Nad śródmieście Warszawy nadlatuje para samolotów, bomby uderzają w Pałac Kultury i wieżowce w centrum stolicy oraz Stadion Narodowy. Dzisiaj to tylko prowokacja medialna. Mocne ujęcia z kampanii społecznej ukraińskiej gazety „Kyiv Post”, które mają przypomnieć, że wojna jest blisko i w każdej chwili może dotknąć także nas.

Wielu mieszkańców zadaje sobie pytanie: gdzie jest mój schron? Co powinienem zrobić, gdyby wojna przyszła do nas? Nie może to dziwić, gdy codziennie towarzyszą nam obrazy ze wschodu i obcujemy z bezmiarem nieszczęścia uciekinierów z Ukrainy.

Czytaj więcej

Czy jest gdzieś nasz schron? Korespondencja Jerzego Haszczyńskiego z Kijowa

Gdy szukam informacji, jak się zachować, i pytam o to ludzi w mundurach, napotykam milczenie lub ostrzeżenie – po co straszyć ludzi, nie panikuj!

Zastanawiam się, czy w Polsce zawsze musi być tak, że działamy dopiero wtedy, gdy mamy nóż na gardle, gdy dotknie nas jakaś katastrofa.

Reforma po wojnie?

Większość samorządów nie wie, gdzie są schrony, bo to nie ich budowle. Urząd Wojewódzki w Warszawie nie odpowiada na nasze pytania o te obiekty. Tylko niektóre miasta, jak Lublin, publikują adresy (ok. 100) bezpiecznych miejsc. Standard bunkrów jest różny, nie wszystkie mają hermetyczne zamknięcia, odpowiednio grube stropy, wentylację, ale dają szansę na przeżycie. – Nikt nie wierzył, że w Europie będzie wojna – tłumaczy mi oficer. Dlatego temat odpuszczono.

Dzisiaj nasza wiedza jest wycinkowa i dopiero uzupełniana przez służby. Z tego, co się dowiaduję (dane są niekompletne), w Polsce mamy co najmniej 60 tysięcy tzw. budowli ochronnych (schronów, ukryć), w sumie może się w nich pomieścić ok. 1,5 miliona osób.

Czytaj więcej

Szef MSWiA będzie słał ostrzegawcze SMS-y

A metro w Warszawie? – pytam. – Tak, ale tylko przystanki, które były budowane najwcześniej, czyli od Kabat do Politechniki – słyszę od wtajemniczonego mundurowego.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

MSWiA ma pomysł budowy systemu informacji o zasobach ochrony ludności (SI OMNIBUS), który gromadziłby takie dane. Zastanawiam się, dlaczego nie stworzyło go w ciągu siedmiu ostatnich lat.

Obrona Cywilna w Polsce w zasadzie nie istnieje, rolę tę pełni straż pożarna. Dodatkowo rządzący fundują nam reformy struktur odpowiedzialnych za reagowanie kryzysowe. Dotyczy to ustawy o obronie ojczyzny, gdzie część kompetencji w tym zakresie przejmie WOT, i przygotowanej przez MSWiA ustawy o ochronie ludności oraz stanie klęski żywiołowej. Pytanie, na ile głęboko w sytuacji zagrożenia można przebudowywać instytucje odpowiedzialne za tę dziedzinę (o zamiarze likwidacji Rządowego Centrum Bezpieczeństwa napisaliśmy we wtorkowej „Rzeczpospolitej”). A może mądrzej byłoby reformować w czasie pokoju?

Politycy obozu władzy, budząc się z letargu czy raczej szoku, opowiadają, że będą edukować młodzież. Tylko że ich propozycje są niekonkretne. Minister edukacji Przemysław Czarnek zapowiada wtłoczenie do przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa elementów przysposobienia obronnego, aby uczniowie zapoznali się z bronią i „oddali strzał na strzelnicy”.

Czytaj więcej

Czarnek zapowiada: Do szkół wracają elementy przysposobienia obronnego

Kusząco brzmi pomysł MSWiA. „W celu przygotowania młodszej grupy społeczeństwa do podjęcia działań w ramach powszechnej samoobrony przewiduje wprowadzenie w ostatnich klasach szkół średnich w ramach modyfikacji przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa rozbudowy zagadnień o udzielaniu pierwszej pomocy w wymiarze minimum 40 godzin lekcyjnych”. MSWiA podaje w projekcie ustawy, że zajęcia objęłyby około 450 tys. uczniów.

Sęk w tym, że w liceach edukację dla bezpieczeństwa uczniowie mają w pierwszej klasie, i tylko jedną godzinę na tydzień. Kiedy mieliby się tego uczyć?

Patrzmy na Szweda

Co można dzisiaj zrobić, kiedy przy naszej wschodniej granicy trwa wojna? Wystarczyłaby kampania społeczna i zwykłe broszury, jak te, które otrzymali jakiś czas temu mieszkańcy Litwy, Estonii, Szwecji, Niemiec, Szwajcarii. Na kilkunastu stronach opisano, co spakować do plecaka, gdy trzeba opuścić dom, jak go zabezpieczyć, gdzie się schronić, co kupić, zakładając, że mogą być problemy z zaopatrzeniem, jak radzić sobie, gdy nie ma prądu. Tylko tyle.

Kilkanaście tygodni temu prawie każdy dostał do skrzynki pocztowej ulotkę promującą Polski Ład. Dzisiaj ten papier jest bezwartościowy. Niech państwo zorganizuje „na cito” kampanię i opowie, jak radzić sobie w trudnej sytuacji. Edukacja jest fundamentem budowania odporności państwa, także na zwykły strach. Jeżeli nie teraz, to kiedy należy o tym mówić?