Rozpisywano się ostatnio o upokorzeniu Francji i Niemiec przez Polskę i kraje bałtyckie. W zarodku został zduszony pomysł prezydenta Macrona i kanclerz Merkel, aby zorganizować szczyt UE–Rosja na wzór niedawnego szczytu Bidena z Putinem. Polskie władze ogłosiły zwycięstwo: rozmów z Putinem nie będzie. Zresztą to zdaniem premiera Morawieckiego od początku był „pomysł niedorzeczny" i tylko zaprzestanie przez Moskwę agresywnej polityki wobec sąsiadów mogłoby skłonić nas do zmiany stanowiska.

Zamiast odrzucać francusko-niemiecką propozycję szczytu z Rosją, należało ją jednak poprzeć i postarać się wpłynąć na treść tych rozmów. Niestety, jak to ostatnio bywa, wybraliśmy niewłaściwie.

Blokada szczytu UE–Rosja jest tylko pozornym zwycięstwem. Szczytu unijnego z Putinem nie będzie, ale Emmanuel Macron powiedział jasno, że nie potrzebuje żadnego szczytu, żeby z rosyjskim prezydentem porozmawiać. Angela Merkel także prowadzi regularny dialog z Kremlem. Robią to również Czesi, Węgrzy, Słowacy, Finowie, Austriacy i wiele innych państw europejskich. Na treść tych rozmów nie mamy i nie będziemy mieli najmniejszego wpływu. Na rozmowy w formacie unijnym moglibyśmy mieć wpływ. Ale szczyt storpedowaliśmy.

Tymczasem dla państwa takiego jak Polska dyplomacja jest podstawą funkcjonowania we współczesnym świecie. Z Niemcami, Francją i pozostałymi partnerami unijnymi powinniśmy prowadzić regularny dialog, ponieważ mamy wspólne interesy i jesteśmy połączeni niezliczonymi regulacjami i zobowiązaniami. Z Amerykanami musimy rozmawiać, ponieważ to oni w dużej mierze odpowiadają za nasze bezpieczeństwo i jesteśmy z nimi związani więzami natowskimi. Ale są też takie państwa jak Rosja. Z nimi powinniśmy prowadzić dialog nie dlatego, że się lubimy, tylko żeby komunikować swoje interesy oraz wyjaśniać różnice (nawet te bardzo poważne) i narastające z każdym rokiem nieporozumienia. Nie mamy innej możliwości, ponieważ brak dialogu z dużym sąsiadem nie może być wyborem żadnego poważnego państwa.

Obecnie jednak jesteśmy zbyt słabi, żeby samodzielnie rozmawiać z Rosją. Dlatego powinniśmy to czynić w ramach dialogu unijnego i starać się wpływać na jego zawartość. To nie tylko pozytywnie wpłynęłoby na perspektywy naszej polityki wschodniej, ale dałoby też choćby namiastkę sprawczości w ramach UE. Jest to abecadło polityki międzynarodowej, że mniejsze i słabsze państwa własne interesy najlepiej mogą załatwiać dzięki instytucjom międzynarodowym. Kiedy występują samodzielnie, ich głos rzadko się liczy. Kiedy chętnie i aktywnie tworzą część dużego kolektywu, zaczynają mieć wpływ na realną politykę.

Niestety, skończy się jak zwykle. Francja i Niemcy nadal będą z Putinem rozmawiać, a nas – zresztą już po raz kolejny – przy stole nie będzie.

Autor jest redaktorem portalu EURACTIV.pl