[link=http://blog.rp.pl/kurasz/2009/10/27/pge-pokazala-ze-warto-ryzykowac/" target="_blank]Skomentuj na blogu[/link]

Wspomagani przez kredyty inwestorzy indywidualni zgłosili chęć zakupu akcji PGE o wartości około 20 mld zł, wobec przeznaczonej dla nich puli o wartości 600 mln zł.

Szkoda tylko, że Skarb Państwa nie wykorzystał spodziewanego boomu na akcje PGE i nie zdecydował się na sprzedaż chociaż części swoich akcji już w tym podejściu. Dzięki temu przy ustalaniu ostatecznego przydziału akcji w transzy inwestorów indywidualnych nie zabrakłoby elastyczności.

A tak zapewne trwała swoista gra pomiędzy spółką, doradcami a Ministerstwem Skarbu – kto mocniejszy? Doradcy pewnie przekonywali, że historycznie rzecz biorąc, większość inwestorów indywidualnych w dużych prywatyzacjach szybko się pozbywa akcji tuż po debiucie. Zwiększając więc istotnie pulę dla drobnych graczy, zwiększa się ryzyko nadpodaży akcji PGE w trakcie pierwszych tygodniu handlu na giełdzie. Takiego ryzyka nie lubią zaś duzi inwestorzy. Spółka przekonywała zapewne, że jeśli się zwiększy gwałtownie transzę dla inwestorów indywidualnych, właśnie z powodu tego ryzyka, inwestorzy zagraniczni i duże krajowe fundusze nie będą skłonne się zgodzić na maksymalny poziom ceny emisyjnej.

Z kolei Ministerstwo Skarbu chcąc prawdopodobnie zachować twarz wśród drobnych inwestorów, naciskało na zwiększenie ich puli.

Co tu dużo ukrywać, w takich dniach jak dziś widać, że najlepiej byłoby w pełni prywatyzować państwowe molochy – i to najlepiej przez giełdę. Ofertę PGE trudno nazwać prywatyzacją, bo Skarb Państwa będzie po tej transakcji miał aż 85 proc. kapitału.

Giełdowa sprzedaż akcji PZU już w przyszłym roku. Czy będzie inaczej?