Urzędujący minister finansów tak właśnie przedstawia zmiany podatkowe w ramach Polskiego Ładu. Twierdzi, że są one korzystne dla co najmniej 90 proc. podatników, a 9 mln osób nie będzie płacić PIT-u! „Polski Ład jest stworzony tak, by polska gospodarka rozwijała się bardzo szybko po pandemii i recesji. Dlatego na nowych podatkach skorzystają wszyscy". I bez zmrużenia oka, wznosząc się na wyżyny kabaretowego kunsztu, dodaje: „Jeśli ktoś straci to reszta świata, bo Polska będzie się rozwijać szybciej niż reszta gospodarki".

Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Bo przecież nikt normalny nie rozumie tej „dobrozmianowej" euforii. Aby podkręcić zachwyt nad strategią uszczęśliwiania wszystkich Polaków, oznajmia z rozbrajającą szczerością:

„Ja życzę wszystkim, żeby płacili jak najwyższe podatki, bo to znaczy, że bardzo dużo zarabiają".

Troską ministra objęci są więc nie tylko najbiedniejsi, ale też ci z zasobniejszymi portfelami. Tym drugim trzeba przede wszystkim pomóc w spełnianiu obywatelskiego obowiązku.

Na pierwszy front idzie więc zakaz odliczania od podatku składki zdrowotnej, bo przecież zdrowie jest najważniejsze. Tyle że nie bardzo wiadomo, czy i ile dodatkowych środków wpłynie do kasy Narodowego Funduszu Zdrowia.

Tę dziurę trzeba będzie zasypać nowymi podatkami. Zgodnie z planami partii musi przecież dojść do 7 proc. PKB przeznaczonych na zdrowie. Czemu nie? Choć nie wiadomo kiedy i jak...

W drugiej kolejności szeroki zakres ulg! Im więcej miejsc po przecinku, tym precyzja ministra większa we właściwym liczeniu należnej państwu kasy. Rekordy popularności bije ulga dla klasy średniej, z kilkoma współczynnikami, ustalanymi z dokładnością do ośmiu miejsc po przecinku.

Pełny wachlarz możliwości uzupełniają oczywiście „uszczelnienia". Słowo magiczne na niepokornych przedsiębiorców, którzy będą znów chcieli oszukiwać dzielnego fiskusa. Minister zakaże np. kombinowania z nabijaniem kosztów przy wynajmie lokali, zmuszając do stosowania 8,5-proc. ryczałtu. Nie jest ważne, że jak nie wymieni się dachu,

to zacznie ciec woda. Właściciel nie będzie remontował, bo dobry lokator i to wytrzyma.

Minister nie zapomniał też o ludziach zwanych sygnalistami. To oni, jak poczują niechęć

do pracodawcy, mają jak najszybciej pośpieszyć do fiskusa z sympatycznym autodonosem. W zamian nie tylko nic nie stracą, ale będą mieli przywilej udziału w budowaniu prawdziwego polskiego ładu. Powstanie także instytucja wydająca opinie dla tych, którzy nie wiedzą, czy powinni się ujawnić ze swoimi dochodami.

Koszt takiej ekspertyzy to – bagatela – 50 tys. zł!

Nowy Ład powala kompleksowością ulg i uszczelnień. Tylko brakuje trzeciego „u" – uproszczeń. Rząd woli fundować chaos, który nazywa ładem. Pośpiesznie, zanim skończą się upały, nim przyjdzie czwarta fala pandemii.

I to wszystko w kabaretowym stylu, podlewanym politycznym sosem.