Argumenty te co zawsze: katoliczką pani minister może sobie być w domu. Jako urzędnik ma realizować antydyskryminacyjne prawo.
A co jeśli polskie prawo do ideału "GW" nie dorasta? Więc minister ma się domagać "słusznego" prawa, a realizować te postępowe przepisy, które już są. A jeśli interpretuje to inaczej? Nie może – my jesteśmy za prawami człowieka, wszyscy, którzy myślą inaczej, są przeciw. A czy z równą pasją nawołujecie do ścigania nielegalnych aborcji na przykład? Nie, bo to jest prawo wsteczne, "burżuazyjne". Tak oto dorabiamy się demokracji bezalternatywnej.