Prawo i Sprawiedliwość położyło już wiele spraw, za które się zabierało w czasie swoich sześcioletnich rządów. W żadnej jednak nie poniosło klęski tak całkowitej, tak widowiskowej i zawinionej w stu procentach przez siebie jak w przypadku Polskiego Ładu.

Plan, który miał przywrócić PiS inicjatywę i dać szanse na trzecią wygraną, ugrzązł już na etapie ogłaszania jego założeń, gdy zamiast entuzjazmu wywołał u większości Polaków przekonanie, że oznacza dla nich straty. Główna ustawa planu została przygotowana na kolanie, byle jak, przepchnięta byle szybciej i dopiero ona dopełniła obrazu klęski.

Łukasz Warzecha

Autor jest publicystą tygodnika „Do Rzeczy”

Właściwie od początku roku nie ma dnia, w którym nie ukazałyby się nowe informacje o niedoróbkach tego sążnistego aktu, wśród których problem z PIT-2 (o którym większość podatników w ogóle dotąd nie słyszała) jest najbardziej spektakularny, ale jest tylko jednym z wielu. A to i tak zapewne tylko czubek góry lodowej.

W absurdalnie pokomplikowanych procedurach, dotyczących obliczania składki zdrowotnej czy rozliczania ulgi dla klasy średniej, pogubili się i księgowi, i nawet pracownicy skarbówki, o zwykłych przedsiębiorcach nie mówiąc. Internet zalewają memy kpiące z rządowego programu. Minister finansów w panice wydaje rozporządzenie, które jest ewidentnie niekonstytucyjne i naraża podatników na dalsze kłopoty.

A to przecież dopiero pierwszy rozdział tej groteski. Drugi nadejdzie wtedy, gdy PiS miał nadzieję zbierać pozytywne żniwo swojego genialnego planu, czyli w momencie rozliczania podatków w 2023 roku. Roku wyborów parlamentarnych. Wówczas rzekomi beneficjenci Polskiego Ładu przekonają się, jak niewiele na nim zyskują – kiedy już uporają się z właściwym wypełnieniem zeznania.

Swoją drogą, ciekawe, jak zadziała tutaj automatyczne generowanie zeznań przez system Ministerstwa Finansów.

Czytaj więcej

Część nauczycieli straciła na „Polskim Ładzie”? Czarnek: Błędy księgowych w naliczaniu podatku

Wielu zaś podatników natknie się z pewnością na kolejne ukryte zapadnie i wilcze doły, bo przecież jeśli przeoczono sprawy tak oczywiste i podstawowe jak problem z PIT-2, to można spokojnie założyć, że tego typu kwestii bardziej szczegółowych jest w ustawie bez liku.

Przy tej skali kompromitacji w normalnych warunkach politycznych swoją głowę powinien był już zaofiarować minister finansów. Ale też wiemy, że Tadeusz Kościński nie jest tu pomysłodawcą. On umie jedynie naciskać guziki w kalkulatorze, politycznie jest nikim. Faktycznym fundatorem Polskiego Ładu jest premier Mateusz Morawiecki. I tak po prawdzie to on powinien z powodu Polskiego Ładu polec.

Czy polegnie? Zapewne nie, choć widać, że presja ze strony środowiska Zbigniewa Ziobry rośnie. Los programu jest na pewno poważnym argumentem dla ministra sprawiedliwości w jego wojnie z szefem rządu. Premiera z pewnością ratuje kabaretowa wręcz nieudolność największej partii opozycyjnej, która jak zawsze typuje złego konia. I to, można rzec, nawet dosłownie konia, tyle że latającego – Pegasusa. Owszem, o Polskim Ładzie Koalicja Obywatelska też wspomina, ale za główny wehikuł polityczny, mający pogrążyć władzę, uznała kwestię domniemanych podsłuchów za pomocą izraelskiego programu. Tyle że afera z Pegasusem obchodzi tylko twardych antypisowców, zaś los podsuwa temat nieporównanie bardziej obchodzący ogromną liczbę Polaków, bo po prostu ważny dla ich portfeli. Lecz tak to już jest: gdy władza ma problemy, zawsze może liczyć na ofiarną pomoc partii Donalda Tuska.