To było do przewidzenia. Wraz ze spowolnieniem gospodarczym kończy się rynek pracownika w naszym kraju. W badaniu firmy benefitowej Sodexo, do którego dotarła „Rz”, aż 60 proc. polskich pracowników mówi o pogorszeniu swojej sytuacji finansowej w 2022 r., a jeszcze więcej, bo dwie trzecie, już zaczęło oszczędzać. Prawie połowa obawia się, że nie dostanie premii, a 15 proc. lęka się utraty pracy.

Paradoksalnie sytuacji raczej nie poprawi wzrost płacy minimalnej. Rząd zdecydował, że w przyszłym roku od stycznia wzrośnie do 3490 zł, a od lipca do 3600 zł. W ten sposób w drugiej połowie 2023 r. będzie o 590 zł wyższa niż minimalne wynagrodzenie za pracę w bieżącym roku.

Oczywiście osoby z najniższymi zarobkami szczególnie mocno odczuwają skutki galopujących cen żywności czy rosnących rachunków za gaz i ogrzewanie. Tego typu wydatki i bez tych podwyżek pochłaniały przecież lwią część ich budżetów domowych. Wyższa płaca minimalna to zatem w wielu przypadkach szansa na przetrwanie. Problem w tym, że po drugiej stronie są pracodawcy, niejednokrotnie poobijani przez pandemię, a teraz dobijani wysokimi rachunkami. Nie bacząc na to, rząd, właśnie za sprawą wyższej płacy minimalnej, funduje im kolejny wzrost kosztów prowadzenia działalności – tym razem pracowniczych. W wielu przypadkach pracodawcy nie będą mieli wyjścia, zaczną rezygnować z wypłaty premii, ciąć pensje. Będą i tacy, którzy zaczną płacić pod stołem albo wręcz zwalniać. I tacy, którzy po prostu zamkną interes.

Czytaj więcej

Pracownicy szykują się do zaciskania pasa. Czują się ubożsi niż na początku roku

Będą również tacy, pewnie większość, którzy mimo coraz gorszych warunków do prowadzenia biznesu wytrzymają przyszłoroczną podwyżkę płacy minimalnej. Wstrzymają się jednak z inwestycjami, a to, plus rosnące ceny surowców i koszty działalności, sprawi, że będą produkować mniej. Z kolei mniejsza dostępność towarów na rynku będzie oznaczać wyższe ceny. Pojawią się więc kolejne żądania płacowe ze strony pracowników, którym będzie brakować pieniędzy na zakupy. I tak w kółko. W ten sposób nakręca się spirala płacowo-cenowa.

Tak, to czarny scenariusz. O inne jednak coraz trudniej. Rząd nawet nie udaje, że myśli o jakiejś poważnej strategii na szybkie powstrzymanie wzrostu cen, mocne i trwałe zbicie inflacji. Zastępuje ją chaotycznymi, nieprzemyślanymi ruchami, pożary gasi, zasypując je banknotami. A to tylko podsyca ogień. Także na rynku pracy.