Paweł Rożyński: Zostaną nam inflacja i długi

Polski rząd walczy z inflacją w sposób ryzykowny: kupując czas przez mrożenie cen energii oraz rozdając na lewo i prawo pożyczane pieniądze.

Publikacja: 23.10.2022 21:00

Paweł Rożyński: Zostaną nam inflacja i długi

Foto: Adobe Stock

Najnowsze posunięcie rządu, zamrożenie cen energii, może skutkować skokiem inflacji, gdy trzeba będzie w końcu się z tego wycofać, podobnie jak z wcześniejszej obniżki cen paliw. Takie wnioski płyną z panelu ekonomistów, który publikujemy w „Rzeczpospolitej”. Dominuje opinia, że lepiej byłoby pozwolić teraz na wzrost cen, jednocześnie pomagając osobom najbardziej potrzebującym. Tymczasem rząd robi dokładnie odwrotnie: mrozi ceny energii, a pieniądze w zasadzie rozdaje wszystkim, bez względu na dochody.

Takie praktyki rząd PiS ma niestety we krwi. Są pieniądze, to dać, najlepiej wszystkim jak leci, bo to przecież wyborcy. Nie ma pieniędzy? Też dać, tylko z długu. A po nas choćby potop. Tak było już w przypadku najbardziej znanego programu pomocowego 500+, który miał wpłynąć na wzrost dzietności (nie wpłynął). Najpierw miał obejmować rodziny wielodzietne, objął jednak wszystkie, zrezygnowano też z kryterium dochodowego, tłumacząc, że tak będzie łatwiej i taniej. Ostatni pomysł: po 3 tys. zł dla wszystkich właścicieli pieców i nieważne, czy naprawdę potrzebują, czy może siedzą przy kominku w pałacu z basenem. Teraz zaś mamy zamrożenie cen prądu praktycznie dla wszystkich. Nikt nie myśli o tym, by faktycznie zachęcić obywateli i firmy do oszczędności. Tak jakby słowo „oszczędzanie” źle się kojarzyło partii sukcesu i było zakazane.

Czytaj więcej

Trudna sztuka łagodzenia kryzysu kosztów życia. Rządowe działania zaszkodzą?

Myślenie „dać wszystkim”, jak wańka-wstańka, przechodzi w „zabrać wszystkim”. Stąd makabryczny pomysł tzw. podatku Sasina, który mógł złupić wszystkie zyskowne firmy w tym kraju. Na razie odłożony na półkę, zawsze może wrócić w zmutowanej formie.

Za masowe mrożenie cen (może wkrótce pojawią się pomysły dotyczące kolejnych produktów i usług) trzeba zapłacić grube miliardy. Skąd wziąć około 100 mld zł w skali roku na rozmaite tarcze i inne „mrożonki”? I tu zaczynają się schody. Choć wpływy z podatków dzięki wysokiej inflacji są rekordowe, prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż rząd znajdzie wystarczające pieniądze na ten cel, ale także na zbrojenia i spełnianie wcześniejszych obietnic socjalnych.

Rząd, który radośnie wydawał przez wiele lat tłustych pieniądze, nie wierząc w kryzys czy wojnę, nagle zorientował się, że nie ma poduszki finansowej „na trudne czasy” i musi się mocno zadłużać. A że przy tym bank centralny nie chce walczyć z inflacją, podnosząc stopy, sytuacja robi się groźna. Mamy już do czynienia z załamaniem rynku polskich obligacji i skokiem kosztów obsługi zadłużenia.

„Polska w bolesny sposób przekonuje się, co się dzieje, gdy inwestorzy zaczną się bać, że polityczni decydenci na dobre odwrócili się plecami do walki z inflacją, by dorzucać paliwa do ekonomicznego pieca przed zbliżającymi się wyborami” – pisze Bloomberg. Nic dodać, nic ująć.

Najnowsze posunięcie rządu, zamrożenie cen energii, może skutkować skokiem inflacji, gdy trzeba będzie w końcu się z tego wycofać, podobnie jak z wcześniejszej obniżki cen paliw. Takie wnioski płyną z panelu ekonomistów, który publikujemy w „Rzeczpospolitej”. Dominuje opinia, że lepiej byłoby pozwolić teraz na wzrost cen, jednocześnie pomagając osobom najbardziej potrzebującym. Tymczasem rząd robi dokładnie odwrotnie: mrozi ceny energii, a pieniądze w zasadzie rozdaje wszystkim, bez względu na dochody.

Pozostało 84% artykułu
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Ludzie potrafią liczyć. Władza prosi się o kłopoty