Obecny rząd, tak jak poprzedni, deklaruje wierność konstytucyjnym zasadom solidarnościowego dostępu do finansowanej ze środków publicznych opieki zdrowotnej. Pierwszeństwo dotyczy stanów nagłych, pilnych, sytuacji ratowania życia i zdrowia, gdy dalsze oczekiwanie zagrażałoby bezpieczeństwu pacjenta.

Jest też inna możliwość. Od 15 listopada 2014 r., to jest wejścia w życie ustawy z 10 października 2014 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw, implementującej opiekę transgraniczną, pacjenci mogą otrzymać zwrot niektórych kosztów leczenia za granicą do wysokości polskich stawek. Według danych operatorów turystyki medycznej, którzy otwarcie informują o tym na swoich stronach internetowych, Narodowy Fundusz Zdrowia miał np. refinansować leczenie zaćmy za granicą ponad 3,5 tys. Polaków, którzy w ten sposób ominęli kolejkę. Fundusz miał wydać na ten cel niebanalną kwotę blisko 7 mln zł, przy czym lista chętnych do skorzystania z tej szybkiej ścieżki zdrowotnej rośnie wykładniczo.

Nie można tego fenomenu wyjaśnić zasadami unijnej dyrektywy o opiece transgranicznej (dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/24/UE z 9 marca 2011 r. w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej). Umożliwiając korzystanie przez pacjentów z transgranicznej opieki zdrowotnej, regulacja ta nie miała na celu poszerzenia swobód unijnych o przepływ finansowanych publicznie usług zdrowotnych, gdyż mogłoby to zaburzyć delikatną równowagę systemów opieki zdrowotnych w krajach członkowskich. Aby uniknąć jakichkolwiek wątpliwości, dyrektywa w pkt 18 preambuły stwierdza jednoznacznie: „Niniejsza dyrektywa nie powinna uprawniać żadnej osoby do wjazdu, pobytu lub zamieszkiwania na terytorium państwa członkowskiego w celu uzyskania tam opieki zdrowotnej". Celem dyrektywy było zapewnienie mobilności pacjentów i bezpieczeństwa zdrowotnego obywatelom państw UE w czasie podróży oraz promowanie współpracy systemów opieki zdrowotnej, a nie turystyki medycznej za publiczne pieniądze.

Wydaje się to jasne. W czyim w takim razie interesie leży naginanie legislacji unijnej, a wręcz łamanie wymienionego pkt 18, by dyrektywa służyła finansowanej ze środków publicznych turystyce medycznej? Ponieważ zadanego ustawą budżetu opieki transgranicznej nie można w prosty sposób przenieść na zwiększenie kontraktów polskich szpitali, przyzwolenie na turystykę medyczną za środki z tego budżetu de facto zwiększa całkowitą pulę na leczenie.

Korzystają pacjenci omijający solidarnościową kolejkę. Korzystają zagraniczne szpitale, pośrednicy turystyki medycznej, firmy transportowe. Tracą pacjenci pozostający w kolejce. Tracą polskie szpitale i pracujący w nich personel medyczny. Czy jest to zgodne z elementarnymi zasadami solidaryzmu i interesu narodowego? Oczywiście nie!

Od wielu ekspertów słyszę, że postępowanie takie jest zgodne z ustawą. Nawet jeśli tak, to należy złe prawo pilnie zmienić. Ja czytam dyrektywę, którą nasza ustawa tylko implementuje. Dla mnie w sposób oczywisty taka praktyka nie jest zgodna z dyrektywą – jej duchem i literą. Łamie także, a może przede wszystkim, etos solidaryzmu społecznego, wyprowadza środki publiczne na ochronę zdrowia z naszego kraju, uderza w polskie szpitale, naraża na hazard moralny pacjentów. Panie Ministrze! Przeciwstawia się Pan wywozowi leków, a toleruje naganne praktyki wywozu publicznych usług medycznych? Zakładam w dobrej wierze, że ta patologiczna szybka ścieżka zdrowotna umknęła Pańskiej uwadze, ale miejmy świadomość, czyj interes kontynuacja takiej polityki będzie wspierać. Na pewno nie nasz, narodowy.

Robert Mołdach, Instytut Zdrowia i Demokracji, doradca prezydenta Pracodawców RP