Niech na całym świecie wojna... Ciąg dalszy tego cytatu dopowie każdy Polak: „...byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna".
Prawda to czy fałsz? Każdy ma własną odpowiedź na to pytanie.
Ja, jak przystało na Polaka kresowego, odpowiadam wymijająco: otóż do pewnego poziomu PKB jest to prawda, a od pewnego poziomu – fałsz.
Zanim wyjaśnię ową zawiłość, winien jestem PT Czytelnikom informację, co skłoniło mnie do tak fundamentalnych rozważań.
Otóż był to jak zawsze świetny komentarz Ignacego Morawskiego „Reformy a dobrobyt", zamieszczony w „Rzeczpospolitej". Autor stwierdza w nim, że zależność między reformami a sukcesem gospodarczym nie jest prosta. Wiadomo, że wzrostowi gospodarczemu sprzyjają głównie trzy czynniki: zdolność gospodarki do integrowania się ze światem poprzez handel i inwestycje; stabilny pieniądz i stabilny budżet oraz stabilne i egzekwowalne prawo chroniące obywateli i ich własność. Jednak reformy, które pobudzają te czynniki, szybciej doprowadzają do wyciągnięcia kraju z zapaści, niż pchają średnio zamożny kraj ku zamożności. A może zatem – pyta autor – źródła dzisiejszej zamożności powstawały w przeszłości? I wiele zależy od kultury, obyczajów, mentalności, które kształtują się przez wieki.
Co do identyfikacji czynników – pełna zgoda. Brakuje mi tylko siły politycznej państwa jako czynnika sprawczego. W końcu Stany Zjednoczone nigdy nie przejawiały specjalnej chęci do integracji. Zawsze przedkładały prawo umów nad prawem stanowionym. I prawie nigdy nie miały stabilnego budżetu (choć historycznie dolar jest najbardziej stabilną walutą). Ale nie każde państwo ma swoich żołnierzy stacjonujących w czterdziestu krajach świata (ZSRR miał, ale oazą wzrostu nie był).
Sam także na pierwszym miejscu postawiłbym integrację ze światem. Wagę tego czynnika potwierdzają powojenne przykłady Niemiec i Japonii oraz casus Chin.
Podobnie zgadzam się z tezą, że dziś kształtowało się wczoraj. Na jej poparcie mam prosty przykład. 150 lat temu PKB Szwecji i Polski były podobne. Dziś różnica jest dwukrotna. A spowodowało ją wyższe o niecały punkt procentowy długookresowe tempo wzrostu.
Są tylko dwa „ale". Przedstawiona teoria sprawdza się w normalnie funkcjonującym świecie. Dzisiejszy świat jest jednak nienormalny. Przykład Polski pokazuje, że w takim świecie lepiej radzą sobie kraje, które nie były zbyt mocno uzależnione od eksportu i połączone finansowo ze światem. A nasze nieco niższe tempo wzrostu w dużym stopniu zawdzięczamy światowej polityce, którą Polak niezbyt się interesował, ale ona za bardzo interesowała się Polakiem.
Znowu zatem wracamy do polityki. I za każdym razem okazuje się, że im bardziej – na przekór wojnom – nasza wieś będzie spokojna, tym lepiej. I może tak już zostanie.
Ale skoro zacząłem cytatem z „Wesela", cytatem muszę zakończyć: „a Chińczyki mocno się trzymają?".