Reklama

Transformacja dwóch prędkości zamiast transformacji sprawiedliwej

W Polsce trwa transformacja regionów węglowych, z konsekwencjami społecznymi, gospodarczymi i budżetowymi. Tymczasem Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu opisuje ją językiem wstępnej diagnozy, jakby była dopiero planowana. W efekcie rozmywa odpowiedzialność i utrwala niepewność tam, gdzie potrzebne są decyzje i stabilne finansowanie.

Publikacja: 28.01.2026 08:20

Rząd powinien walczyć o utworzenie instrumentu wsparcia sprawiedliwej transformacji na poziomie unij

Skąd pieniądze na sprawiedliwą transformację

Rząd powinien walczyć o utworzenie instrumentu wsparcia sprawiedliwej transformacji na poziomie unijnym. Wydane z niego pieniądze zwróciłyby się w regionach odchodzących od węgla wielokrotnie

Foto: Adobe Stock

Polska jako ostatnie państwo członkowskie, i to ze sporym opóźnieniem, ma przedstawić Komisji Europejskiej ostateczną wersję Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu (KPEiK). Choć dokument ten poprawnie diagnozuje nieuchronność redukcji zapotrzebowania na węgiel, to w swojej obecnej formie przypomina raczej rejestr pobożnych życzeń niż realną mapę drogową sprawiedliwej transformacji. Zamiast kompleksowego zarządzania zmianą, otrzymujemy strategię „dwóch prędkości”, która jedne regiony faworyzuje, a inne pozostawia w głębokiej niepewności.

Ponadto, w dokumencie niepokoi zbyt miękkie, uznaniowe podejście do kwestii środowiskowych i wydawanych nań pieniędzy. Brak poważnego traktowania szkód wyrządzonych środowisku przez przemysł wydobywczy, ich wpływu na dobrostan i bezpieczeństwo mieszkańców oraz niedocenienie potencjału terenów nadających się do rekultywacji nie pomoże we wzmacnianiu lokalnej gospodarki i jakości życia.

Ani słowa o konkretach

Autorzy wymieniają już nie „kilka”, jak wcześniej, ale „kilkanaście” regionów zależnych od węgla. Jest to słuszne podejście, bo poza pięcioma regionami objętymi unijnym wsparciem z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji (FST), ryzyka wynikające ze skutków transformacji energetycznej ogniskują się także m.in. w Lubelskim Zagłębiu Węglowym, regionie Turowa czy w Połańcu i Kozienicach. Elektrownie zlokalizowane w dwóch ostatnich miastach będą zmniejszały zatrudnienie w związku z wygaszaniem bloków węglowych, co dla tamtejszych społeczności rodzi szereg wyzwań, których bieżące polityki zdają się nie adresować.

Autorzy raz po raz wymieniają FST jako filar działań łagodzących społeczne, gospodarcze i środowiskowe skutki transformacji, z Terytorialnymi Planami Sprawiedliwej Transformacji jako absolutnym wyznacznikiem tego, gdzie i jak mają być finansowane „sprawiedliwo-transformacyjne” przedsięwzięcia. W ten sposób poprzestają na opisywaniu stanu zastanego i pozbywają się ambicji kształtowania rzeczywistości w najbliższych latach. FST to gigantyczny zastrzyk gotówki dla Śląska, Wielkopolski Wschodniej, Bełchatowa, Wałbrzycha i Małopolski Zachodniej, ale jego wdrażanie skończy się w 2027 r.

Transformacja natomiast będzie trwała dalej: przed nami dekada błyskawicznych zmian. W tym sensie KPEiK jest dokumentem wybrakowanym: nie tylko nie oferuje nic mieszkańcom Turowa i Lubelszczyzny, ale i wprowadza w stan zawieszenia także regiony obecnie korzystające z unijnego wsparcia. W źródłach finansowania wymieniane są co prawda unijne fundusze regionalne, ale te są przeznaczone dla całego województwa, podczas gdy transformacja wywołuje największe skutki społeczno-gospodarcze na terenie kilku powiatów. Brak dedykowanych pieniędzy może skazać te powiaty na trudną konkurencję o unijne pieniądze.

Reklama
Reklama

KPEiK efemerycznie zaznacza, że wykorzystanie węgla brunatnego w krajowej gospodarce będzie spadać. Z załącznika zawierającego bazowy scenariusz transformacji WEM (With Existing Measures – wariant oparty wyłącznie na już obowiązujących politykach oraz instrumentach), dowiadujemy się, że „po 2035 r. wydobycie węgla brunatnego spada niemalże do zera”. W Wielkopolsce Wschodniej lada moment zostanie zamknięta ostatnia kopalnia, a Bełchatów został objęty finansowaniem z FST.

Sygnały płynące z KPEiK, dotyczące przyszłości wydobycia węgla brunatnego pozornie niosą też jednoznaczny przekaz dla pracowników kopalni i elektrowni Turów: wydobycie węgla brunatnego na tym obszarze do 2044 r. to polityczna mrzonka, mamienie pracowników i mieszkańców fałszywą perspektywą bezpieczeństwa ekonomicznego przez kolejne dwie dekady. Przypomnijmy, że ta padająca często w kontekście Zagłębia Turoszowskiego data wynika z obowiązującej koncesji wydobywczej. Ma ona charakter administracyjny i formalny, a nie strategiczny – nie jest oparta na wiarygodnych analizach ekonomicznych. Jej obecność w debacie publicznej tworzy fałszywą narrację o długoterminowym bezpieczeństwie ekonomicznym regionu, podczas gdy scenariusze transformacji wskazują na znacznie wcześniejszy i gwałtowny spadek znaczenia węgla brunatnego w krajowym systemie energetycznym.

Obecnie mamy do czynienia z procesem sprawiedliwej transformacji dwóch prędkości: Zagłębie Turoszowskie i Lubelskie Zagłębie Węglowe stoją w miejscu (przy milczącej aprobacie rządu), pozostałe regiony wydatkują środki i w jakimś stopniu starają się łagodzić skutki energetycznej reorientacji

Brak planu na przyszłość

Niepokój budzi sposób opisu transformacji w KPEiK, sugerujący, jakby była ona procesem dopiero planowanym – m.in. poprzez odwoływanie się do konieczności „identyfikacji obszarów zagrożonych skutkami transformacji”. Tymczasem transformacja już się toczy: część regionów węglowych korzysta ze wsparcia FST, a pozostałe aktywnie zabiegają o dostęp do środków w kolejnej perspektywie finansowej. Wymaga to odejścia od narracji wstępnej diagnozy na rzecz konsekwentnego wzmacniania już realizowanych procesów i zapewnienia im stabilnego, długoterminowego finansowania.

Tymczasem państwo nie przedstawia żadnego planu na finansowanie sprawiedliwej transformacji po 2027 r. Kolejna aktualizacja KPEiK-u została opublikowana kilka miesięcy po przedstawieniu przez Komisję Europejską jej wizji Wspólnych Ram Finansowych na lata 2028-2034 – nie ma tam miejsca na kolejną wersję FST, taką, którą mogłaby powielać najlepsze praktyki i uwzględniać poprawki wynikające z tego, co poszło nie tak.

W efekcie dostajemy przekaz: sprawiedliwą transformację finansuje Unia (choć już niestety bez FST), państwo się wycofuje. Władze po raz kolejny rezygnują z bycia katalizatorem rozwoju w pominiętych regionach węglowych, odpowiedzialność za dostrzeżenie możliwości przerzucając na biznes.

Reklama
Reklama

Wymienione w dokumencie działania, na poziomie ogólnym, słusznie upatrują szansy w łączeniu tworzenia nowych miejsc pracy w regionach węglowych z modernizacją, dekarbonizacją i innowacją. Ale diabeł tkwi w szczegółach: działania te wymagają zniuansowania i dobrego planowania na podstawie tego, co już wiemy. Albowiem wśród regionów węglowych znajduje się, z jednej strony, prężny gospodarczo Śląsk, region z ogromnym potencjałem administracyjnym i wdrożeniowym, korzystający z gigantycznego dofinansowania z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, z drugiej zaś mamy do czynienia z peryferyjnym pod wieloma względami regionem Turowa, obszarem biednym, wyludniającym się, pozbawionym finansowania z FST, bez znaczącego potencjału odnalezienia się w krajowych i unijnych politykach modernizacyjnych i innowacyjnych.

Obecnie mamy do czynienia z procesem sprawiedliwej transformacji dwóch prędkości: Zagłębie Turoszowskie i Lubelskie Zagłębie Węglowe stoją w miejscu (przy milczącej aprobacie rządu), pozostałe regiony wydatkują środki i w jakimś stopniu starają się łagodzić skutki energetycznej reorientacji. To z kolei może prowadzić do tego, że sprawiedliwa transformacja, z mniejszym lub większym skutkiem, stanie się zjawiskiem lokalnym, natomiast nie będzie realizowana w skali całego kraju, tj. wobec wszystkich węglowych i energetycznych subregionów. Skutki tego zaniedbania także będą odczuwane lokalnie, co stoi w sprzeczności z pryncypiami sprawiedliwej transformacji.

Co dalej

Jak wspomnieliśmy na początku, Polska składa swój plan jako ostatnie państwo członkowskie i to ze sporym opóźnieniem. Niestety, do Komisji trafi dokument, który nie podejmuje wystarczająco kompleksowo transformacyjnych wyzwań oraz przedstawia wybrakowane środki zaradcze. Niemniej nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przyszłe działania administracji rządowej wykraczały swymi działaniami poza działania zapisane w dokumencie. Realnym wzmocnieniem procesu byłoby powołanie pełnomocnika ds. sprawiedliwej transformacji na poziomie rządowym, koordynującego działania między poszczególnymi ministerstwami i we współpracy z władzami regionalnymi wszystkich przedmiotowych województw.

Rząd powinien też zająć jasne stanowisko w negocjacjach Wieloletnich Ram Finansowych Unii Europejskiej na lata 2028-2034 i walczyć o utworzenie dedykowanego instrumentu wsparcia sprawiedliwej transformacji na poziomie unijnym. Wydane z niego środki zwróciłyby się w regionach odchodzących od węgla wielokrotnie, wzmacniając lokalną gospodarkę i poprawiając jakość życia ich mieszkańców.

O autorach

Alina Pogoda, Mateusz Kowalik

Alina Pogoda - specjalistka ds. sprawiedliwej transformacji w Polskiej Zielonej Sieci, inżynier górnictwa i geologii.
Mateusz Kowalik – dyrektor Programu Sprawiedliwej Transformacji w Polskiej Zielonej Sieci.

Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: UE bierze się w garść. Koniec z biurokracyjnym koszmarem?
Opinie Ekonomiczne
Jak budować prywatne czempiony? Polski model rozwoju do 2035 r.
Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Europa w cieniu Donalda Trumpa. Paradoks Davos 2026
Opinie Ekonomiczne
Iwona Trusewicz: Dlaczego były kanclerz Niemiec broni rosyjskich interesów w UE?
Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Koniec mitu taniej energii. OZE to bezpieczeństwo energetyczne Polski
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama