Reklama

Polacy w oczekiwaniu na Salomona

Tylko 22 proc. Polaków oszczędza na emeryturę – tak przynajmniej wynika z badania „Portret finansowy Polaków. Plany na 2016 rok" przeprowadzonego na zlecenie Deutsche Banku. Rok temu oszczędzało 26 proc. z nas.

Publikacja: 01.03.2016 20:00

Robert Gwiazdowski

Robert Gwiazdowski

Foto: Fotorzepa, Robert gardziński RG Robert gardziński

Albo coraz bardziej wierzymy w ZUS (i w rząd), albo coraz mniej osób stać na oszczędzanie. A może jedno i drugie?

Jakoś to jednak nie za bardzo koreluje z danymi ZUS, który przyznaje, że w latach 2017–2021 zabraknie mu ze składek na emerytury jakieś 50 mld zł. Rocznie! W wariancie optymistycznym! W wariancie pesymistycznym w samym tylko roku 2021 będzie brakowało już 91 mld zł.

To oczywiście żaden problem, bo przecież brakującą różnicę i tak dopłaci budżet – jak brakuje środków z podatku nazywanego składką emerytalną, dosypuje się do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego ZUS czerpie na emerytury, z worka budżetowego z wpływami z innych podatków. Czy tak można w nieskończoność? Nie za bardzo. Coraz więcej osób będzie bowiem pobierało emerytury, a coraz mniej pracowało, a więc płaciło składki i podatki. Takie są nieubłagane prawa demografii. Młodych rodzi się coraz mniej, a starsi żyją coraz dłużej, więc dłużej pobierają świadczenia emerytalne i zdrowotne, które są coraz bardziej kosztowne.

Może więc trzeba jednak zacząć oszczędzać prywatnie na przyszłe emerytury? Po pierwsze, nie za bardzo jest z czego – pensje netto są niskie, gdyż państwo odbiera nam znaczną część pensji brutto, między innymi po to, by móc wypłacać dziś emerytury. Po drugie, państwo zawsze może zrobić skok na nasze oszczędności – jak zrobiło skok na OFE. To nic, że w OFE nie było pieniędzy, które podobno nam państwo odebrało. Liczy się nie to, co jest (albo czego nie ma), tylko to, co nam się wydaje, że jest, albo czego nie dostrzegamy, że jest. Żyjemy więc złudzeniami. Jest to wiara, że nasz naród wybrany doczeka się takiego Salomona, który nawet z próżnego potrafi nalewać. Romantyczno-mesjanistyczna kultura dominuje nie tylko w polskiej rzeczywistości politycznej, ale także w gospodarczej. Jakoś to będzie, Najświętsza Panienka, która z Synem po polsku z pewnością rozmawia, nas wyratuje.

Skoro kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą, to ile razy trzeba powtórzyć prawdę, by mogła się obronić przed kłamstwem? Nikt nam nie da niczego, czego nie wypracujemy sami. Niektórzy, jak pani Kiszczakowa, mogą próbować dorabiać do emerytury na sprzedaży skarbów, które mają pochowane w szufladach, ale ich cena chyba mocno obecnie „podąża na południe" – jak by się wyrazili wytrawni analitycy finansowi.

Reklama
Reklama

Autor jest profesorem Uczelni Łazarskiego i adwokatem

Opinie Ekonomiczne
Iwona Trusewicz: Dlaczego były kanclerz Niemiec broni rosyjskich interesów w UE?
Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Koniec mitu taniej energii. OZE to bezpieczeństwo energetyczne Polski
Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama