Hubert A. Janiszewski: Ile mogłyby kosztować „leki za 5 złotych”?

Jednym ze sztandarowych programów Lewicy jest naprawa publicznego systemu ochrony zdrowia, w tym owe „leki za 5 złotych”, czyli leki na receptę dla dzieci, emerytów, rencistów oraz kobiet w ciąży.

Publikacja: 01.08.2023 03:00

Hubert A. Janiszewski: Ile mogłyby kosztować „leki za 5 złotych”?

Foto: Adobe Stock

Warto dokonać szczegółowej – w miarę dostępu do wiarygodnych statystyk – analizy tego programu na tle obecnie funkcjonującego systemu. W tym przede wszystkim: ocenić potencjalny koszt programu, obejmującego – było nie było – około 6,5 miliona emerytów plus 2,5 miliona rencistów, około 9,5 miliona dzieci (do lat 18) oraz około 200 tysięcy (zapewne) kobiet w ciąży. Czyli w sumie około 18,7 miliona osób, które mogłyby potencjalnie korzystać z tego programu, co oznacza ponad 49 proc. całości populacji naszego kraju.

Cztery najbardziej newralgiczne grupy

Dla pełnego obrazu sytuacji przypomnijmy, że w 2021 roku wystawiono łącznie 425 mln (wszystkie dane statystyczne pochodzą ze Statista 2023 oraz „Zdrowie i ochrona zdrowia w 2021 r.” – Ministerstwo Zdrowia i GUS) recept, z czego 94,4 proc. tzw e-recept. A wartość sprzedanych leków na receptę wyniosła 19,7 mld złotych, natomiast wartość refundacji – 8,1 mld złotych. Czyli własne wydatki pacjentów pochłonęły kwotę 11,6 mld złotych.

Program Lewicy zakłada dalej, iż wyżej wymienione cztery grupy potencjalnych pacjentów (renciści, emeryci, dzieci i kobiety w ciąży) powinny otrzymywać leki na receptę za darmo, a reszta populacji – po 5 złotych.

Statystyki Ministerstwa Zdrowia i Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że przeciętny pacjent w 2021 roku wydawał 520 złotych na leki na receptę, w tym 305 złotych z własnej kieszeni.

Przy obecnej inflacji, w perspektywie dwóch–trzech lat te wydatki wzrosną ok. 30 proc., czyli do poziomu około 650 złotych.

Dla pełnego obrazu statystycznego warto również podać, że w 2020 roku (według danych Statista) średnie gospodarstwo domowe w ciągu roku wydawało łącznie na leki 273,41 złotego, z czego na leki na receptę 87,12 złotego, leki bez recepty – 83,25 złotego, na suplementy diety i witaminy – 47,62 złotego, zaś inne – 30,3 złotego. Co ciekawe, na medycynę niekonwencjonalną przeznaczaliśmy 25,12 złotego!

Uwzględniając obecny poziom inflacji, w 2021 roku wydatki przypadające na gospodarstwo pewnie wzrosłyby o minimum 20 proc., czyli do około 330 złotych.

W oparciu o powyższe statystyki można przyjąć, że cztery grupy wspomniane w programie Lewicy wydają od około dwóch trzecich do trzech czwartych środków na leki na receptę, co wynika z faktu, iż starsze pokolenie siłą rzeczy ma większe kłopoty zdrowotne, a najmłodsi są w nie zaopatrywani w związku z obowiązkowymi i nadobowiązkowymi szczepieniami i chorobami wieku młodzieńczego.

Miliardy złotych dopisane do budżetu państwa

Jeśli powyższe założenia są prawidłowe (brak tu statystyk, mogących dać pewność w tej kwestii), oznaczałoby to, że te cztery grupy wydały od 13 do 14,8 mld złotych na leki, z czego refundacja objęła od 5,3 do 6,1 mld złotych, czyli z własnych kieszeni – od 7,7 do 8,7 mld złotych.

Darmowe leki dla wspomnianych czterech grup kosztowałoby więc budżet państwa – według danych z 2021 roku – od 7,7 do 8,7 mld, zakładając ten sam poziom refundacji, czyli w sumie od 13 do 14,8 mld rocznie.

Pozostała część populacji, według propozycji Lewicy, powinna płacić 5 złotych za każdy lek na receptę, co teoretycznie oznacza wydatki z budżetu w skali rocznej od 6,65 do 4,85 mld, dla pokrycia rzeczywistej ceny takich leków.

Podsumowując, program Lewicy – w oparciu o dane za 2021 – kosztowałby budżet około 19,65 mld rocznie!

Zapobieganie marnotrawieniu leków

Doświadczenia, np. z Czech, pokazały, iż przy darmowych lekach chorzy często wykupują je w nadmiarowych ilościach: w pewnej części nie są one wykorzystane i po pewnym czasie muszą zostać utylizowane.

Dlatego też, wydaje się – o ile jakiś kraj stać na taki program – że należałoby podnieść (albo stopniowo podnosić) stopień refundacji, co wydaje się rozwiązaniem optymalnym. Względnie można by wprowadzić minimalną odpłatność, np. w przedziale od 5 do 20 złotych za lek.

Podnoszenie poziomu refundacji, np. o 20 proc. rocznie, po czterech latach mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której jej poziom z dzisiejszych ok. 41 proc. wzrósłby do około 80–82 proc., co byłoby znaczącym wsparciem, szczególnie mniej zarabiających oraz emerytów i rencistów, a przy okazji pozwoliłoby na refundację bardzo drogich jednostkowych leków, które dzisiaj chorzy z wielkim wysiłkiem zdobywają poprzez różne zbiórki i zrzutki, jak np. poprzez portal Siepomaga i podobne!

Koszty roczne na przestrzeni czterech lat dla budżetu wyniosłyby od około 1,5 do około 4 mld złotych (bez uwzględnienia inflacji).

Z kolei odpłatność na minimalnym poziomie – choćby w przedziale 5–20 złotych – ograniczyłaby zbędne zakupy.

Warto bowiem pamiętać, iż jak coś jest darmowe – to się tego nie ceni i, z reguły, marnotrawi!

Autor jest ekonomistą, członkiem Polskiej Rady Biznesu i członkiem rad nadzorczych spółek notowanych na GPW.

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Warto dokonać szczegółowej – w miarę dostępu do wiarygodnych statystyk – analizy tego programu na tle obecnie funkcjonującego systemu. W tym przede wszystkim: ocenić potencjalny koszt programu, obejmującego – było nie było – około 6,5 miliona emerytów plus 2,5 miliona rencistów, około 9,5 miliona dzieci (do lat 18) oraz około 200 tysięcy (zapewne) kobiet w ciąży. Czyli w sumie około 18,7 miliona osób, które mogłyby potencjalnie korzystać z tego programu, co oznacza ponad 49 proc. całości populacji naszego kraju.

Pozostało 89% artykułu
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Ludzie potrafią liczyć. Władza prosi się o kłopoty