Cios Giertycha w PiS Funduszem Sprawiedliwości może zmienić wynik wyborów 9 czerwca
Opinie polityczno - społeczne
Alaksiej Dzikawicki: Wojna hybrydowa – czy rozumiemy, co oznacza?